Przez chorobę nie mam szans poradzić sobie w życiu

Ponad dwa lata szukam pracy, mam już dość. Nigdzie nie mogę jej znaleźć. Zacznę od tego, że mam 22 lata rocznikowo, mieszkam w małym mieście. Tak, jestem zarejestrowana w urzędzie pracy, na wizycie urzędniczka twierdzi programista, kucharka jakieś zawody nie dla pani. Wizyta za 3 miesiące koniec i tak za każdy raz.

Spojrzy w komputer 5 sekund nie ja pani nie pomogę. Tylko zacznę od tego, że choruje na epilepsje. Prawa jazdy nie mam. Niby praca jak sądzą tutaj jest ale zatrudnić nigdzie nie chcą gdy dowiedzą się o chorobie. Renta mi się nie należy, zasiłek żaden również. Neurolog twierdzi, że mam iść sobie towar dokładać. Byłam tutaj w moim mieście w kilku miejscach złożyć CV nie chcieli przyjąć do pracy stwierdzili to maszyny w ruchu to to, to tamto.

Innym razem w ogóle bez odzewu na moje aplikacje na ogłoszenia nawet na sprzątaczkę nie mam szans ,ponieważ wymagają doświadczenie. Ale gdzieś je trzeba zdobyć tak. Orzeczenie mam stopień lekki którego mi się zaraz ważność kończy i raczej mi nie przedłużą już był problem aby wystawić. Raz była szansa aby prace dostać lecz powiedział rekruter dostane ją gdy neurolog da zgodę na prace w nocy. I już były nici z pracy. Nie dostałam jej.

Moja choroba jest ale tak jakby jej nie było bo w sumie napady mam ale bardzo rzadko. Raz na dwa lata. Ale jednak trzeba powiedzieć. Nie chce mieć przez to problemów gdyby się coś stało. Była taka sytuacja, byłam w jednym zakładzie tutaj gdy tylko się dowiedziała ze choruje od razu było nie ma opcji na pracę. Ale miesiąc później pracę z epilepsją dostał kolega ze szkoły który tą chorobę przechodzi o wiele gorzej. Okazało się ze dostał ją oczywiście po znajomości. Ja niestety tych znajomych dużo nie mam 😕.

Wsparcia od rodziców też, ojciec pije, a matka mówi, że znajdziesz prace jeszcze. Mam już dość, chce wyjść do ludzi a nie być uwięziona w czterech ścianach w samotności. Rodzina mnie nienawidzi, jestem śmieciem dla nich bo nam sie nie przelewa matka ciągle pożycza i ciągle gadają a w szczególności jedna taka ciotka, że to moja wina bo nie pracuje bo mi się NIE CHCE.

Już psychicznie nie wytrzymuje tego. Mam nerwice. Schudłam dużo. Z czego ja mam żyć? Ostatnio znowu miałam napad przez to na tle nerwowym bo tylko mi dokuczają. Ale co ja za to moge. Na leki nie mam. Cały czas matka utrzymuje. A wszyscy tylko dobijają. Faceta narazie nie szukam może nie przez chorobę, a przez brak pracy bo wstyd. Nikt nie chce pomóc, nie wiem co robić naprawdę

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Divagor pisze:

    Hm… Po pierwsze wybacz jeśli jest to portal przeznaczony tylko dla kobiet i czujesz się niezręcznie, że odpisuje Ci tutaj facet = (. Po prostu… muszę. Mam zbyt podobne przeżycia i aż ciężko mi uwierzyć, że nie odpisała Ci do tej pory żadna osoba.

    Przykro mi słysząc zachowanie rodziców, którzy pozbawiają cię swoim zachowaniem resztki psychicznej energii przy pomocy której mogłabyś coś jeszcze zmienić. Problemy z znalezieniem pracy muszą przypominać tortury. Ja nazywam takie momenty “pętlą nieskończoności”- Człowiek ląduje w stanie w którym nigdy w życiu nie chciałby wylądować i ponieważ nie popełnia w zasadzie żadnych błędów, nie jest w stanie się z tego wyrwać. Ja wyrwałem się z tego zaczynając robić rzeczy które do tej pory uważałem za “błędy” (nie- nie popadłem w alkoholizm) i w pierwszym impulsie, po prostu uciekłem z domu… impulsie… No dobra- może niezbyt właściwe określenie. Kolega podszedł do mnie mówiąc, że ma do mnie słowo od Boga, że mam: “Wrócić do domu, spakować manatki i pojechać do innego miasta”. Jak się zacząłem zastanawiać do jakiego, to gdzieś 7 sekund później dostałem SMS od prawie nieznajomej osoby “Przyjeżdżaj do Warszawy”. Zrobiło to na mnie na tyle duże wrażenie, że po prostu to zrobiłem. Kolejne parę lat żyłem właściwie dalej bez pieniędzy (a to dostałem coś od babci, a to zrobiłem jakąś małą pracę dla kolegi lub poczęstowali mnie lokatorzy) i gloria chwały to to nie była… ale na dłuższą metę pomogło.

