Spotykam się z żonatymi mężczyznami

Chciałam się odnieść do częstych wpisów żon odnośnie ich niewiernych mężów i tych „podłych” kobiet, które chcą im tych „wspaniałych” mężów odbić. Proszę o anonimowość. Ja jestem sama, bo mój mąż umarł. Spotykam żonatych facetów, mam żonatych kolegów, z którymi z reguły mam bardzo dobry kontakt.

Tak, piszemy do siebie wiadomości, czasami spotykamy się, dzwonimy, rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się. Z jednymi pracuję, z innymi spotykam się przy okazji wspólnego hobby, a jeszcze innych znam jedynie przez fb. Dokładnie to samo robiłam, tak samo się zachowywałam jak żył mój mąż, którego bardzo kochałam. Zachowujemy się jak normalni ludzie, którzy mają świat poza domem.

Niektóre ich żony patrzą na mnie jak na wroga, inne jak na dziwkę, jeszcze inne NAKAZUJĄ swoim mężom odcięcie się ode mnie, zerwanie jakiejkolwiek znajomości. Na początku mnie to bolało, potem zaczęło śmieszyć, a teraz jest mi tych kobiet po prostu żal. Uważacie, że bycie z kimś w związku to wieczna kontrola, niepodważalne posłuszeństwo i wymuszona wierność?

Często moi koledzy zwierzają mi się i mówią o tym jakie mają życie obok swoich żon. Są tacy, którzy kochają je bezgranicznie, skoczyliby za nimi w ten przysłowiowy ogień, ale one tego nie dostrzegają. Nieraz pochłonięte wyłącznie macierzyństwem, zapominają o tym, że mają też męża, który chciałby czasami spokojnie usiąść i z nimi pogadać o czymś innym niż tylko ich dziecko.

Są tacy, którzy rozczarowali się związkami. Ich kobiety chcą tylko aby świetnie zarabiali, aby dawali im kasę i o nic nie pytali. Zawsze im mało, zawsze są niezadowolone i głośno to niezadowolenie wyrażają. Są jak lalki pozbawione wszelkich uczuć.

Jeszcze inni związali się z byle kim, byleby tylko nie zostać samymi. W ich domach nie ma ciepła, miłości, pożądania. Jest tylko umowa na wspólne życie, niczym umowa spółki z o.o. Znam też faceta skrajnie nieszczęśliwego w małżeństwie, którego żona zdradzała wielokrotnie. Co ich łączy? Kredyt na mieszkanie, który mogą spłacić tylko razem. Osobno żadne nie da rady. Wielokrotnie wyciągałam go z głębokiego dołka, bojąc się co zastane pod wskazanym w SMSie adresem pod który jechałam o 2 w nocy. A jego żona? Zabroniła mu się ze mną kontaktować.

Tak, powiecie „oj, biedni faceci, sami są sobie winni”. Może i są ale czy to znaczy, że ja też jestem czy kobiety podobne do mnie, a to nam chcecie „wydrapać oczy”, „dać w pysk” a nawet czytałam, że „zabić”.

Czy to, że facet szuka czasami nawet cielesnej ucieczki od żony jest wyłącznie winą tej kobiety/dziewczyny, z którą to ewentualnie zrobi? Nikt z nas nie jest robotem a mam nieodparte wrażenie, że otaczający nas świat właśnie tego wymaga. Nikogo nie można zmusić do wierności, lojalności i miłości. Na to wszystko trzeba zapracować ale pracują obie strony związku. Ja patrzę na to czasami jako ta trzecia strona i absolutnie nie podoba mi się to co widzę.

Mnie traktujecie jak śmiecia, jak desperatkę, bo bez faceta, jak kurwiszona i mężołapkę ale same nie widzicie kim wy jesteście. Nie dostrzegacie przyczyn, widzicie tylko skutki, czasami nawet wtedy, kiedy ich nie ma, bo dorabiacie sobie wydumane historie o mężu, który zdradza, by mieć o czym gadać z koleżankami, w momencie kiedy ów mąż wysłał do mnie emotkę z uśmiechem.

Oczekujecie wiecznej adoracji, nieograniczonej niczym lojalności i wolności, ale co dajecie w zamian?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.