[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Toksyczny eks… Jak przestać coś do niego czuć?

Mam problem.. Mianowicie, w zeszłym roku rozstałam się z eks, byliśmy ze sobą pół roku, wprawdzie nie za długo, ale nasz związek był dość intensywny i dodam, że na prawdę bardzo go kochałam… Na tyle, że zostawiłam dla niego pracę, mieszkanie i wyprowadziłam się do niego z dzieckiem na drugi koniec Polski… Ale do rzeczy. Rozstaliśmy się z hukiem, wina raczej była po oby dwóch stronach, ja nie umialam zaadaptować się w nowym miejscu, nie miałam nikogo bliskiego wtedy obok siebie, czasem popijałam i wtedy wybuchałam, byłam strasznie zazdrosna i właśnie po alkoholu robilam mu straszne awantury, on za to, lubił popisać z innymi, umawiać się z nimi, choć twierdzi że do żadnych z tych spotkań nie doszło, że nigdy mnie nie zdradził.. Chcąc ratować nasz związek nawet chodzilam na terapię do psychiatry, staralam się, ale to nic nie dało, w międzyczasie znalazł sobie inna. Wrocilam wiec do swojej rodzinnej miejscowosci i musialam zaczynać wszystko od nowa, szukać nowej pracy, nowego mieszkania, bo defacto nie miałam wtedy nic oprócz kilku rzeczy osobistych. On był odemnie o 6 lat młodszy, później oczywiście długo rozpaczalam, ale wkoncu uświadomiłam sobie, że to nie mogło się udać i ze on był za młody na poważny związek. Minął rok, zaczął pisać, dzwonic, na początku to olewałam bo stwierdziłam ze nic dobrego mnie z tym człowiekiem nie czeka. A zapomniałam dodać, ze narobilam sobie strasznych długów przez niego, sama nie wiem gdzie wtedy był mój rozum. Dowiedziałam się że wrócił i mieszka gdzieś niedaleko mnie.. Slyszalam od ludzi, ze strasznie się stoczył, ze nie pracuje, że kradnie żeby się utrzymać, ze ciągle bierze narkotyki i ze cala rodzina się od niego odwróciła. W końcu nie wytrzymałam i kilka razy mu odpisałam, przepraszał, mówił ze ma wyrzuty sumienia itd. Spotkalismy się, teraz oczywiście znowu żałuje, ale czasu nie cofne, dodam ze do niczego miedzy nami nie doszło. Następnym razem przyjechał do mnie i w sumie tak u mnie siedzi, wiem ze nie powinno tak być, ale nie potrafię mu odmawiać, tym bardziej, ze tak bardzo jest mi go żal bo nie radzi sobie z własnym życiem, wiem ze to śmieszne, ze juz dawno powinnam kopnąć go w tyłek, ale po prostu nie potrafię patrzeć na to jak się stacza.. W sumie nic w tym temacie się nie zmienia, większość czasu i tak go u mnie nie ma bo gdzieś ciągle jeździ, często wraca naćpany, bądź wypity, nie jest agresywny, ale tez nie okazuje mi żadnych uczuć, raczej jestesmy na etapie kumpel-kumpela, to mnie na prawdę boli bo kocham go nadal, choć wiem ze nic z tego nie będzie. Na prawdę nie potrafię tego zakończyć, a w sumie żadnego pożytku z niego nie mam.. Nawet mam głupie przeczucie ze śmieje się za plecami przy kumplach, ze po tym co mi zrobił, jestem dalej taka głupia i go trzymam w domu, a on przynajmniej ma gdzie spać.. Jak się z tego uwolnić?! Był ktoś z was w takiej sytuacji?!

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.