Skazałam swoje dziecko na cierpienie

Ciężko opisać moją sytuację w krótkim poście. Mimo to spróbuje, może jest tu osoba, która ze mną porozmawia. Nikomu z przyjaciół nie mogę tego powiedzieć. Za bardzo się boję.

Jestem w 30 tyg ciąży. Ciąży, która wygląda inaczej niż u większości par. Żal mi dziecka. Tego małego, nienarodzonego chłopca, który nie ma jeszcze nawet pojęcia jak wiele już stracił. Tego dziecka, którego imienia nikt jeszcze nie wymawia. Tego, którego ojciec wolałby zamknąć oczy i cofnąć się w czasie do jego ‚nieistnienia’.

Czy tylko jego ojciec? W tej chwili już nie jestem pewna. Cala radość oczekiwania została mi odebrana. Wyrzuty sumienia skutecznie ją blokują. To uczucie niesprawiedliwości, jaka już go spotyka zabija mnie od środka. Zostaje ukarany obojętnością, jeszcze zanim przyszedł na świat. A przecież on nic nie zrobił.

Nie jestem szczęśliwa z jego ojcem. Rozmawialiśmy o posiadaniu dzieci i żadne z nas nie było na tak lub na nie. Jeszcze nie teraz – tak wtedy myśleliśmy. Zresztą dawał sprzeczne sygnały- raz mówił, że chciałby rodzinę bo nigdy jej nie miał. Sam wychował się w domu dziecka. Później, że to jeszcze nie czas na dzieci. Dlatego zabezpieczaliśmy się, ale zabezpieczenie zawiodło. Gdy dowiedziałam się o ciąży kazał mi przestać płakać. Powiedział, że się cieszy, że wszystko będzie dobrze, że sobie poradzimy.

Stopniowo oddalał się ode mnie, stracił mną zainteresowanie. Mogłam stawać na głowie a byłam jak powietrze. Zaczął reagować gniewem jeśli tylko zwróciłam mu na coś uwagę. Od niewinnego nie wyniesienia śmieci do bardziej poważnych spraw. Potrafił w jednej chwili spakować się i wyprowadzić. Zawsze go zatrzymywałam- próbowałam przemówić do rozsądku. Zostawał, ale po każdej takiej kłótni było tylko gorzej.

Zaczął skarżyć się na mnie rodzinie, mówić, że jest mną zmęczony, że czepiam się o głupoty.
Kiedy wszystko czego potrzebowałam to odrobine wsparcia w domu. Na mojej głowie było sprzątanie, zakupy, gotowanie, rachunki, opieka nad psem , lekarze , wyprawka dla dziecka a do tego praca.

Kiedy byłam w 20 tyg , w kłótni w końcu wykrzyczał, że nie chce tego dziecka. Czułam już od dłuższego czasu, że to właśnie ciąża jest problemem. Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Jak można być takim cholernym egoistą?

Potem mówił, że musimy się przestać kłócić i wtedy wszystko się ułoży. Że damy rade z dzieckiem, że innego wyjścia już nie ma.

Ale dziś nie potrafię z radością czekać na dziecko, a gdy widzę pary z wózkiem odwracam głowę. Nocami leżę i plącze. Przestalam spać z nim w jednym łóżku, bo czasami złapie go na tym, że patrzy na mnie z obrzydzeniem. Dodatkowe kg, widoczna ciąża, widzę jak bardzo go to odpycha.

Kiedyś, gdybym poszła spać na kanapie nie pozwoliłby mi na to. Dziś widzę ulgę w jego oczach kiedy mówię, że źle się czuje i prześpię się na dole.

Są dni, kiedy jest względnie. Pocałuje, powie, że mnie kocha. Ale temat dziecka to u nas temat tabu. Wytrzymuje kilka tyg, udaje tak jak on, że jest dobrze, że problem nie istnieje. Ale nasze konwersacje już nie są takie same. Powrót do domu odwleka jak tylko się da , w weekendy woli spędzać czas ze znajomymi byle nie musieć siedzieć ze mną.

