[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Uzależniona od miłości

„Nie wiem czy mi to pomoże. Nigdy tak nie robiłam. Właściwie nie jestem jakąś super otwierającą się przed innymi osobami. Jestem trochę jak kot, co chodzi swoimi ścieżkami. Kiedyś było mi bardzo smutno, że nie mam tylu znajomych/przyjaciół. I ogólnie czułam się outsiderką. Z czasem zrozumiałam, że problemem też jest to, że sama się nie lubiłam. Teraz mam garstkę dobrych znajomych, pojedyncze osoby, żadna zgrana paczka. Ale zaakceptowałam siebie i to, że taka jestem, trochę melancholijna i z głową w chmurach, i czuję się dobrze. I też taki ambiwertyk, towarzystwo mi nie przeszkadza, ale dobrze czuję się w swoim. Moi rodzice, mama zwłaszcza też zawsze była zdystansowana, więc pewnie tego nauczyłam się w domu. Dlatego nie mam odwagi zadzwonić do kogoś z rodziny i opowiedzieć. Nawet nie wiedziałabym od czego zacząć.. A czuję, że już nie mam siły. Jestem w związku od 4,5 roku. To mój najdłuższy związek, w który bardzo się zaangażowałam. Zmieniłam się po jego wpływem, myślałam, że głównie na lepsze. Przed nikim się tak nigdy nie otworzyłam. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa i czułam, że nasza więź jest wyjątkowa. To dzięki jego mądrości i uporowi, poszłam w końcu do psychologa i psychiatry. Stany depresyjne mam właściwie odkąd pamiętam, wysoko u mnie z neurotycznością, często płakałam, ale wysoka otwartość na doświadczenia i ciekawość świata, pchały mnie daleko, nawet za daleko jak na moją wytrzymałość psychiczną, co w rezultacie doprowadziło do nerwicy. Od około 2 lat biorę fluoksetynę, dzięki której chce mi się żyć i zaskoczyło mnie to, że tak długo czekałam na to, żeby czuć się normalnie. Bo wiecie, myślałam, że to jaka byłam to było normalne, że taka jestem. A przecież niedługo kończę psychologię, pisze pracę magisterską. Szewc w dziurawych butach. Do psychologa też chodziłam. Potem pojawiła się pandemia.. Straciłam pracę, ale mam kochanego wspierającego partnera, który dobrze zarabia i powiedział, że spokojnie do obrony nie muszę martwić się pieniędzmi. Więc jestem na bezrobociu i płacę z zasiłku za uczelnię. Zajmuję się w zamian w całości domem: piorę, sprzątam, gotuję, prasuję. Zawsze myślałam, że bycie kurą domową będzie dla mnie uwłaczające, nie pytajcie skąd takie głupie myślenie. Nic bardziej mylnego, czułam się dobrze, a nawet miło mi było czuć się potrzebna, spełniać się w tej roli. Pandemia spowodowała, że też chyba za bardzo polubiłam siedzenie w domu.. Więc trochę się odsocjalizowałam. Moje kontakty z ludźmi, to był partner, rodzina, jego znajomi. Właściwie zostałam w parze przyjęta do jego ekipy, z którą się trzyma od lat. Fajne to uczucie być w „paczce”. Z niektórymi mam lepszy kontakt z innymi słabszy, jak to a grupach bywają podgrupki. Z jednym czy dwoma kumplami on trzyma się najbardziej. I Ci kumple lubią zabawy z używkami w proszku. Trochę bardziej niż inni. Więc zaczęło się próbowanie. Nawet było lato, potem co któryś weekend, potem co weekend, a teraz bez tego nie potrafi się podniecić. Nie wiem kiedy straciliśmy tę intymność, czułość jakąkolwiek romantyczność. Jego perwersje i traktowanie kobiet jak niewolnice seksualne to jest absolutnie