Zamiast ćwiczyć wpadłam w romans z żonatym trenerem

Z moim mężem byłam wiele lat – kilka przed ślubem, 5 po. Zawsze byłam związana ze sportem, po jakimś czasie zaczęłam trenować nową dyscyplinę i coraz bardziej się w nią wkręcałam. Mąż mnie wspierał i pomagał, ale ze względu na swoje obowiązki nie jeździł ze mną praktycznie na zawody. A zawodów zaczęło się robić coraz więcej, do tego doszły również zgrupowania.

Odkryłam, że coraz większą motywacją jest dla mnie trener… Był kilka lat starszy i żonaty, ale świetnie nam się gadało i spędzało wolny czas. Sama nie wiem kiedy to się tak rozwinęło, że zostaliśmy kochankami. Jeszcze chętniej jeździłam na zawody czy zgrupowania, a tam oprócz treningów łączył nas seks. Oboje wszystko utrzymywaliśmy w tajemnicy, ale mój mąż czegoś zaczął się domyślać. Raz niespodziewanie wcześniej wrócił z wyjazdu służbowego i niemal nas nakrył. Mimo tego nadal się wypierałam tego.

Po jakimś czasie przyciśnięta do muru przyznałam się, chociaż powiedziałam, że to miało miejsce tylko raz. Miałam pojechać na ostatni obóz i zakończyć tą relację. Ale…na obozie było nam tak dobrze razem, że sama nie wiedziałam co zrobić. Przy nim zupełnie zapominałam o całym świecie. Wracając nie wiedziałam jaką decyzję podjąć – podjął ją za mnie mąż, który domyślił się, że relacji nie zakończyłam. Poinformował on również małżonkę trenera – trochę nam tym pomógł, bo ciężko się rozmawia o takich sprawach.

Sama nie wiem dlaczego się tak potoczyło – on ma już dwójkę dzieci z poprzednich związków, ale wierzę, że to ja jestem tą z którą spędzi resztę życia.  Po tej całej historii wiem, że czasem warto zaszaleć, a nie tkwić w nudnych, stabilnych związkach. Życie ma się jedno! Czasem zastanawiam się tylko czy i ja z czasem nie będę musiała zachować większej czujności?

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Maja pisze:

    Brawo! Trzeba żyć chwilą!

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.