„Służąca” za granicą w potrzasku życia.

Mieszkam za granicą, daleko od mojego miasta rodzinnego. Moje życie zapowiadało się piękne, kolorowe i pełne pięknych historii.
Przyjechałam do tego kraju fo męża w grudniu 2018 roku, ale już wtedy zaczęłam tęsknić za ojcowizną, rodzicami i ich dobrym słowem. Tyle tylko że wtedy byłam szczęśliwa, gdyż miałam być już na zawsze u boku mojego męża i tak jest do teraz. Mam dwójkę synów, jeden ma 9 lat, a drugi 15 miesięcy. Jak wiadomo przy dzieciach jest potrzeba wielu wyznań i mnóstwo pracy, zwłaszcza przy takich jak moje, jest ich wszędzie pełno i muszę to powiedzieć że przez moje bezstresowe wychowywanie, są bardzo niegrzeczne. Do tego działam zawodowo (ale nie zawsze) w moim domowym saloniku jako fryzjer, lubię moja pracę, a nawet bardzo. Tylko przez moje życie zaczynam się wypalać. Za dużo obowiązków, problemów i brak osób którzy zawsze mnie wspierali.
Z czasem dowiedziałam się o ogromnych długach mojego męża z poprzedniego małżeństwa, ale to nie jest najgorsze, jestesmy zdrowi to jakoś to wszystko się spłaci. Mam na karku instytucję, która zabiera dzieci, ponieważ moj teść szedł na spacer z moim synem- wtedy ośmiolatkiem, gdzie pił na oczach dziecka, siedząc na placu zabaw w tłumie ludzi. Od wtedy mam poważne problemy, najazdy na dom i kontrolę, pomimo tego że zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Wykańcza mnie to psychicznie. Następna sprawa to taka, że nie mam pomocy przy dzieciach, nie mam czasu dla siebie, nie ma prawa nic boleć. Czuję się w domu jak służąca. Przynieś, wynieś, pozamiataj. Jestem na nogach codziennie od godziny 5.45 i chodzę spać ok 24.00. Mężowi do pracy szykuję nawet skarpety i koszulkę, kawę, herbatę, śniadanie. Przygotowuję codziennie obiad, codziennie sprzątam, piorę i wiele innych obowiazkow. Mąż wraca z pracy kąpie się, je obiad i do wieczora odpoczywa. No a jaaaa….ja dalej biegam za dziećmi, sprzatam po obiedzie, kąpię młodszego syna. I czekam aż zaśnie, żebym mogła die wykąpać. W międzyczasie czasie musze sprzatnac po kolacji bo oczywiście nikt na to nie wpadł że można po sobie posprzątać. Weekendy staram się pracować jak najwięcej, jadę po babcię która ,,pomaga mi przy młodszym synu” w cudzysłowie pomaga, ponieważ z mojej perspektywy wyglada to tak, że dzieci biegają po domu a babcia z ojcem siedzą na kanapie oglądając po kolei wszystkie filmy…. to jest przerażające. W wolnej chwili, męża matka zaśmieca mi głowę swoimi problemami, jak bym swoich miała mało. W miedzy czasie oczywiście sprzątam i gotuje bo nikomu nic nie przeszkadza i czekają na obiad. To wszystko mnie przeraża, moj pobyt tutaj traci sens, miałam tutaj tyle zyskać, a wszystko tracę. Tracę wiarę w siebie, moją mocną osobowość. Kiedyś to ja wszystkich brałam w ryzy, napawałam entuzjazmem, teraz jestem jak wypalona świeczka. Chciałabym chociażby się nauczyć języka wiodącego w tym kraju ale nie mam czasu. Nie mam czasu na nic. Nawet nie mam czasu iść do toalety. Pogubiłam się w moim życiu i czuję, że dopada mnie DEPRESJA😞😖 Staram się dla wszystkich, ale czy ktoś to docenia. Nigdy nie słyszę słów które są tak magiczne ,,PROSZĘ, PRZEPRASZAM I DZIĘKUJĘ” dzieci postępują tak jak i ojciec bo nie mają przykładu od glowy rodziny. To takie przykre… Nie wiem ile to jeszcze wytrzymam

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.