[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Wszystkie jesteście takie same!

Z góry ostrzegam, że będzie trochę długo i kontrowersyjnie. Podczas jednej z bezsennych nocy trafiłam na Waszą stronę, przejrzałam historie użytkowniczek. Bardzo dużo narzekacie na swoich mężczyzn, związki, na to, jak Wam się ułożyło w życiu i muszę przyznać, że naszły mnie następujące refleksje, być może dzieląc się nimi, chociaż jedna z Was zajrzy w głąb siebie i może rozpocznie jakąś zmianę. W większości przedstawionych przez Was historii niestety same kręcicie na siebie bat. Nie chcę generalizować, nie twierdzę, że wszystkie kobiety są takie same, ale opiszę pewne najczęściej powtarzające się motywy. Po pierwsze i najważniejsze – wiążecie się z nieodpowiednimi facetami. I nie chodzi o to, że oni stają się nieodpowiedni, o nie. Od samego początku tacy byli, tylko przymykałyście oczy, mając nadzieję, że się zmienią, że Wy w bohaterski sposób ich naprawicie. Nie, kochane, nie naprawicie, co więcej, nie powinnyście od nikogo oczekiwać, że się zmieni – jeśli coś Wam nie pasuje, komunikujecie to drugiej osobie, ale jeśli sam nie chce nad tym pracować, nie macie prawa tego od niego oczekiwać – w takiej chwili powinno nastąpić rozstanie i tyle. Równolegle do pierwszego jest pozycja 1b – nie komunikujecie się ze swoimi partnerami albo w ogóle, albo w prawidłowy sposób. Nie mówicie o swoich uczuciach, nie chcecie poznać opinii drugiej strony. Czekacie, aż druga strona domyśli się, że coś jest nie tak, a jak się nie domyśli, to wielkie larum, bo nieczuły, bo hurr durr. Polecam książkę: Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus autorstwa Johna Graya, która opisuje różnice między sposobem komunikacji u mężczyzn i kobiet oraz jak znaleźć ten wspólny język. Może nauczycie się wreszcie rozmawiać ze swoimi facetami, a nie rzucać tylko pretensjami i żądaniami. Po drugie – za dużą wagę przykładacie do tego co inni mówią i co myślą. Często pytacie w wyznaniach, ale też swoich koleżanek, czy matek: on zrobił to i to, czy uważacie, że to źle i powinnam go zostawić? Na miłość boską. To WY jesteście z tym facetem i to WY powinnyście wiedzieć gdzie są Wasze granice, co jesteście w stanie znieść, a czego nie jesteście. Niektórym kobietom przeszkadza jak facet spojrzy się na inną kobietę na ulicy i to już będzie dla niej za dużo, a inne wpuszczają drugą kobietę do łóżka i nie mają z tym problemu. Każdy z nas ma inny kompas w środku i każda z Was powinna kierować się swoim własnym. Jest to o tyle trudniejsze, że wymaga spojrzenia w głąb siebie i odpowiedzenia sobie na własne pytanie: czy to jest dla mnie za dużo, czy też nie? Jeśli jest to dla Ciebie za dużo, to nie czekaj, aż się zmieni, tylko powinno nastąpić rozstanie i tyle. Po trzecie – dzieci. Szlag mnie trafia, gdy widzę jak zasłaniacie się dziećmi. Rozstałabym się z nim, ale szkoda mi dzieci. Uwierz mi, że dużo większą krzywdę im robisz, gdy oboje jesteście nieszczęśliwi w związku i wychowujecie dzieci w atmosferze frustracji i pretensji. Inną sprawą jest, że jest dla mnie nie do pomyślenia, by ładować się w dzieci z partnerem, co do którego się te pretensje ma o różne rzeczy. Rozumiem, że może się pojawić jedno dziecko (przypadkiem, albo nie, wszystko jedno), ale jeśli widzisz, że to nie działa, to czemu pakujesz się w drugie/trzecie/piąte? Jeśli po pierwszym było źle, to uważasz, że magicznym sposobem po trzecim się poprawi? Albo, że jeśli Twój związek nie działa jak powinien, to dziecko je naprawi? Otóż nie, nie naprawi, nigdy nie naprawia – dziecko nie jest spoiwem związku, a wynikiem dobrze funkcjonującej relacji. Nie zapominajcie również o tym, że o ile dzieci są ważne – to Wasza relacja z partnerem jest ważniejsza – bez niej nie byłoby dzieci, bez niej dzieci nie będą w stanie rozwijać się w szczęśliwej rodzinie, opartej na zaufaniu, szacunku i miłości. Z dobrze funkcjonującego małżeństwa wynikają szczęśliwe dzieci, nigdy na odwrót – nie zapominajcie o swoich facetach po tym, jak urodzicie dzieci. To nie dzieci psują związki, a Wy i fakt, że zaczynacie zaniedbywać związek na rzecz dzieci. Po czwarte, bolesne dla niektórych – oczekujecie, by partner oferował Wam to, tamto i owo, a prawda jest taka, że same często nie macie nic do zaoferowania poza praniem, gotowaniem i sprzątaniem. Waszym jedynym zainteresowaniem jest kucharzenie i zajmowanie się dziećmi. Jesteście jak wydmuszka – bez pasji, bez własnego zdania, za to z wieczną pretensją, że nic nie jest tak, jak chcecie. Nie dziwcie się, że partnerzy tracą Wami zainteresowanie, jeśli jesteście po prostu nudne. Mężczyźni rzadko kiedy oczekują, by kobieta była ich matką, a jeśli tego oczekują, to patrz punkt pierwszy. Przestańcie matkować swoim facetom i przedłużać ich dzieciństwo, albo przestańcie się dziwić, że są niedojrzali i nie możecie na nich liczyć. Większość problemów, które opisujecie dałoby się wyeliminować na bardzo wczesnym etapie, gdybyście tylko nie bały się przyznać, że coś jest nie tak. Gdybyście tylko za wszelką cenę nie próbowały utrzymać związku, który na samym początku w ogóle nie powinien zaistnieć. Wy nie wchodzicie w związki, Wy w nie wpadacie – bez świadomości, bez racjonalnego myślenia – ignorujecie fundamentalne różnice pomiędzy sobą, a partnerem (na przykład fakt, że on nie chce ślubu/dzieci, a Wy tak), ponieważ go kochacie i wydaje Wam się, że te różnice Wasza miłość pokona. Miłość to nie jest magiczna siła, która wszystko skleja i naprawia sama z siebie – miłość to świadoma decyzja, powiedzenie drugiej osobie – wybieram Ciebie, bo tak zdecydowałam. Miłość to praca nad sobą przede wszystkim, a nie nad tą drugą osobą. Życzę Wam dużo miłości i podejmowania świadomych decyzji.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.