Wraca z pracy, idzie spać i nie wie, że umieram

Nie wiem czy na grupie są mężczyźni bo to jest grupa wyznań kobiet, ale jeśli są to niech przeczytają moją historię i niech zastanowią się nad tym czy wszystko wiedzą o zdrowiu swoich kobiet, żon… Czy poświęcają im na tyle czasu do rozmów, uwagi, czy się przyglądają wyglądzie czy nic się nie zmieniło… Rozumiem, że będąc w pracy od świtu do nocy człowiek jest wykończony, wraca do domu i za chwilę idzie spać.

Ale warto znaleźć choćby troszkę czasu dla rodziny, porozmawiać, zapytać jak minął dzień. Nie tylko wracając z pracy do domu rzucić przez ramię „Cześć kochanie, umyję się, zjem i idę spać bo jestem padnięty”. Kobieta przecież też może być padnięta…zwłaszcza jak są dzieci.. Przecież wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem to też praca.

Ale teraz przechodzę do sedna.. Od długiego czasu źle się czułam. Jak tylko rano wstałam z łóżka, zbierało mi się na wymioty a jeśli nie miałam czym to miałam silne odruchy wymiotne. Bóle brzucha-na porządku prawie codziennym. Bóle brzucha, a raczej bóle jak do porodu przy wypróżnianiu się i miska pod nosem do wymiotów. Osłabienie, brak apetytu. Czułam głód, a odpychało mnie od jedzenia. Jadłam raz dziennie i to na siłę. Zjadłam dwie-trzy małe kanapki i czułam się „pełna”. Częste też bóle głowy i ospałość. Tak wygląda moje życie codziennie do teraz.

Myślałam, że to zatrucie, a nawet, że złapałam koronę ale testy wyszły negatywne. Męczyłam się tak sądząc że to minie. Mąż pracuje, wspomniałam mu tylko raz o moich objawach i rzuciłam, że może mam raka żołądka albo wrzody… Roześmiał się że sobie wyolbrzymiam, że jestem młoda, że nowotwory mają tylko babcie. Że bolą go od pracy plecy i pewnie też ma raka. Że pracuje do samego wieczora i nie weźmie wolnego by siedzieć z dziećmi jak pójdę do lekarza… Żartował sobie ze mnie i więcej do tematu nie wróciłam.

A on chodził do pracy i wracał…nie pogadał dłużej, nie zapytał o nic. Po prostu szedł spać. Mam męża, który nie widział, że z każdym dniem słabnę, że jest coraz gorzej, że wyglądam jak trup, blada, że nie mam siły nawet się ubrać czy umalować jak kiedyś.

Myślał, że piżamę zakładam wieczorem przed jego powrotem, nie wiedział że chodzę w niej całe dnie choć kiedyś wskakiwałam w szlafrok po 22. Schudłam, nie dużo ale schudłam. Którejś niedzieli podniósł mnie na rękach i rzucił „Wcześniej miałaś więcej tego tłuszczyku, pewnie dzieci cię wykańczają, mnie to w pracy mięśni przybyło”. W końcu zapisałam się do ginekologa.

Pomyślałam, że tak być nie może, że musi coś się dziać w tym brzuchu. Szantażem wymusiłam na nim wolne w pracy, przecież nie mogłam zabrać ze sobą 5 latka i 9cio miesięcznego niemowlaka. Tym razem myślałam, że to może coś się dzieje po cesarskim cięciu? Badanie, USG, wszystko dobrze. Ale objawy jakie pani opisuje nie są ginekologiczne, dam pani skierowanie na gastroskopię i proszę wyrazić zgodę. Powiedziałam mężowi. Jego odpowiedź była taka że po co to, na co, marnowanie czasu, kasy…że nie ma mowy bo nie potrzebne i że więcej mam o tym nie gadać. Powiedziałam mu, że zrezygnowałam z tego badania. Skłamałam.

Nie miałam sił na jego lamenty. Gastroskopia, wycinki do badań, w końcu wyniki. Nowotwór….podły, bestialski, złośliwy nowotwór żołądka…. Żadne chemie, żadne leczenie. Nie chodzi o to że będę łysa czy wyglądała jak trup. Tylko o to, że ja nie rozpoczynając jeszcze żadnej chemii jestem już wyczerpana. Chemia niszczy komórki nowotworowe, blokuje i spowalnia powstawanie nowych…ale też niszczy organizm. Już teraz czuję się wyniszczona, opieka nad dziećmi, obowiązki, nie mam siły chodzić.

Dlatego nie chcę żadnej chemii. On wraca jak dzieci śpią, ja udaję że też śpię. Nie wie, że umieram…jedynie co to wie, że zaczęłam pisać pamiętnik i też padło pytanie..ciekawe po co…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.