Wiem, że nikogo innego nie ma , ale również wiem, że to pewnie tylko kwestia czasu. W momencie kiedy ja czuję się gruba, wielka i nieatrakcyjna on zaczął dbać o siebie, ćwiczyć . Kiedyś bywał zazdrosny, teraz patrzy na mnie jakby z politowaniem.

Nie chce takiego życia, wiem, że po porodzie odzyskam formę, że znów będę dawną szczęśliwą sobą ale w tej chwili to wszystko mnie zabija. Po prostu się dusze. Serce rozdziera mi fakt, że to dziecko już z góry skazane jest na obojętność ojca. Że przekreśliłam swoje życie i jego przyszłość. W tej chwili jestem prawie pewna że jest ze mną tylko z poczucia obowiązku.

Zaczęłam myśleć o oddaniu dziecka do adopcji zaraz po porodzie. Ale ta myśl przeraza mnie tak okropnie. Czy będę umiała żyć z taka decyzja? Czy będę go próbowała potem odnaleźć? Czy będzie szczęśliwy, czy mnie znienawidzi?

Jestem już tak słaba psychicznie, tak przeciążona tym wszystkim… Nie potrafię się przełamać i iść do psychologa. Nie potrafię powiedzieć komuś w oczy, że myślę o oddaniu własnego dziecka. Chciałabym z kimś o tym porozmawiać , ale nie mam z kim.

Może ci się spodobać również:
5 Komentarze
  1. Justyna pisze:

    Moze lepiej oddaj faceta komus innemu niz dziecko, niech Twoj świat znacznie kręcić się wokół właściwej osobki niz kogos takiego jak twoj facet, to ze byl w domu dziecka nie daje mu prawa zeby Cię tak trakrowac!
    Jak chcesz sprobowac to ratować to zaciagnij go na terapię, nie bedzie chcial to kopnij w d i myśl o dziecku

  2. Fkdkf pisze:

    Mialam jeszcze gorzej. Wybralam dziecko ,maly ma juz 3 lata.Nie mialam nawet chwili zawahania , facet ,czy dziecko.

  3. Anna pisze:

    Kochana, zapisz się do psychologa. On nie ocenia, a zdecydowanie może ci pomóc zrozumieć co się z tobą dzieje i dlaczego. Staniesz na nogi i świadomie podejmiesz decyzję co dalej.

    Sama mając niespełna roczne dziecko przeżyłam załamanie nerwowe i trafiłam do szpitala psychiatrycznego, żałuję tylko, że wcześniej nie poszłam na terapię, bo to bardzo dużo daje. Trzymaj się.

  4. Aga pisze:

    Dlaczego nie myslisz o tym, zeby zamiast oddać dziecko do adopcji , raczej rozstac sie z partnerem?
    Po co Ci ktos taki w zyciu, ktory nie jest odpowiedzialny za swoje czyny?
    Z Twojego postu wynika ze Ty chcesz zrobic tylko wszystko zeby uszczesliwic faceta, w ktorym nie masz wsparcia, a przede wszystkim caly ciezar spadl na Ciebie.
    Najwidoczniej masz problem z samoakceptacja. Powinnas zaczac od siebie, porozmawiac z psychologiem , bycie mama to najpiekniejszy dar jaki mozesz sobie wyobrazić. Ja tez jestem mama 1rocznego synka, nie wyobrazam sobie zeby go oddac, tylko dlatego ze partner okazał sie dupkiem.
    Na pewno znajdziesz jeszcze w zyciu kogos kto pokochocha Ciebie i Twoje malenstwo!
    Ale najpierw Ty musisz pokochac sama siebie!
    Trzymam kciuki za Ciebie i za to zebys smieci wyniosly sie same!

  5. S pisze:

    Może jest tak, że on też się boi. Pisałaś, że wychowywał się w domu dziecka. On nie wie jak powinna wyglądać rodzina. Na pewno nie próbuj zwracać na siłę jego uwagi, bo będzie inaczej. Musi się sam ogarnąć do tego, żeby Cię traktować jak partnerkę a nie jako problem, a jeśli tego nie zrobi to rozstanie i alimenty.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.