Używki, zdrady, koledzy, czyli ukochane trio mojego faceta

Hej. Postanowiłam napisać coś tutaj, bo jestem w totalnej rozsypce, ale wszystko po kolei.. Jestem młodą dziewczyną, nigdy nie miałam w nikim wsparcia. W domu ciągle awantury, alkohol. Jak byłam nastolatką tata zmarł, mama znalazła faceta i zamieszkałyśmy z nim. Byłam przez nią odrzucana, sama. Próbowałam na siebie zwrócić uwagę, jednak z tego były tylko problemy. Mama widziała tylko faceta..

Swojej rodzinie w wieku szkolnym sprawiałam duże kłopoty. Wszystkie ścieżki prowadziły wszędzie tylko nie do szkoły. Dlaczego? A dlatego, że nie pochodziłam z dobrej rodziny, nie miałam super ubrań, chodziłam w byle czym, bo mama nie przywiązywała do tego uwagi, jak inne matki. W późniejszym czasie nawet dobrej opinii.

Miałam wrażenie, że każdy krzywo się patrzy i wytyka palcami. Ludzie coraz bardziej zaczynali szydzić. W końcu trafiłam do ośrodka i jestem za to wdzięczna rodzinie, bo dzięki temu poukładało mi się w głowie. Kiedy tam byłam, poznałam chłopaka, którego na początku odrzucałam. Bałam się bliskiej relacji z kimkolwiek, jednak nie oduczał i strasznie mi to zaimponowało. Nareszcie poczułam się doceniona, kochana i potrzebna.

Przez 1,5 roku na mnie czekał. Widywaliśmy się jedynie jak przyjeżdżałam na „przepustki” tygodniowe. Miałam dalej zostać w tamtym miejscu i się dalej uczyć, ale wybrałam jego. Na początku było cudownie. Często powtarzał mi, że chciałby mieć ze mną dziecko, założyć rodzinę. Zamieszkaliśmy z jego rodzicami. Było naprawdę cudownie.

Po 2 latach zaszłam w ciążę i od tego czasu zaczęło się zmieniać. Dowiedziałam się, że jest uzależniony od używek. Wypierał się wszystkiego jednak, zaczęłam rozpoznawać jego zachowania. Mówił, że kocha z przeplatanymi wyzwiskami. Wcale dzieckiem się nie zajmował. Koledzy zawsze na pierwszym miejscu. Jego matka zawsze stała za nim murem, że jej syn niczego nie bierze, chociaż sama jej pokazałam co jest na rzeczy.

Całymi dniami siedziałam sama z dzieckiem, a on się bawił. Nie pomagał w niczym, nie poświęcał na swojego czasu. Powiedział nawet, że mam siedzieć z dzieckiem w domu, a on się wyszaleje i wróci.. Nie wytrzymywałam tego i odchodziłam od niego kilka razy, później wracałam, bo brakowało mi go. Z każdym powrotem było coraz gorzej.

Po dłuższej przerwie poznał małolatę. Kiedy wróciliśmy do siebie cały czas o niej mówił, szydził, że ona była dla niego idealna, a moje serce rozrywało się na miliony kawałków. Spotykał się z nią, szukał kontaktu. Nic się nie liczyło. Pieniądze z wypłaty wydawał na używki. Musiałam się zapożyczać, żeby móc zrobić dziecku obiad czy kupić pampersy itd.. Jego obietnice nie były nic warte, bo coś obiecał, a za chwilę wyzywał i jechał się bawić.

Odeszłam z dzieckiem kilka dni temu, po tym jak obiecywał, że nic nie zrobi znowu, a przyszedł z pracy i od razu pojechał z kolegą. Wcześniej mu powiedziałam, że pojedzie i odchodzimy. Przez ten czas kiedy nie jesteśmy z nim nie odezwał się ani razu. Jestem w totalnej rozsypce. Wiem, że to nie jest dobre, aby dalej z nim być, ale moja głowa jest uzależniona od tego człowieka. Potrzebuję teraz ogromnej dawki siły i wsparcia.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.