[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Związek z kobietą…tutaj znalazłam swoje szczęście….

Witam. Mam 29 lat i mimo młodego wieku 7 letniego syna Może zacznę od tego, że życie mnie nie rozpieszczało, ale każdy swój krzyż nosi, więc nie chodzi tu o formę użalania się nad sobą, tylko przybliżenia problemu, które odcisnęło piętno na moim życiu dorosłym. Dom rodzinny bez uczuć, z problemami alkoholowymi, awanturami o nic. Szczerzę pisząc na moją dziecięcą logikę w tym czasie, było jedno stwierdzenie- Ludzie chorzy, nieszczęśliwi, uzależnieni, bez uczuć i odpowiedzialności, więc jak można się domyślać moje poczucie bezpieczeństwa było zerowe… Zero wsparcia, zero rozmów na poważne tematy, zero rad, porad dotyczących życia, czy czegokolwiek i swoje się naoglądałam. Miałam rodzeństwo. Najstarszego brata i siostrę ja byłam najmłodsza. Załapałam się na końcówkę lat bez internetu, i dzieciństwa w kałużach bez przesadnej, wręcz znikomej kontroli rodzicielskiej, jak to bywa teraz. Mając taki wzór rodziny, uciekałam w alkohol… Bywało i w narkotyki… Problem powiększył się w wieku dojrzewania, gdy zauważyłam, że w sposób szczególny zwracam uwagę na kobiety. Wyparłam myśl, orientację. I tak w sposób imprezowy znalazłam mężczyznę, który charakternie był bardzo szczegółowy, dużo się domyślał, miał intuicję. Mężczyzna 10 lat starszy… Byłam w nim mocno zakochana, mimo że pociągały mnie również kobiety. On był jedynym mężczyzną na którego zwróciłam uwagę. Dżentelmen, dosłownie. Czytający w myślach, ale toksycznie szczegółowy i kontrolujący mnie i moje otoczenie. Niestety jak to bywa w życiu biorąc przykład rodzinny, był również alkoholikiem. Niestety dotarło do mnie to dopiero po urodzeniu syna, gdzie ja przestałam się bawić, a On jeszcze nie skończył. Nigdy nie był agresywny, nie był osobą która szukała powodu do awantur, pomagał mało przy dziecku, wręcz wcale. Nigdy nie mogłam na niego liczyć. Młoda i głupia… Tak wytrzymam 6 lat…, pomijając fakt, że w ciąży spadła na mnie opieka nad teściową, która po operacji tętniaka mózgu, była osobą leżącą, i miała rozumowanie 13-nastolatki. Ciągle mówiła o sobie jak o dziecku, pytała o wizyty nieżyjących rodziców. Czasami gdy wracała do siebie, to płakała pytając czy będzie Babcią i czy w końcu jej jedyny syn da jej wnuka. Przysięgam, że te momenty w których wracała do siebie , choć krótkie chwilę,są dla mnie najpiękniejszym czasem na które czekałam każdego dnia, spędzając z nią czas. W 7 miesiącu ciąży czuwając nad teściową, zauważyłam, że klatka piersiowa nie drgnie, byłam z nią 24 na dobę, bo teść i ojciec dziecka, tłumacząc się załamaniem pod względem zdrowotnym teściowej, zapijali się do nieprzytomności. Będąc w kontakcie telefonicznym z pogotowiem, nie udało mi się odratować teściowej. Później żal był przelany na mnie… Okropne uczucie… Nie dałam rady, być może źle przeprowadziłam reanimację…, teraz mogę tylko się domyślać, bo szok zrobił swoje… Choć lekarze stwierdzili, że Teściowa i tak długo się trzymała i to nie było moją winą, to jednak w oczach teścia… Byłam winna całej sytuacji i tego, że mi się nie udało. Można się domyślać jakie relacje między nami były w dalszym życiu. Syn się urodził…, zero wsparcia w rodzinie, więc mając swoje 21 lat, Żyłam w tym świecie,, kulturalnych alkoholików ” W końcu lepiej niż w domu, gdzie tej kultury i zasad brakowało. Z czasem dotarło do mnie, że partner bardzo mnie ogranicza, a każde wyjście (gdy był trzeźwym), dzwonił co chwilę, kontrolował, nie wolno mi było się spóźnić, a godzina na spotkaniu z przyjaciółką, to miała być godzina i ani minuty dłużej. Bywało również tak, że podczas moich sporadycznych wyjść nie dotrzymywał słowa i mimo odpowiedzialności nad dzieckiem się upijał… Do dnia dzisiejszego nie mogę sobie wybaczyć, że powierzyłam dziecko alkoholikowi… Głupie tłumaczenia, że mając 13 lat zostałam ciocią, i siostra która urodziła mając lat 16 nie spełniła się początkowo w roli mamy. Cała odpowiedzialność spadła na mnie… Rodzice pili, a ja opiekowałam się małą nie chodząc do szkoły. Stąd też żadnej nie ukończyłam. Na pierwszy rzut oka nie było widać patologi, która była w domu… Rodzice na dobrych stanowiskach pracy, pieniędzy nie brakowało, ale prawda jest taka, że jak poszli w,, cug”, to nie zostawili mi nawet na mleko dla wnuczki… Nie Jadłam nic, do szkoły nie miałam jak iść, a na mleko i inne potrzeby kradłam drobne z portfeli rodziców po pijackich powrotach , i sprzedawałam kwiaty na rynku , które mieliśmy w ogrodzie. Z tego wszystkiego, odpowiedzialność za siostrzenicę i teściową, chciałam w końcu trochę znaleźć czasu dla siebie i swoją prywatność . Mimo wszystko, źle mi z tym, że dopuściłam do różnych sytuacji czując się jak egoistka, bo tak właśnie się zachowywałam wierząc alkoholikowi na słowo. Dziś minęły lata od powyższych zdarzeń. Dziś wiem, że całe swoje dotychczasowe życie, nigdy nie byłam sobą. Cały czas dla kogoś. Poznałam kobietę i jestem szczęśliwa… Związek oparty na wsparciu, przyjaźni i zrozumieniu. Jednak czuję się z tym źle… Szczególnie w Polsce…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.