WyznaniaKobiet.pl

Toksyczna teściowa chodzi za mną krok w krok

Jesteśmy małżeństwem niecały rok, od ślubu mieszkamy z teściami. Problem polega na tym, że przez nadopiekuńczość teściowej nigdy nie czułam się z mężem jak małżeństwo. Czuję, że od ślubu jestem w najgorszym momencie w swoim życiu. A tyle lat czekałam na ten dzień.

Mieszkanie razem jest moją najgorszą decyzją w życiu i jedyną, której żałuję. Nigdy nienawidziłam mieszkania wszystkich razem. Dla mnie to jest patologia, siedzieć wszyscy na kupie, małżeństwa nie mają własnego życia, własnej prywatności. Zgodziłam się na to, pod warunkiem że wybudujemy dom. Mówiłam przed ślubem, że maksymalnie rok wytrzymam pod jednym dachem ze wszystkimi.

Niestety czas leci, a ja mam wrażenie, że tylko mi zależy na wyprowadzce. Standardowo problem jest z teściową. Nie mogę przez nią poczuć się jak żona. Nie daje mi nic samodzielnie zrobić…chce na przykład wyprać robocze ubrania mojego męża, a ona mi nie pozwala, bo nie daj boże się wybrudzę, że może takie brudne ubrania mnie zrażą, że się zmęczę…

Najlepiej gdybym była w zamkniętej klatce. Traktują mnie jak jajko, jak ostatnią sierotę. Przed ślubem byłam szczęśliwa, ambitna, spełniałam wszystko co zaplanowałam, byłam niezależna, lubiłam być samodzielna… A teraz? Teraz czuję się jak rozdeptana, zgnieciona mrówka, bez ambicji. Pierwszego dnia po ślubie mi powiedziała, że miała dla mnie na noc poślubną białą koszule nocną do ziemi na tą szczególną noc, ale gdzieś ją zgubiła. Ale znalazła ją… po 3 miesiącach mi ją dała szczęśliwa, że tyyyle lat ta koszula jest w rodzinie.

Codziennie chce chociaż umyć talerz po moim mężu, żeby chociaż przez chwilę móc coś dla niego zrobić, poczuć się jak żona. Teściowa tylko usłyszy, że odkręcam wodę w kuchni, to leci z pokoju i mówi,, zostaw dzieciaku ja umyje, idź odpocznij po pracy ”, chce zrobić kolacje, to też nie mogę bo jeszcze się zmęczę. Zacznę robić to stoi mi nad głową i pyta czy coś mi przynieść, coś pomóc, otworze lodówkę, to pyta co szukam i wymienia po kolei co jest w lodówce. Wracam z pracy to od razu leci i mówi co na obiad, gdzie stoi. Mimo że widzę, bo stoi na oczach.

I tak codziennie… Stawiam wodę na herbatę a ona z przerażeniem mówi,, ojej nie zrobiłam ci herbaty ”, wstawałam do pracy, to potrafiła się przebudzić i spytać mnie co mi zrobić na śniadanie. Nie zdążę postawić swoich naczyń na stół, a ona już je myje… Dla mojego męża codziennie szykowała kiełbasę na śniadanie, teraz ja zaczęłam jemu gotować, bo szybciej wstaje. Teść zobaczył, że ja zaczęłam to robić, to od paru dni on jemu gotuję kiełbaski, mimo że do tej pory tego nie robił… Ale gdy ja zaczęłam, to przecież trzeba mnie wyręczyć nawet w tym.

Robię zakupy ok. 2 razy w tygodniu to też zaczyna swoją litanię że po co ja wydaje pieniądze, że mam swoje opłaty (mam swój sklep)… Tak, bo ja jako jedyny człowiek na ziemi mam opłaty. Po prostu mi głupio siedzieć na krzywy ryj, nie chcą od nas żadnej kasy za mieszkanie, to chociaż staram się robić zakupy… Ale to też źle, bo wydaje kasę.

Ostatnio powiedziała, że dołoży mi trochę pieniędzy bo opłaty mnie kosztują, paliwo itp… Powiedziałam, że dobrze radziłam i dobrze radę, żeby zostawiła sobie więcej kasy za nasze opłaty, skoro nie chce żebyśmy się dokładali. Ale niestety, jak zwykle mnie przekrzyczała, liczy się tylko jej zdanie i każdy ma tańczyć jak ona zagra.

Trzeba z nią się konsultować, mówić o swoich planach, jak coś ktoś sam zrobi to widać, że ma delikatnego focha. Ale niestety ja taka nie jestem i ona może jest trochę wkurzona, że ja często sama o wszystkim decyduje, że jestem pierwszą osobą, która potrafi jej się sprzeciwić… Mój nie raz mi mówił że może z nią pogadać, ale ja się nie zgadzam, bo nie chce żadnych kłótni, sporów, pretensji.

On jest u siebie, jest przyzwyczajony do takich zachowań, a dla mnie to jest nowość… I nie przyzwyczaję się. Boję się, że ja zacznę od niego się oddalać przez nią, że nie wytrzymam i sama się wyprowadzę. Nienawidzę z pracy wracać do tego domu. Siedzę w naszym pokoju, bo się boję nawet pójść do łazienki, ona usłyszy, że otwieram drzwi i już do mnie leci, bo na pewno coś mi potrzeba…

Jakiś czujnik chyba ma wbudowany, że wie kiedy JA idę. Nie umiem nawet z nią usiąść i  pogadać, bo ona zaraz mówi, że dzieciom trzeba pomagać, żeby potem dali im na starość szklankę wody, dodatkowo ma strasznie melancholijną gadkę, że człowiek bardziej się dołuje.

Ale pomoc, a wyręczanie we wszystkim to co innego. Ja chce w końcu być małżeństwem, chce dla Nas gotować, dla Nas sprzątać, dla NAS robić zakupy, mieć dziecko… A teraz nie mam już żadnych ambicji, wypaliłam się… Nie chcę mi się już nawet starać.

Dodatkowo zaczęłam z nerwów pić, potrafię sama wypić całe wino wieczorem. Żeby zapomnieć, nie myśleć, się wybeczeć, szybciej zasnąć, żeby rano znów uciec do pracy.

Exit mobile version