[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"] [advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Skazuję ojca na śmierć.

Dzielę się tutaj wyznaniem, bo odczułam wielką ulgę, choć przy tym stałam się „złym człowiekiem” i straciłam całą rodzinę.

Miałam bardzo trudne dzieciństwo. Ojciec alkoholik, bił mnie i mamę, znęcał się nad nami psychicznie i fizycznie. Mam z nim same złe i brutalne wspomnienia. Bił nas różnymi przedmiotami, kazał jeść z podłogi. Obciął i wyrwał mi włosy gdy zafarbowałam je szamponetką. Gdy zrobiłam tatuaż henną zdarł mi go pumeksem. I to tylko te nieliczne wspomnienia, które teraz przyszły mi do głowy. Nie dawał pieniędzy na jedzenie i podstawowe środki do życia, większość kasy przepijał. Był znośny tylko w tych nielicznych momentach, gdy był trzeźwy, ale ja i tak bałam się, że cokolwiek zrobię źle, że zaraz będzie mnie bił lub wyzywał. Mimo wszystko najgorszy był głód. Odrabiałam za inne dzieciaki zadania domowe w zamian za kanapki. Mało kto mnie lubił, bo byłam źle ubrana, zaniedbana i strasznie wycofana.

W gimnazjum ojciec po raz pierwszy pobił mnie do nieprzytomności, gdy próbowałam bronić mamę i wtedy też ona od niego odeszła. To był dla niej bodziec do zmiany życia. Nie miała wykształcenia, doświadczenia ani krzty przekonania o własnej wartości, więc ledwo wiązałyśmy koniec z końcem.

W liceum ojciec powrócił odmieniony, po odwyku i próbował nas odzyskać. Okazało się, że ma chore nerki, wymaga dializ, leczenia i albo alkohol albo życie. Mama bardzo chciała wrócić do domu ojca, dać mu szansę, marzyła o lepszej przyszłości ale ja już nie potrafiłam. Ona wybrała dawne życie, ja zaraz po maturze wyjechałam do dużego miasta, stałam się niezależna, znalazłam pracę, skończyłam zaocznie studia.

Chciałam utrzymać relację z mamą ale ona znowu była pod wpływem ojca. Byłam u nich kilka razy w odwiedziny na jakieś święta, zaprosiłam ich na ślub, ale wiecznie odczuwałam niepokój.

Półtora roku temu okazało się, że nerki ojca praktycznie przestają pracować. Z powodu na naszą rzadką grupę krwi dawca nie mógł znaleźć się szybko i rodzice poprosili, abym to ja oddała ojcu nerkę. Zgodziłam się, ale na badaniach okazało się, ze jestem w ciąży. Powiedziałam tak, pomimo tych okrucieństw, bo wydawało mi się, że tak powinnam zrobić, ale przez moją córeczkę trzeba było całą operację odłożyć. Potem doszło karmienie piersią.
Ojciec ostatnio trafił do szpitala w ciężkim stanie. Lekarz zasugerował, żebym zaprzestała karmienia piersią i zgodziła się na zabieg, ale ja odmówiłam. Wtedy też dotarło do mnie, że zasłanianie się kp to tylko wymówka. Nie chcę ryzykować życiem i zdrowiem dla takiego człowieka. Gdyby chodziło o moją mamę, męża, czy córeczkę, nie zawahałabym się, ale jemu nie chcę pomagać. A co jeżeli kiedyś to moje dziecko będzie potrzebować przeszczepu a ja oddam organ tak podłemu człowiekowi?

Wycofałam swoją zgodę i wtedy zaczęło się napiętnowanie ze strony rodziny. Babcia, mama, siostra taty. Wszyscy dzwonią, odwiedzają rodzinę męża i opowiadają im, jaka to jestem okropna, że nie pomagam własnemu ojcu, że trzeba mnie przekonać. Mama płacze, że ojciec jest teraz złotym człowiekiem i żebym jej tego nie robiła. Babcia w liście nazwała mnie morderczynią i grzesznicą. Sam ojciec też dzwonił, że chce być dobrym dziadkiem dla swojej wnuczki, ponosić ją na barana.

Dopiero kilka dni temu opowiedziałam skonsternowanemu mężowi o moim dzieciństwie. Niedługo czeka mnie kolejny wywód przed teściami, z którymi mam świetne relacje. Dzwoniącej rodzinie zadaję pytanie ” a gdzie byliście, gdy pijany ojciec znęcał si nad nami”? Ale i tak mnie gnębią.

Wyznanie pisane na szybko, gdyż po raz pierwszy odkąd dowiedziałam się o potrzebie transplantacji ojca jestem pewna swojej decyzji. Czuję ulgę. Taka zła i niewdzięczna córka ze mnie. Taki zły człowiek. I taki szczęśliwy z własnego wyboru.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.