to, co go zajmuje. W trakcie takich narkotycznych posiadówek zawsze mówiłam to, co chciał usłyszeć, co mu sprawiało przyjemność. Traktowałam to jako zabawę. Ale jemu ciągle jest mało i chce przełożyć to na codzienny, trzeźwy grunt. Zaprośmy jakąś „koleżankę” do zabawy. Pochwalił się już nawet koledze z pracy, jakby to się wydarzyło. Podnieca go, że może opowiadać jaką to ma wyuzdaną kobietę, pomimo, że na co dzień tego nie widać. Nie powiem, aniołkiem w przeszłości nie byłam. Swego czasu miałam frywolne podejście do seksu. Co w jego mniemaniu powinnam mu również pozwolić się „wyszaleć”, a wręcz z nim. Najpierw pożałowałam, że się przed nim tak otworzyłam, bo odniosłam wrażenie, że mną gardzi. Ale to nie było wzgardzenie, tylko zazdrość. Przy tych posiadówkach zawsze też było mnóstwo porno. Ma co jakiś czas fazy na różne rodzaje to w kółko to katujemy. Oglądamy, rozmawiamy. Kiedy był sam, czytał te pick up artist sztuczki. Widziałam ten błysk w oku, jak opowiadał, jak to działa. Ale to nie jest typ kobieciarza. Jeśli kojarzycie Grę o Tron, to to jest taki Little Finger. W każdym miejscu pracy, powiedzmy, że były 2 czy 3, znalazła się zainteresowana nim dziewczyna. I on bawił się tym zainteresowaniem. Był ze mną więc nie mówił „tak”, ale skrzętnie manipulując utrzymywał to zainteresowanie. Egoistycznie pławił się tym, jak każdy narcyz. Mówił, że w pracy nie ma się przyjaciół. Ale dziwnym trafem, zawsze znalazł sobie tam przyjaciółkę. Taką, z którą załapał wspólny język i mógł opowiadać nawet bardziej intymne rzeczy z naszego związku i podnieca go słuchanie jak kobieta mu się zwierza ze swojego, szczególnie seksualnego życia. I teraz też ma taką. Co ciekawe każda z nich zazwyczaj była/jest zajęta. Jakby ciche upokarzanie przez nią swojego faceta dodatkowo podbijało mu ego.
Wcześniej bywałam zazdrosna, bo brakowało mi pewności siebie, teraz jestem bardziej pewna. O obecną też bylam, zwłaszcza, gdy rozmawiali sobie o tym jaki to seks jest cudowny po tabsach itd.. Wyraziłam swój sprzeciw i uznałam, że to zaszło za daleko, że to dziwne, kiedy np. wychodzi od lekarza i pierwsza osoba do której dzwoni to ona. Kiedy coś osiągnął to też jej się chwalił. Właściwie wszystko o czym rozmawialiśmy, nawet głupi wybór filmu, konsultowany był z nią. Plany związane z zakupem psa itd.. Powiedział, że to rozumie, że nie wiedział, że to coś złego i że ograniczy ten kontakt, ale żebym nie przesadzała, bo to pewnie przez moje psychicznie problemy. I ja absolutnie rozumiem, że można się kolegować z osobą płci przeciwnej, samej lepiej mi się dogaduje z facetami. Ale w którymś momencie przestałam czuć się najbliższa. Ta wyjątkowa, z którą się dzieli wszystkim. W ten weekend mieli imprezę pracowniczą. Oczywiście kto mu zwrócił uwagę i zabrał go z imprezy, kiedy już był upity? Siedziałam wtedy z jego znajomymi i kiedy przyszedł pijany i to opowiedział, to jego dobry kumpel zwrócił trochę żartobliwie uwagę, że fajna ta koleżanka, tak się nim zaopiekowała, zabrała z imprezy, wracała z nim do przystanku. Gdy byliśmy w domu, zapytał czy nie jestem już zazdrosna. Nie, bo o co? Zazdrość nie przynosi zazwyczaj nic dobrego. Cieszyłam się, że się jej wyzbyłam.. Ale coś mnie wtedy tknęło. I