Zostałam kochanką. Nie mogę spojrzeć sobie w oczy!

Wiecie jak to mówią. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak więc od początku. Od zawsze brzydziłam się zdradą, nie istniała dla mnie opcja zrobienia czegoś takiego ani wybaczenia, gdyby mój partner dopuścił się czegoś takiego. Nie ważne czy raz, czy po alkoholu. Bez znaczenia, zrobiłby raz zrobiłby kiedyś kolejny. Poznałam jego, myślałam, że nic z tego nie będzie. Zajęty chłopaków nie ruszam, po co? Przecież odbijanie faceta to krzywdzenie jego obecnej partnerki, która mi nic złego nie zrobiła. Póki był w związku nie było nic. Mogliśmy tylko porozmawiać ze sobą, całkowicie neutralnie. Rozstał się z dziewczyną, zaczął pisać dużo, dzwonić, przyjeżdżać – każda chwila razem. Starał się o mnie jak jeszcze nikt do tej pory. Z czasem pojawiło się uczucie, z tygodnia na tydzień było coraz większe. Opowiadaliśmy sobie o wszystkim. Opowiadał jak od kilku lat jego była uprzykrzała mu życie, jak niemalże codziennie prowokowała kłótnie i awantury, dosłownie o wszystko – jedno piwo, za długą kolejkę w sklepie, puszczony nie taki film w telewizji. Zamieszkaliśmy razem, było po prostu cudownie. Zero problemów, zero nieporozumień. Ja szczęśliwa, on mówiący, że nie wiedział, że ktoś może być dla niego taki czuły i kochany. Nagle czar prysł. Wróciła tamta. Argument, z którym nie mogłam walczyć. Dzieci! Wiedziałam, że je mają. Nigdy tego nie ukrywał przede mną, poznałam i córeczkę i syna. Kochane maleństwa, nigdy też nie stawiałam siebie wyżej niż one. To dzieci są najważniejsze, kiedy chciał je widzieć, jechał, kiedy cokolwiek trzeba było załatwić, rzucaliśmy wszystko żeby zająć się nimi. Niestety ona wiedziała, że to będzie jej siła. Nie umiała się pogodzić z rozstaniem, odebrała mu możliwość spotykania się z dziećmi, utrudniała każdy kontakt – nie tylko jemu, ale całej jego rodzinie. Po kilku miesiącach walk i nerwów doszła kwestia pieniędzy. Ona niezaradna życiowo, przyzwyczajona, że to on zawsze płacił za wszystko nie potrafiła mimo zasądzonych alimentów, swojej pracy, dodatkowych pieniędzy od niego utrzymać siebie i dzieci, Zaczęły na tym tracić dzieci, czegoś takiego nie mógł zaakceptować. Szantażem wróciła na stałe. Nie chcę go stracić bo kocham, on nie chce stracić dzieci bo je kocha ponad życie. Wiem powiecie, że istnieją sądy, harmonogramy wizyt itd. ale to nie jest to samo. Rozumiem, że dzieci są dla niego wszystkim, że kiedy nie ma ich obok cierpi. Cierpi bo ona jest po prostu sobą, znów awantury i wieczne problemy. Kiedy tylko może ucieka od niej, dzwoni, pisze, spotyka się ze mną. Tak zostałam kochanką. Czy mi to pasuje – nie. Nie będę ukrywać, że seks jest wspaniały, że wspólne chwile są cudowne. Odeszłabym od razu, gdybym nie kochała go całym sercem. Tak nie potrafię, chwytam się wszystkiego co dobre między nami. Niestety od jakiegoś czasu czuję się zmęczona tą sytuacją, boli mnie, że to już nie przy mnie zasypia co noc, że już wspólnie razem nie wychodzimy. Deklaracje, że to wszystko się zmieni za jakiś czas przestają mi wystarczać. Co gorsza pojawia się myśl – powiedz jej, pokaż rozmowy, smsy, zdjęcia. Pokaż jej, że ucieka od niej do Ciebie. Wiecie czego się obawiam? Że wtedy stracę jego, że wtedy ona zabierze mu dzieci a tego mi nie wybaczy. Co zrobić?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.