Zmieniłam dla niego całe swoje życie

Witajcie kochane, chciałabym wam opowiedzieć pewną historię. Moja historię… Od ponad dwóch lat mieszkałam za granicą, miałam stała pracę, mieszkanie, kochanego kota i chłopaka (z którym się rozstałam).

Ale to nic bo zaraz po moim rozstaniu los postawił mi na drodze, jak myślałam wtedy moją miłość. Czarującego, czułego mężczyznę dla którego rzuciłam wszystko i zjechałam do Polski (bo on w tym kraju co mieszkałam nie chciał być, był tylko w pracy sezonowo). Dodam, że postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i mimo, że znaliśmy się zaledwie półtora msc dać nam szanse.

Mojego kochanego kotka oddałam w dobre ręce koleżance, prace rzuciłam, a właścicielowi mieszkania znalazłam lokatorów na moje miejsce. Jak się okazało już na wstępie mojego przyjazdu do niego, jakiś czar prysł i wszystko zaczęło mu we mnie przeszkadzać. Ciągle czepianie się. Człowiek okazał się być introwertykiem i cholerykiem. Postanowiliśmy na próbę wyjechać do jeszcze innego kraju.

Jesteśmy tu miesiąc i dziś stwierdził, że nic do mnie nie czuje. Rozumiem tak bywa tylko dlaczego ktoś od razu nie może tego stwierdzić jak się go o to pyta. Widziałam zmiany w zachowaniu, interesuje się psychologia i ja chyba wiedziałam wcześniej o jego odczuciach niż on sam… Zwłaszcza, że zauważyłam u niego charakterystyczne zachowania egoizmu i narcyzmu, człowiek który nie potrafi żyć z drugą osobą tylko sam. Powtarza ze liczy się dla niego wygląd w dużej mierze (ja rzuciłam papierosy po 8 latach dla niego z dnia na dzień i niestety przytyłam 8kg. )

W sumie ostrzegł mnie, że 10 lat był sam, a jedyny związek jaki miał trwał dwa lata. Chodzi o to czy naprawdę już w tych czasach nie warto ryzykować? Ludzie aż tak zmieni są pod napływem własnych potrzeb? Udają kogoś by zaspokoić swoją chwilową potrzebę i mieszać niedojrzałość emocjonalną by potem stwierdzić, że nikogo nie potrzebują?

Ja zaryzykowałam, nie żałuję. Szkoda mi tylko tej stabilności bo będę musiała wszystko budować od nowa, nie tak łatwo o dobra pracę za granicą. Ale trzymam kciuki za siebie i za każdą z nas kobitki. I przepraszam za ten chaos w pisowni ale jeszcze jestem pod wpływem myśli “ i co teraz „.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.