Życie z wdowcem i jego teściami

Wychowuję dwie nieswoje (nie lubię tego słowa) córeczki. Jedna idzie teraz do pierwszej klasy, druga jest w przedszkolu. Jestem na poważnie w ich życiu od 3 lat. Młodsza nie pamięta mamy, starsza bardzo słabo. Gdy młodsza zaczęła do mnie mówić mamo (jedna z piękniejszych chwil w moim życiu) to zaczęła i starsza. Tak zostałam właśnie mamą. Są cudowne, bardzo je kocham.
Problemem jest jednak mój narzeczony i jego byli teściowie. Co jakiś czas przypomina dziewczynkom, że miały inną mamę, która je urodziła.

I ja to rozumiem, staram się to wszystko pogodzić. Chodzimy razem na jej grób. Robimy kwiatki i laurki, które tam zanosimy i zostawiamy „Dla mamy w niebie”.

Wiem, że dla mojego faceta to była pierwsza, wielka miłość. Wiem, jak było mu ciężko bo poznałam go parę miesięcy po jej śmierci. Ale boli mnie, gdy moja córeczka mówi, że jestem jej najukochańszą mamusią a on ją poprawia i przypomina, że miała inną mamą. Ona tego nie rozumie.

Gdy z nim o tym rozmawiam, to przeprasza i tłumaczy, że nie chce, żeby one o niej zapomniały. I tak cały czas. To mnie męczy i boli.

Planujemy ślub, wesele a on wspomina, opowiada jak to było na jego poprzednim ślubie. Poza tym czasami zdarza mu się porównywać mnie do niej, gdy coś mu nie pasuje.

Pomimo tego jest wspaniałym, opiekuńczym facetem. Czuję się przy nim bezpieczna, dba o mnie. Wiem że mnie kocha, ale wiem też, że nie kocha mnie tak mocno jak jej.

Jej rodzice mnie nie lubią. Przyjeżdżają raz na jakiś czas do naszego miasta, żeby spotkać się z wnuczkami. Uważają, że rozpieszczam dzieci, że nie jestem dość dobrą matką, że nie da się być matką nie będąc biologiczną matką, że jeżeli chcę być matką, powinnam rzucić pracę (ona nie pracowała) i setki innych argumentów które się kupy nie trzymają. Facet mnie broni, tłumaczy, ja milczę. Mam ich dość, choć współczuję, że stracili jedyne dziecko.

Chyba nie ma nic gorszego od bycia zazdrosną o zmarłą…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.