Żyję z „panem i władcą” , 12 lat związku całkowicie mnie zniszczyło

Pewnie sama jestem sobie winna, bo gdy go poznałam zaimponował mi swoją zaradnością i pieniędzmi. Na wszystko było go stać, a ja po nieudanym długoletnim związku obiecałam sobie, że już nigdy nie zakocham się w kimś kto nie jest w stanie zapewnić mi bytu, ponieważ z tego względu między mną, a moim byłym partnerem ciągle dochodziło do sprzeczek ( jego zdrady już tu pomijam ).

Przez rok po tym rozstaniu byłam sama, wielu mężczyzn chciało się ze mną umawiać, ale ja twardo szukałam kogoś kto na mnie zasługuje ( musiał być inteligentny i zaradny życiowo, to akurat chyba normalne, że właśnie takich osób szukamy ). Któregoś pięknego letniego wieczoru, umówiłam się z kolegą na sali gimnastycznej na granie w siatkówkę i po pewnym czasie dojechał do niego on mój przyszły mąż.

Zupełnie nie zwróciłam na niego uwagi, nie podobał mi się i nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że mogłabym się z nim umówić. Gdy wróciłam do domu, kolega od siatkówki zadzwonił do mnie, że Łukasz chce od niego nr telefonu do mnie. Zgodziłam się, bo byłam ciekawa po co mu ten nr. Po 3 minutach zadzwonił z propozycją spotkania. Pomyślałam wtedy, czemu nie w sumie i tak się bardzo nudzę, a lato dobiegało końca.

Następnego dnia przyjechał po mnie do pracy i pojechaliśmy do restauracji. Pierwsze co wtedy pomyślałam to wow, ale ma auto ( moi rówieśnicy w tamtych czasach jeździli co najwyżej Tico, a on przyjechał taką furą ) Oczywiście zaimponowało mi to ogromnie i co tu się dziwić skoro nigdy wcześniej takim samochodem nawet nie jechałam.

Po tym spotkaniu zupełnie nie zaiskrzyło z mojej strony i stwierdziłam, że jednak to nie to, ale Łukasz się nie poddawał i codziennie dzwonił pisał i przywoził kwiaty. Im bardziej ja nie chciałam się z nim spotkać tym bardziej on nalegał. Kiedy przestałam odbierać telefon to wydzwaniał na telefon stacjonarny do mojej pracy, a wtedy musiałam odebrać.

Zgodziłam się na następną randkę i tym razem ja go zabrałam do restauracji, ale razem z moją przyjaciółką ( chciałam aby ona go oceniła ) Tu zauważyłam pierwszy zonk, kiedy przyszło do płacenia rachunku, pozwolił abym zapłaciła za siebie i nawet nie protestował kiedy wyciągałam pieniądze ( wiem, że jest równouprawnienie, ale tak jakoś poczułam się z tym wtedy źle i to był pierwszy sygnał, że jest sknerą)

Potem spotykaliśmy się regularnie, aż po 2 tygodniach oznajmił mi, że kupił dwa bilety na lot do Norwegii dla mnie i dla niego, bo on musi tam lecieć załatwić kilka spraw ( wcześniej tam mieszkał )Głupio mi było niesamowicie, ale poleciałam z nim, bo skoro wydał pieniądze na lot to nie wypadało odmówić. Zatrzymaliśmy się u jego kolegi, wieczorem chcieli iść na dyskotekę, ja nie chciałam, ponieważ nie miałam ze sobą dużo pieniędzy, a wiedziałam, że on nie będzie wyrywny w płaceniu rachunków więc udałam, że źle się czuję.

Oczywiście poszli sami i mnie zostawili w domu. Po tej wycieczce już byłam pewna, że to nie ten i że to koniec znajomości. Jak się domyślacie takie zerwanie nie było łatwe, ponieważ on nie dawał za wygraną, zakochał się we mnie ( pewnie dlatego, że mu się nie oddałam do tej pory, a przecież wszystkie z nim szły na pierwszej randce ) Przyjeżdżał pod mój blok z bukietami kwiatów, gdzie nigdy wcześniej od żadnego faceta nie dostałam ich. Moja mama była nim oczarowana. Tak jeździł jeździł, aż wyjeździł i gdy nagle jeden dzień go nie było poczułam, że tęsknie za nim.

Później wszystko szybko poszło, po 8 miesiącach zaszłam w ciàżę, w sumie bardzo się cieszyłam, bo już miałam swoje lata. Zaraz jego rodzice kupili nam mieszkanie ( to był szczyt moich marzeń wtedy )To był piękny czas. Wtedy czułam, że go kocham. Ślub wzięliśmy jak nasze dziecko miało rok.

