Zostawił mnie w ciąży, chociaż wszystko między nami wydawało się być dobrze

Mężczyzna zostawił mnie w ciąży. Ale od początku. Moje życie nigdy nie było usłane różami. Przez większość życia borykam się z problemami. Wiele przeżyłam i myślałam, że nic gorszego może mnie nie spotkać. Przeżyłam mężczyznę alkoholika, oszusta, przemocowca, wyszłam z domu mając 17 lat bez pomocy, poradziłam sobie. W domu ojciec pił, była straszna bieda i brak spokoju. Odcięłam się od tego, jestem w terapii, wszystko dobrze zaczęło się układać. Wszystko do czasu dopóki nie pojawił się on.

10 miesięcy temu nawiązałam znajomość z mężczyzna z lat szkoły średniej. Jest rok ode mnie starszy ma 28 lat. Spokojny, poukładany facet z dobrego domu ze wspaniałą rodziną. Z natury trochę nieśmiały, jednak mi to nie przeszkadza. Byłam jego pierwszą kobietą. Jestem osobą dosyć przebojową, ale cenie sobie spokój i harmonię. Wydawało by się związek idealny. On niestety miał od samego początku wobec mnie jakieś wątpliwości. Miał żal o to jak żyłam będąc singielką, o to że imprezowałam. Przy czym nie robiłam tam nic, oprócz tego że wychodziłam potańczyć, wypić drinka. Po za tym to było w czasach kiedy byłam sama.

Będąc z nim zaangażowałam się w ten związek. Dbałam o niego najbardziej jak umiałam. Gdy mnie odwiedzał przygotowywałam mu coś pysznego do jedzenia. Jego rodzina mnie pokochała jak członka swojej rodziny. Obrazek idealny, tak się cieszyłam że mam szanse na normalne życie. Wszystko do czasu. Partner zaczął się dziwnie zachowywać, jednego dnia wszystko było dobrze, na drugi dzień doszukiwał się we mnie złych rzeczy, i traktował mnie obco. Potrafił napisać że między nami nie wyjdzie, i zablokować mnie wszędzie, natomiast na drugi dzień przepraszać i przyjeżdżać z kwiatami. Taka huśtawka emocjonalna średnio co dwa tygodnie.

Po jakimś czasie wytłumaczył mi, że żył w przekonaniu, że ja coś złego robiłam na tych imprezach, i on obawiał się tego. Obawiał się też tego że nie będzie w stanie mi sprostać. Oczywiście wyjaśniłam mu wszystko. I było dobrze, przez jakiś czas. Do czasu. Przed świętami wielkanocnymi stwierdził że związek ze mną go męczy i odszedł bez żadnego wyjaśnienia. Tym razem z kwiatami nie przyjechał. Po około 3 tygodniach okazało się że jestem z nim w ciąży. Powiedziałam mu to, to nie był zadowolony. Zranił mnie bardzo. Tym bardziej że rozmawialiśmy całkiem nie dawno przed rozstaniem z nim o ciąży i powiedział mi wtedy że na pewno nie zostanę samotną matką, a dziecko jak będzie to będzie radość.

Okoliczności się zmieniły, on nie chce ze mną być. A ja noszę pod sobą jego dziecko. Gdy mu o tym powiedziałam powiedział że jest załamany, że nie tak miało być, że liczył na to że jak się rozstaniemy to już nigdy się nie zobaczymy. Podkreśla za wszelką cenę, że mnie nie chce, powiedział też że chce test na ojcostwo. A najbardziej zabolało mnie to że największą tragedia nie jest dziecko, tylko to że to dziecko jest ze mną. Myślałam że nie podniosę się po tych słowach. Dodał że to jak urodzę to i tak nie zmieni nic, bo on na pewnie mnie nie chce. Nie rozumiem jak mu się to mogło tak z dnia na dzień zmienić. Nie zrobiłam mu nic złego.

Powiedział że nie zostawi mnie bez pomocy, ale będę sama wychowywać to dziecko. Cios za ciosem. Moje pytanie brzmi, co zrobić? Może ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Jak myślicie? Jeżeli on się tak zarzeka że nie chce być ze mną to na pewno nie będzie? A może facetom się coś zmienia jak widzą swoje dziecko? On jest dobrym i wrażliwym człowiekiem, też bardzo przeżywa tą sytuację. Lubi dzieci i zwierzęta. Także tym bardziej nie rozumiem jego postępowania wobec mojej osoby.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.