Siostra narzeczonego zatruwa mi życie

Serious woman gesture quiet sign in dark shadows. Closeup portrait. Black and white

Piszę do was anonimowo, bo na prawdę wysiadam już nerwowo i nie wiem co począć. Zacznę od tego, że jestem od sześciu lat w szczęśliwym związku. Wiadomo, mieliśmy wzloty i upadki ale kochamy się i wiążemy ze sobą przyszłość. Problem tkwi w mojej szwagierce. Siostra narzeczonego jest niezwykle toksyczną osobą-zazdrosna, wyrachowana materialistka dla której nie liczy się nic prócz forsy. Ma cudowną córeczkę, której nie poświęca w ogóle czasu, pędząc za pieniędzmi, których wciąż jej mało.

Jej mąż jest lekarzem, ona sama również ma dobry zawód, są zamożni a i tak wciąż jej mało i przez ro znęca się psychicznie nad mężem upokarzając go na każdej rodzinnej imprezie, że co to z niego za lekarz, który tak mało przynosi do domu… Wszystko zaczęło się od tego, że jej córeczka (1,5 roku) którą opiekuje się jej mama a moja przyszła teściowa, często „wyciąga raczki do mnie”, wiec naturalnym jest, że idę się z nią wówczas bawić, kiedy akurat jestem u nich, odciążając przy tym nieco teściową, która siedzi z nią cały tydzień i czasami ma już dość. Mała jest przy mnie i przy teściowej na prawdę grzeczna, bawi się, oglada ze mną książeczki, śpiewamy o gramy razem (jestem wychowawcą w żłobku, wiec mam wiele asów w rekawie 🙂 ). Szwagierka już wówczas dawała mi znać, ze wchodzę na jej terytorium i jest zazdrosna o córkę.

Wyjaśniłam jej, że nie ma powodu do obaw, że jestem tylko ciocią, która lubi małą i że nigdy nie zastąpię jej matki. Zaproponowałam nawet, że pokaże jej kilka fajnych, rozwijających zabaw, jednak ona stanowczo odmówiła, mówiąc, że nie ma czasu na takie „pierdoly” bo ona musi ZARABIAĆ. Okej, pomyślałam… do wczoraj było ok. Wczoraj dowiedziałam się, co o mnie na prawdę myśli… Rodzice narzeczonego zaoferowali nam pomoc w kupnie mieszkania (nic nie dostaniemy, to tylko pożyczka, spisaliśmy umowę i będziemy im co miesiąc płacić raty jak w banku tylko bez odsetek). I tu rozpętało się piekło… zaczęła podjudzać mojego narzeczonego, że jestem „gołodupcem” (w żłobku nie zarabiam kokosów to fakt, a moich rodziców nie stać na to, żeby nam coś dać, co ona uważa za normę, bo jej mąż dostał od swoich 200 tys) i że chce oskubać ich rodziców, co jest kompletną bzdurą, bo w życiu nie wzięłabym od nich złotówki. Po prostu nie dostalibysmy kredytu w banku, a że mieli taka możliwość, postanowili nam pomóc.

Ona dostała od nich 100 tys złotych na spłatę swojego mieszkania (bezzwrotnie, my spłacamy), a nadal uważa mnie za pasożyta, który żeruje na jej rodzicach i bracie. Przyznam, że choć kocham mojego faceta, myślałam wczoraj o rozstaniu, bo przez nią na prawdę czuje się jak nic nie warta przyczepka do bogatej rodziny…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.