Z deszczu pod rynnę

Parę lat temu rozwiodłam się z mężem. Wyszłam młodo za mąż ale wydawało mi się, że to miłość na całe życie. Chodziliśmy ze sobą od gimnazjum i kochałam go naprawdę mocno. Przed ślubem był ideałem. Pomagał w domu, w ogrodzie, moi rodzice go lubili chociaż był zamknięty w sobie.

Ale ledwo wzięliśmy ślub zaczął pić, przesiadywał całe dnie przed komputerem, miał pretensje o to, że pracuje, studiuje. On sam utknął na roboczym stanowisku pomimo, że zaproponowali mu awans na projektanta ale kto by chciał się dodatkowo szkolić. Wolał jeździć na delegacje i pracować jak wół w terenie. Dopiero 2 lata po ślubie dowiedziałam się, że te delegacje to były ciągle zdrady.

Ja pomimo, że zawsze może z nadwyżka kilogramów 70kg/167cm wzrostu zawsze byłam ładnie ubrana, umalowana, zadbana. Ciągle słyszałam, że jestem gruba, brzydka beznadziejna. Jestem skazana na niego i nikt mnie nigdy nie zechce.

Wtedy poznałam jego. Przypadkowo wylałam na niego kawę w galerii i w ramach przeprosin postawiłam drugą. Pomimo tego, że jest ode mnie 15 lat starszy świetnie się nam ze sobą rozmawiało. Ja w nieudanym małżeństwie, on właśnie odbierał papiery rozwodowe. Jego żona z dziećmi wyprowadziła się do Austrii z nowym partnerem a on w Poznaniu został sam. Tak się życie potoczyło, że ja rok później rozwiodłam się i oficjalnie zostaliśmy parą.

Przez półtorej roku żyło nam się idealnie. Ja przeprowadziłam się do niego do Poznania, znalazłam pracę, kończyłam studia i udało mi się zajść w upragnioną ciąże. Do końca 8 miesiąca normalnie pracowałam czasami nawet po 12-14 godzin dziennie i jeszcze zabierałam pracę do domu a on przychodził po 8 godzinach siedzenia w swojej firmie i wiecznie marudził, że coś jest nie posprzątane, coś nie na swoim miejscu.

Później urodził się Staś i zaczęła się gehenna. Zaczęłam być ciągle porównywana do jego byłej żony. Ze jestem jeszcze gorszą niż ona, czepiał się dosłownie każdego drobiazgu. Jego firma splajtowała i kilka miesięcy siedział w domu i nie pracował. Nic mi nigdy nie pomógł, nawet przynieść wanienki z wodą do kąpieli. W końcu stwierdził, że oboje jesteśmy zmęczeni i dlatego te ciągłe zgrzyty. Gdy Staś skończył 7 miesięcy wyprowadziliśmy się za granicę. On dostał tam pracę i znów przez kilka miesięcy było dobrze.

Teraz Staś skończył 2 latka. A ja słyszę wiecznie, że jest niewychowany, że jest okropnym dzieckiem, że jego dzieci tak się nie zachowywały, nie brudziły, nie krzyczały. JEGO dzieci były najlepsze na świecie. Tylko słyszę o 8 letniej córce jak za nią tęskni a ona dzwoni tylko poinformować, jakie prezenty chce pod choinkę czy na urodziny. O starszych dzieciach w ogóle nie pamięta.

Stasia ma w dupie. Czasami traktuje i jego i mnie jak pasożyty. Ja od moich rodziców tylko słyszę, że co sobie wybrałam to mam. Mogłam dalej siedzieć z mężem pijakiem bez ambicji. Mam okropna depresje. Gdyby nie Staś nie miałabym po co żyć. Nie o takim życiu marzyłam dla siebie i dziecka. Nie ma seksu, czułości, miłości. Są tylko ciągle pretensje z jego strony, codziennie słyszę, że siedzę cały dzień z dzieckiem w domu i nic nie robię. A przecież sprząta, pierze, gotuje się samo. Ja cały dzień leżę na kanapie.

Gdy Staś obudził się w nocy z płaczem bo przyśniło mu się coś złego, mąż krzyczał tak strasznie, że mały zanosił się płaczem i przez łzy wtulony we mnie szeptał, że bardzo boi się tatusia. Znowu to ja byłam winna bo nie potrafię uspokoić dziecka a on ma dosyć, że mały chodzi spać o 22 i jeszcze w nocy się budzi. Ja rano jestem nieprzytomna bo mały wstaje punkt 8 ale przecież ja śpię do 11 i nic nie robię więc czym ja mam być zmęczona?

Dostałam propozycje pracy, bardzo dobrze mówię po niemiecku i angielsku. Chciałam wynająć opiekunkę, żeby on nie musiał po pracy siedzieć z dzieckiem. Znalazłam dziewczynę, która nie bierze dużo a jest z polecenia koleżanki, której zajmowała się córka. To z jednej strony usłyszałam że jestem pasożytem bo tylko on nas utrzymuje a z drugiej po co mam iść do pracy jak pół mojej wypłaty pójdzie na opiekunkę.

Nie wiem co mam robić. Do Polski nie chce wracać bo nie mam tam nikogo. Nikt mi nie pomoże. Cała moja rodzina stanęła po stronie mojego pierwszego męża pomimo tego, że to on mnie zdradzał ale to ja złożyłam pozew. Może któraś z was była w podobnej sytuacji i jakoś uporała się z tymi wszystkimi problemami?

Nie wiem jak mam dotrzeć do tego człowieka. Kiedy tylko zaczynam jakąkolwiek rozmowę to słyszę ze jestem psychiczna, nie panuje nad emocjami, powinnam iść do psychiatry a on się boi że mną dziecko zostawić bo jestem niezrównoważona psychicznie. Naprawdę nie wiem co mam dalej robić. Walczyć o ten związek ze względu na Stasia?

Może ci się spodobać również:
2 Komentarze
  1. Ania pisze:

    Szczerze? Ja bym odeszła i zaczęła życie na nowo z dzieckiem. Nic z tego dobrego nie wyjdzie, a zaraz będzie tak, że kolejny facet będzie Cię zdradzać s Ty będziesz w tym tkwiła bo jest dziecko. Szanuj siebie i nie pozwól sobą pomiatać. Widocznie z nim jest problem skoro nie widzi w domu problemu, a samo się nic nie rozwiąże. Powodzenia

  2. Ewa pisze:

    Moim zdaniem najlepiej bylo by zacząć te pracę, bedziesz budowala swoja samodzielność. Nie da sie żyć z czlowiekiem, ktory Ci ciagle dowala, oni to robia zeby nas osłabiać o żebyśmy wierzyly ze poza nimi nic innego nas nie czeka. Zycie samemu z dzieckiem bedzie latwiejsze, spokojniejsze i wartosciowe.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.