wiem, że nie powinnam była tego robić, ale musiałam wiedzieć. Tak, zajrzałam mu do telefonu. Jakież było moje zdziwienie, że ta znajomość nie tylko nie została ograniczona, ale wspaniale się rozwijała. Memy, serduszka, wspólne tematy, fantastyczne dyskusje, pochwalenie się tym, że on jest taki high functional psychopath, bo jest. I opowiadanie o mnie. Że będę psychologiem, ale kiedy ktoś nie pasuje to schematu, to nie potrafię go rozgryść. Coś we pękło.. Poczułam się jak zdeptany pet. Może faktycznie przesadzam, może to ze mną jest coś nie tak? W tym roku skończę 31 lat i czułam, że ten związek zaprowadzi mnie pod ołtarz i będziemy mieć dzieci i byłam szczęśliwa, myśląc że ktoś tak dobrze mnie rozumie. Że znalazłam bratnią duszę.. Usiadłam pod prysznicem puściłam wodę i się rozpłakałam. I siedziałam tak z godzinę. Znacie to powiedzenie o ugotowaniu żaby: trzeba bardzo wolno podkręcać ogień, aby nie zauważyła, że się gotuje. I tak się właśnie czuję.. Nie wiem już co było prawdziwe, co zwykłą manipulacją. Jest narcyzem, egoistą z wysokimi notami w psychopatii. To jest ten typ co wykorzystuje swoje trudne dzieciństwo (w rodzinie był alkohol i przemoc) do wzbudzania litości, czułości i chęci zaopiekowania się nim u kobiet. Czuję, ze poświęciłam dużo, dla niego wróciłam po 3 latach do Polski, żeby z nim być. Zerwałam kontakty z mężczyznami, którzy mu nie odpowiadali (bo po mieć kontakt z kimś, z kim się kiedyś przespało, to niezdrowe). Anime takie infantylne, po co tracić na to czas. Ułożył sobie wszystko tak, aby mu było wygodnie. Wszystko ma podawane pod nos, koszule wyprasowane, ale kiedy wyrażam sprzeciw, coś mi nie pasuje, to znajduje kolejną kobietę która go będzie wielbić. Bo koleżance w pracy pomoże, taki miły, wyrozumiały, inteligentny, czarujący. Kiedy byliśmy w towarzystwie zawsze znalazło się wokół niego kilka dziewczyn oczarowanych tym co mówi i w jaki sposób. Tak się cieszyłam, że wybrał mnie. Zawsze dochodziliśmy do porozumienia, nie szliśmy spać pokłóceni. Rozwinęłam się przy nim u intelektualnie i w ogóle jako osoba. Byłam ładną kobietą, miałam powodzenie, co nawet było czasem przytłaczające, bo byłam nieśmiała. Teraz gdy patrzę lustro widzę zmęczoną życiem, zniszczoną, rozdrapaną twarz, a ciało też odczuwa skutki tych weekendowych zabaw. Mieliśmy po tej rozmowie o której pisałam jeden kryzys. Teraz widzę, że kiedy zauważył, że ze mną w porządku wrócił do swoich gierek. Nigdy za bardzo nie ufał ludziom, ja z kolei bywałam naiwna. Ach my kobiety myślimy, że jak będziemy z trudnym mężczyzną to mamy moc, żeby go zmienić, pomóc mu. Ale czuję, że to się nie zmieni. Niby nic, a jednak czuję się bardzo źle.. Serce mam rozdarte między zostać z nim a iść w cholerę, podróżować, poświęcić się na jakiejś misji, tak abym miała poczucie, że moje życie ma sens i jeśli sama nie chcę, to chociaż czyjeś życie zmienię na lepsze, uczynię łatwiejszym. Zawsze lubiłam pomagać innym. Ale rozum z kolei mówi, że to już czas. Że były sygnały ostrzegawcze, a teraz to wyje wielki czerwony alarm. Zostały mi dwa miesiące do obrony. Więc z początkiem października czuję, że muszę podjąć jakąś decyzję. I płaczę. I się boję.”
Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.