Ale kilka tygodni po ślubie mój mąż pojechał na szkolenie z pracy i wtedy się zaczęło. Nie było go tydzień, ale czułam przez skórę, że coś jest nie tak. Gdy wrócił od razu wiedziałam, że coś się wydarzyło. Oczywiście nie przyznał się do niczego. Po tygodniu zostawił telefon w sypialni i poszedł się kąpać, a ja odkryłam dziwne sms wymieniane z jakąś kobietą. Serce mi pękło na pół w jednym momencie. ( przecież tak o mnie zabiegał, codziennie mi powtarzał jak mnie kocha) Złożyłam pozew o rozwód, wyprowadziłam się z dzieckiem do rodziców.

On twierdzi, że to był tylko pocałunek, ale tego nie dowiem się już nigdy. Przyjeżdżał płakał i przysięgał, że między nim a nią do niczego nie doszło. Wybaczyłam mu i po 2 tygodniach wróciłam. Tematu nie było. Żyło nam się super, on się starał było ok. Po 3 latach znowu zaszłam w ciążę, urodziłam drugie dziecko ( oczywiście w prywatnej klinice, bo jakże inaczej mogłoby wtedy być ) Drugie dziecko dało nam tak popalić, a raczej mi, bo mój mąż nie zajmował się dziećmi w ogóle, byłam u kresu wytrzymałości psychicznej. Nie spałam, a on nie kwapił się, żeby mnie odciążyć.

Twierdził, że on zarabia więc obowiązki domowe i przy dzieciach to moja sprawa. Powiedziałam mu, że skoro nie mogę na niego liczyć to nie jest mi już do niczego potrzebny i znowu się wyprowadziłam do rodziców. Znowu błagał przepraszał i wróciłam. Przy każdej kłótni wspominał, to wszystko jest moje, dzięki mnie to masz, z kim byś miała tak dobrze, tego nie jedz, tego nie kupuj, ja wybiorę meble ja urządzę kuchnię itp.

Ciągle słyszałam jakim jestem nieudacznikiem ( chociaż w czasie tych dwóch ciąż i ciężkich chwil zaliczyłam dwie szkoły wyższe i zrobiłam magistra, ale oczywiście dla niego to tylko szkoły, nie zarabiam tyle co on, nie jestem nic warta) moja rodzina jest okropna, niezaradna, moi przyjaciele też są nieudacznikami, liczą się tylko Ci którzy zarabiają grubą kasę. Zarabianie pieniędzy to najważniejsza dla niego rzecz w życiu. Oczywiście zaraz zbudował nam duży dom w super dzielnicy, kupił mi extra samochód z salonu, ale ciągle mi powtarzał, że to dzięki niemu.

W międzyczasie kilka razy mnie popchnął, raz po pijaku uderzył i dwa razy zgwałcił ( to chyba był gwałt, bo skoro ja tego nie chciałam, a on to zrobił na siłę to chyba nazywa się gwałt) Zawsze musi być tak jak on chce. Po takich akcjach zawsze chciałam rozwodu, ale moje dzieci cierpiały z tego powodu i po kolejnych jego obiecankach zawsze wybaczałam, po długich rozmowach, ale wybaczałam.

Bo to nie jest też tak, że on ma tylko złe cechy. Jest super zorganizowany, gotuje, wstawia pranie, zajmuje się ogrodem i robi zakupy. Codziennie mi powtarza, że mnie kocha i ogólnie jest między nami dobrze, tylko, że po 12 latach tkwienia w tym związku, ja nie czuję już nic. Za dużo się wydarzyło złego, abym mogła o tym zapomnieć.

Nie wiem co byłoby lepsze dla mnie i moich dzieci. Jeśli się z nim rozejdę to na pewno stracę komfort życia, a nowo poznany facet też będzie miał wady. Nie wiem zupełnie czy to wszystkie kobiety mają takie przeboje ze swoimi mężami czy tylko ja? A może to kara, że wyszłam za màż z rozsądku, a nie z miłości?

Czasami patrzę na niego jak na wroga, czasami myślę sobie- dobrze mi z nim, mam przy nim wszystko oprócz miłości z mojej strony. Nie wiem czy warto poświęcać się dla dzieci, aby miały pełny dom, czy lepiej się rozstać, pogorszyć swój status materialny i być samotną? Jestem tak rozbita emocjonalnie, bo nie wiem co jest lepsze dla mnie i dla moich dzieci. Miłościà przecież dzieci nie wykarmię, ale czuję się nieszczęśliwa i lżej mi się zrobiło, gdy przelałam to wszystko tutaj.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.