Poród i macierzyństwo to ogromny stres dla kobiety

Długo zbierałam sie by napisać. Nie będzie to łatwy wpis. Z góry proszę o odpowiedź.
Jestem rok po porodzie. Aż rok. Ten czas dluzył mi się niesamowicie. To jeden z trudniejszych w moim życiu. Dziecko wszystko zmieniło. Świat wygląda teraz zupełnie inaczej.

Myślę ze za mało mówi się o macierzynstwie w sposób realny.

Najpierw depresja poporodowa. Ja ja miałam. Wstydzilam się przyznać.Psycholog bardzo mi pomógł. Kiedy byłam w ciąży, myśleliśmy ze ja przemecze się ten rok czy dwa potem wrócę do pracy.

Nie wiedziałam jaki to stres urodzić, potem zostać samej na noc na położnictwie z malutka. Jedna położna na oddziale na 15 łóżek. Żadnej pomocy ze strony personelu. I te napisy, tutaj,, rodzi się po ludzku”. Ściema. I pielęgniarka, która informuje mnie ze moje dziecko ma niedosluch. A godzinie później mówi że żartuje…

Potem wyjście do domu i strach. Te noce…

Najgorsza była ta 10 godzinna samotność podczas pracy męża. Ten brak pomocy ze strony najbliższych – dziadków – podczas gdy obiecywali że zawsze mogę na nich liczyć.

Dziecko pokazało mi jaka jestem słaba. Po 6-tym miesiącu przyszedł regres snu i dziecko potrafiło budzić się co 40 minut e nocy. Tak jest do dziś. Bywa lepiej, ale tylko bywa.

Pytanie o drugie dziecko przemilczam. Jestem zrażona. Nigdy więcej. Ostanie czego pragnę to kolejny potomek. Nigdy więcej ulewania, strachu o za krztuszenie. Gdy nie mąż, nie wiem czy dziś pisala bym tutaj.

Marzę by spać normalnie w nocy. Po roku takiego czuwania mam dość. 365 dni po kilka pobudek a rano uśmiechnięta buzia dziecka. I słowa pediatry że nic się nie dzieje. Ze tak może być do 3 lat. Pomijam kłótnie o malutka.

Czy kocham swoje dziecko? Kocham. Ale nie oszalalam na jej punkcie. Żyje w strachu bo wiecznie może byc coś.

I tak małe dzieci stały się moja trauma. Ciąża? Błagam… Potem ząbki, choroby. Wytrzymalam w pokoju cały rok . Każda kropkę na suficie znam jak wielki i mały wóz na niebie… Sprzątam dokładnie a i tak mała znajdzie jakiś paproch i się nim krztusi.

Dzisiaj wiem co znaczy kogoś urodzić i wychować. Pomijam pieniądze i tzw,, święty spokój.” Pomijam zły wzrok w pracy. Jestem mamą i w pracy nikt mnie nie chce. Bo mam małe dziecko.
Często myślę że ten pęd tworzenia pokoleń jest poprostu wątpliwe potrzebny. Później nikt Ciebie nie potrzebuje. Własne dzieci mają swoich rodziców gdzieś albo kłócą się o majątek. Po

Teraz wiem że bezdzietnosc to także życie.Kto je wybiera, nie jest egoista. Nie wchodzi w temat z który może go zwyczajnie przerosnac. Chylę czoła wszystkim świadomym. Mi tej realnej świadomości brakło.

To gorzki post.Moze kiedy spotka mnie coś pozytywnego, zmienię zdanie. Narazie jestem na nie.

Insomia.

Może ci się spodobać również:
3 Komentarze
  1. Ewe pisze:

    Współczuję. Ja myślałam, że to mnie przerosnie, bo sama jestem jak dziecko, bo lubiłam wcześniej imprezy, towarzystwo… Kiedy koleżanki mówiły, że też są w ciąży i się cieszyły z małej fasolki, mi było niedobrze. Bałam się, że popadne w depresję poporodowa, że nie pokocha dziecka, że będę je winić za zmęczenie. Jest ciężko cały czas w domu, to prawda, jest. Ale kiedy mój mały Skarb się do mnie uśmiechnie, to wiem, że bycie mamą, to najwspanialsza rzecz jaka mi się przydarzyła. Jestem zła na siebie za te myśli przed porodem. Szkoda, że nie masz w nikim oparcia, ja mam go bardzo dużo w mamie i moim narzeczonym… Dlatego mogę w pełni cieszyc się macierzyństwem. Ciąże też wspominam źle, nie mogłam chodzić, tak bolało krocze, reflux spać nie pozwalał. Ale teraz wiem, że przezylabym to jeszcze raz. Ale wiem też, że dużo mama mi pomogła na starcie, mogłam normalnie się wyspać, odpocząć… Tak, wsparcie to bardzo ważna rzecz. Mój narzeczony potrafił przyjść z pracy i powiedzieć, że mam się położyć odpocząć, bo po prostu rozumiał.

  2. Ann pisze:

    Również współczuję. Po pierwszym porodzie też miałam traumę, było ciężko ogarnąć siebie i dziecko, był strach że coś się może stac, było czuwanie w nocy, ból piersi i wszystkiego innego, tłuste włosy i kąpiele z elektroniczną nianią kiedy nie było nikogo do pomocy, ale zakochałam się bez pamięci i mimo tych wszystkich negatywów zdecydowałam sie na drugie dziecko. Było ciężko wiele razy, ale nie żałuję. Poświęciłam swoje ciało i dobre kilka lat życia i absolutnie nie żałuję. Każdy przypadek jest inny i przykre jest to, że masz tak złe odczucia na ten temat. Życzę powodzenia

  3. Asia pisze:

    jakbym czytała o sobie…. naprawdę wszystko się zgadza, mnie przez ciążę dopadła jeszcze poważna chorobę, ale pocieszę się moja głęboka miłość do dziecka rodziła się długo i w bólach, dopiero teraz po kilku latach odżywam i naprawdę cieszę się macierzyństwem i rolą matki, pokochałam moje dziecko bezgranicznie, cieszę się jego obecnością, rozmowami, nie mogę się nadziwić jaki jest wspaniały, strach nadal jest, ale z wiekiem coraz mniej go,a coraz więcej zwykłego szczęścia, czego i Tobie życzę:)

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.