Przeszłam przez piekło

Cześć. Długo wahałam się czy w ogóle to napisać. Nie robię tego po to żeby ktoś mnie „głaskał” po główce tylko czuje potrzebę komuś się wyglądać. Nigdy nikomu nie mówiłam jak wyglądało moje życie. Może będzie to przydługie ale trudno…

Zacznę od tego, że jako malutkie dziecko byłam świadkiem przemocy ojca w stosunku do mamy. Miałam może z dwa lata a wyryło się w mojej pamięci wyraźne obrazy jak ja próbuje dusić, tłucze jej głowa talerze w zlewie czy jej fartuszek zakrwawiony w łazience. Później nie było lepiej. Ciągle przeprowadzki aż w końcu zamieszkaliśmy na dłużej. Ale spokoju dalej nie było. Ojciec wynosił siekierę z piwnicy i groził ze nas pozabija. Trzęsłam się ze strachu wiele nocy nie spałam bojąc się, że w końcu przyjdzie.

Upijał brata wódka, który też był dzieckiem w sumie byleby miał towarzysza. Mama nie miała nic do powiedzenia bo zaraz szły pieści a ja stałam w swoim pokoju w kącie i płakałam ze strachu, z bezsilności, trzęsąc się, nie mogąc tego opanować.

Potem poszłam do szkoły… Zawsze czułam się gorsza mimo, że mama dbała o nas jak umiała ja czułam się „brudna” zastraszona, głupia z upływem lat było tak samo. Mało się udzielałam, zawsze się kryłam, nie lubiłam odpowiadać na środku klasy czując na sobie szyderczy wzrok, że czegoś nie wiem lub że wyglądam gorzej niż rówieśnicy – brak markowych ubrań, nadwaga. Ciągle byłam gorsza śmiali się ze mnie nawet podobni do mnie ale mieli więcej odwagi niż ja.

Potem zaczęłam się kryć pod mocnym makijażem i zaczęłam wagarować. Miałam wąskie grono koleżanek, które tak samo jak ja miały jakiś bagaż doświadczeń w swoim towarzystwie mogłyśmy być sobą. Ale przez to zawalałam szkole… Ważne było, że mogę być w końcu sobą.

Po latach w domu się zmieniło jest tak jak powinno być zawsze. Szkoły nie skończyłam, przerwałam naukę w średniej szkole bo poszłam do pracy ale to odrębny temat… Teraz mam męża, dzieci które kocham nad życie. Nigdy nie pozwolę żeby czuły się jak ja.

Mam dobre życie, nie narzekam, nawet z ojcem się dogaduje całkiem spoko ale czasem przychodzą wieczory, że płaczę jak bóbr szlochając wracają obrazy z tamtych dni i znów w sercu jestem ta mała dziewczynka, która krzyczy a nikt nie słyszy. Wiem może zanudziłam ale to i tak nawet nie połowa historii kto chciał ten dotrwał. Dziękuję pozdrawiam.

Może ci się spodobać również:
2 Komentarze
  1. marta pisze:

    Idż na terapię, to ważne aby przepracować to pod okiem specjalisty. Tutaj nie pomoże przyjaciółka i rozmowy przy kawie. Musisz mieć kogoś, kto wskaże Ci drogę

  2. Joanna pisze:

    Na pewno wiesz o terapii dla osób po takich doświadczeniach. Każdy z takiego domu w ramach ubezpieczenia ma dostęp do pracy nad tym. Polecam poszukać terapii uzależnienia lub współuzależnienia, DDA czy AA w zależności od Twoich aktualnych trudności. Ja chodzę i widzę efekty. Dużo można też zrobić na 12 krokach.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.