    Ja swojej pierwszej pracy szukałem 5 lat. Studiów nie zdałem właściwie przed nadgorliwość i nieszczęśliwe zbiegi wydarzeń. Mimo że starałem się tak, że nikt nie był w stanie mnie złapać na jakimś zaniedbaniu (jak na pół roku zrobiłem sobie pół godziny odpoczynku to miałem wyrzuty sumienia) i miałem już halucynacje ze zmęczenia, rodzina dalej twierdziła, że to że mnie wywalili i nie mogę znaleźć pracy, to wynik tego że się nie staram i robię sobie ich kosztem wakacje. Pamiętam jak pękło mi od tego serce i obecnie nie staram się już zadowolić nikogo, bo widzę, że i tak się nie da. Nie piszę tego by się poprzekomarzać, że miałem gorzej, bo uważam, że akurat miałem i mam dużo lepiej (w moim zawodzie moje choroby zasadniczo w ogóle nie przeszkadzają), ale abyś wiedziała, że “rozumiem” : (

    Nie wiem czy istnieje praca bardziej rozwalająca psychicznie niż szukanie pracy. Człowieka trafia już szlak po miesiącu, a potem niby żyje, ale jest martwy. Ludzie zazwyczaj pomagają tak, że tylko dobijają. Tymczasem nikt nie mówi rzeczy “podziwiam jak się starasz”, “próbujesz tak że na pewno się uda”, “jesteś wystarczający/wystarczająca”. Każdemu komu się udało (nawet jeśli an to totalnie nie zasłużył) zaczyna zachowywać się jak mentor. Myślą że pomagają… mimo że tak naprawdę sami się w ten sposób dowartościowują, bo nie ma szybszego sposobu na dodanie wartości sobie, niż umniejszenie wartości innych.

    Ja byłem już tak rozwalony psychicznie, że potrafiłem mieć paraliż (zastygłem z rękami w powietrzy podczas robienia na komputerze zlecenia i nie mogłem się poruszyć) lub dostać chwilowego upośledzenia. Teraz widzę że problem nie był we mnie.

    Wszyscy będą Ci mówić abyś była lepsza, bo sami nie chcą się dla Ciebie zmienić na lepsze. Mogłabyś pozbyć się wszystkich problemów psychicznych w przeciągu tygodnia, gdyby tylko ludzie zaczęli traktować Cię jak należy… ale tego nie zrobią. Ludzie zazwyczaj albo oczekują od innych, albo oczekują od siebie, a ci pierwsi żerują zazwyczaj na pokorności tych drugich, bo bez ich istnienia musieliby zwalać winę za wszystkie nieszczęścia na siebie. To co czujesz, nie powinno być nawet interpretowane w kategoriach problemów psychicznych, bo chorobą nie jest zachowywać się stosownie do sytuacji, ale na odwrót. Cierpienie ma motywować człowieka do zmian- To właśnie dzięki niemu wiesz, że coś jest nie tak i serio nie chodzi tutaj o pracę. Chcesz ją mieć by przestano Cię upokarzać. A jeśli ktoś cię upokarza, to nie dla tego że powinien, ale bo samemu chorobliwie boi się o własną wartość. Dobry człowiek nawet “śmieciowi” nie powie że jest “śmieciem”, bo w naturze dobrych ludzi jest podciąganie tego świata do góry, a nie wdeptywanie ich w dół.

    Może nie potrzebnie się opisałem i nigdy tego nie przeczytasz, ale jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że to przeczytasz i poczujesz się odrobinkę lepiej, to było warto.

    Trzymaj się!

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.