Straciłam nadzieję na normalne życie

Cześć, chcę opowiedzieć, co mnie najbardziej boli. Nie mam z kim tym się podzielić. Moja mama zawsze była niby odcięta ode mnie. Biła, potem od razu głaskała, ale właściwie swojego dzieciństwa z nią nie pamiętam – wychowywali mnie babcia i dziadek. Mama pracowała i układała sobie życie, tata odkąd skończyłam roczek przeprowadził się za granicę i nie za bardzo się interesował moim życiem.

Mama od zawsze lekceważyła, bagatelizowała moje uczucia i potrzeby. Kiedy miałam 4,5-5 lat, pojawił się pierwszy ojczym, który mnie molestował. Opowiadając mamie o jego „dziwnych” zachowaniach, mówiła że mam przestać zmyślać. Teraz po upływie lat, twierdzi to samo, podobno wymyśliłam to. Uciekła od tego zboka ze mną dopiero kiedy mało mnie nie zabił, chcąc rzucić mną o ścianę podczas kłótni. Okazał się schizofrenikiem nadużywającym alkoholu.

Kiedy poznała drugiego ojczyma, na początku wszystko było ok. Ja i tak większość czasu spędzałam u dziadków na wsi, rzadko widując mamę. Kiedy miałam 7 lat, urodził się mój brat. Nie byłam gotowa psychicznie, by siedzieć z nim i robić za nianię. Ojczym wtedy zostawił mamę, ona zostawiała małego ze mną, na 2-3 godziny, żeby zrobić zakupy albo wyskoczyć po sprawach związanych z pracą. To był okres, kiedy była „obrażona” na dziadków, więc pozostawienie na mnie 2-3 miesięcznego niemowlaka było, jak jej się wydawało, dobrym pomysłem.

Ja płakałam razem z nim, ogólnie sobie nie radziłam, o czym niejednokrotnie mówiłam mamie, słysząc w zamian: „musisz, bo kto mi pomoże, jak nie ty”. Zdarzyło mi się raz uderzyć go, takiego malusiego, żeby nie płakał. Do tej pory, za każdym razem jak to wspominam, ryczę jak nienormalna, może byłam potworem faktycznie.. Tak twierdziła też moja mama, kiedy przyznałam jej się, co zrobiłam, wmawiała mi poczucie winy, opowiadała to bratu kiedy stał się bardziej dorosły. Nie mogę sobie tego wybaczyć..

Cały czas słyszałam, że mój ojciec to niezdolny do niczego człowiek, że on mnie nie kocha.. Ale, że jestem tak podobna do niego. Ojczym wrócił za jakiś czas, ale nasze relacje z nim nie były ciepłe. Później miałam problemy w szkole, z rówieśnikami, byłam sama w sobie i nie miałam przyjaciół. Zaczęłam wagarować, pić byle z kim. Wszystko się ostatecznie popsuło wtedy, kiedy wróciłam do domu pijana, a następnego dnia rano mama powiedziała : „lepiej byłoby się zdecydować na aborcję, niż męczyć się z tobą”.

Miałam wtedy 13 lat. Cały świat mi wtedy runął. Uciekałam do dziadków, nie nocowałam w domu. Tak, nie byłam święta. Pyskowałam, przeklinałam.

Minęło trochę czasu.. Ojczym znowu zostawił mamę, już na zawsze, ja w w wieku 17 lat przeprowadziłam się do Polski. Mama pomagała pierwsze 2 lata, za co zawsze jej byłam wdzięczna. Porzuciłam studia, żeby iść do pracy. Poukładałam sobie jakoś w życiu. Wyszłam za mąż. Naprawiłam (jak mi się wydawało), stosunki z mamą i rodzeństwem. Sprowadziłam ich do Polski. Mamie i bratu pomogłam z pracą, dla siostry załatwiłam szkołę i klub sportowy.

Mieszkali u nas z mężem pół roku, zanim przeprowadzili się na swoje mieszkanie. Zawsze jak były jakieś problemy, telefon do mnie – i ja leciałam je załatwiać. Ale ostatnio stało się to, co ostatecznie zniszczyło moją wiarę, że miałam kiedykolwiek rodzinę.

Mąż zaczął pić, znęcał się psychicznie się nad naszą roczną córką, ja zdecydowałam się uciec. Gdzie? Do mamy, jasna rzecz. Sama powiedziała, że możemy zamieszkać jakiś czas z nimi. Po 4 dniach zrobiła awanturę z naprawdę błahego powodu, niby szukając przyczyny, by się pozbyć mnie z córką. No i że córka głośno się śmieje i płaczę i ona się boi, że właściciel mieszkania, które oni wszyscy wynajmują, się dowie i ich wyrzuci. Oznajmiła mi, że mam iść do domu samotnej matki albo wracać do męża, bo mi nie pomoże.

Kiedy zaczęłam płakać i pytać, za co ona tak ze mną, powiedziała : „wiecznie coś z tobą nie tak, ty jak nie moja córka”. Rodzeństwo poparło ją w tej decyzji, my już ze sobą dawno mieliśmy popsute relacje. Oni jak papugi. Nie radzę już sobie psychicznie, jakby nie moja córeczka – dawno bym coś ze sobą zrobiła, tylko ona mnie trzyma, by walczyć i pokazać, że mama zawsze usłyszy, zawsze zrozumie, nigdy nie oceni.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.