Poproszę kubeł zimnej wody

Kobiety! Kobiety z klasą i honorem, znające swoją wartość, którą i ja byłam. Zjedzcie mnie, opierniczcie, postawcie do pionu.

Poznałam go rok temu na jednym z portali randkowych. Podchodzę z rezerwą do takich miejsc i raczej mój profil należy tam do nieco już martwych. Miła rozmowa, on zachwycony, 42 lata spoko. Kawa, jedna, druga, trzecia. Mnóstwo wiadomości codziennie, nawet jak nie odpisywałam to zaczepki, dość ostry sarkastyczny żart, ale mam dystans, co tam. Inteligentny, szuka poważnego związku z potencjałem. Duuuzo spotkań, spacery, u mnie, u niego. Zauroczony, miło.

W końcu zatrzymał mnie i zostałam na noc. Namawiał, nie wypuścił, przytulał. I wiadomo. Świetny seks, mega.

Na horyzoncie mój wyjazd służbowy na 3 tygodnie. Oczywiście wiedział, oboje nastawieni. Dalej seks u mnie, ale na noc nie chciał zostać. Oki. Potem spacery w nocy nad morzem i ostatnie spotkanie, przed wyjazdem, zaproponował spacer nocą, lasem i seks w lesie. No Oki fantazja dobra rzecz.

Ale po seksie w owym lesie on mówi, że następnego dnia ma do pracy na wieczór dopiero. No to ja, że jedziemy do niego i spędzimy te ostatnie godziny razem. Słyszę, że przecież jestem zajęta jutro przed wyjazdem, on w sumie też i wracamy każde do siebie do domu. Poczułam niepokój. Przy samochodzie założył ręce i powiedział “uważaj tam na siebie i trzymaj się”. Ała!

Pojechałam do domu, zameldował, że dojechał, a ja, oczywiście w gorącej wodzie kąpana, zapytał czy wszystko ok i czy coś z tego będzie, bo miałam wrażenie, że ostatni dzień chodziło o ten seks.

Puszka Pandory. A go zraniłam, a smutno, a to ja oczekiwałam seksu itp. Przeprosiłam i poprosiłam o rozmowę następnego dnia na żywo, żeby przed moim wyjazdem wyjaśnić. Odmówił, bo on nie lubi rozmawiać w emocjach. Zasmarkana i przestraszona musiałam wyjechać. Napisał, że mu zależy na mnie i jak wrócę to zaczniemy od nowa, bez sensu. Oki. Buziaczki, serduszka, wyjechałam.

Wracam po 3 tygodniach, liczę na spotkanie, ale on nie może.. Raz, drugi, trzeci.. Rozmowy tylko na WhatsApp, bo on nie lubi rozmów przez tel. Pytam więc, przez tego pieprzonego WhatsApp pisze co się dzieje. On, że ma obawy, bo ja wyjeżdżam służbowo, odległości i przerw… Mówię, że ok, że mogę “manipulowac” wyjazdami, ale nie chciałam tego deklarować tak wcześnie.. No nic. Dużo pisania, spotkania brak.

W końcu wieczorem jednego dnia pisze mi, że chce mi coś powiedzieć ale musi to ładnie ubrać… Mówię ja pikole, zaraz dostanę “co by o Tobie na mieście nie mówili, jesteś spoko. Spadaj.” I czekam. Dzień, drugi, trzeci, piąty. Nic.

W końcu zaproponował kawę. Poszliśmy na spacer. Powiedział, że Kobiety dziś tak mają, że chcą seksu, a potem pretensje. Ała. Wyjaśniłam, że poczułam dystans na bla i wywaliłam jak krasnal z rabarbaru. Ostatecznie ja przeprosiłam, on też i zaczynamy od nowa, ocieplamy relacje. Oki.

Tydzień pisania, dwa, trzy, piec.. I pytam czy się spotkamy, proponowałam obiad, kawę, wino. Ciężki czas w pracy, pogoda zła, cytuje “chorutki”, problemy ze snem. Po dwóch miesiącach napisałam mu wywód, że bez spotkań nic nie zbudujemy. Tak, przepraszam, masz racje.. I nic. Ciągle mówi, bądź cierpliwa, uwierz, chce Cię poznawać, jeszcze trochę…

Na Święta wysłałam mu życzenia i nerwowo zareagowałam na jego sarkastyczny żart. Stwierdził, że on mnie nie rozumie i na razie mogę być tylko koleżanka. Dramaaaaa. To ja mu, że chyba wypadłoby to zakończyć na spotkaniu po ludzku. Oczekiwałam rozmowy, ale po co. Dostałam to info przez WhatsApp.

Zajebiscie mówię. A on mnie na masaże zapraszał, to Mówię, że koledzy mi nie robią masaży, to nie znam się na żartach i on też mi przecież nie robi
.. no fakt, ale zaczęłam świrować, że daje mi sprzeczne komunikaty i, żeby się zdecydował. Wtedy powiedział, że naciskam i on się boi.

W międzyczasie wrócił na profil randkowy i aktywnie deklarował chęć związku. Jednocześnie do mnie codziennie dzień dobry, dobranoc, żarty tiru riru. Mówię kurde, albo się poznajemy i coś budujemy albo jesteśmy kumplami, a ja z kumplami nie pisze codziennie. I mu tłumacze, że mi ciężko, bo się zaangażowałam, a on, że naciskam.

Jednego wieczoru mówię mu, że to koniec, albo się spotykamy albo kończymy relacje. On czuję presję, ciężki czas, itd. Mówię, zabijcie mnie teraz jadę i pogadamy normalnie. I pojechałam. Ale mnie zjechał, że nie byliśmy umówieni, że jestem toksyczna, że on spokojny, że do mnie nie dociera. Wbita w ziemię wróciłam do domu.

I teraz w skrócie. Sytuacja jest taka, że ja milczę parę dni, on się odzywa. Chwilę pogadamy, ja wylecę z jakimś pytaniem jak samopoczucie, jakie plany na wakacje, a on mi, że nie jedzie, bo nie ma z kim.. I pocisk i rycze i beczę, dramaaaa

Ratujcie. Jestem nienormalna. Gość ma wylane, a ja mu trzymam palec w tyłku i jak z jajem się obchodzę, bo on się obraża.

Dajcie mi siłę, jutro psycholog, nie odzywam się, ale zerkam na telefon, przyznaje. Jestem psychiczną? Gdzie mój instynkt samozachowawczy? Zrównał mnie z ziemią, dal mi do zrozumienia ileś razy, że nie jestem taka, jakiej on oczekuje. Więc, jak jakąś psychiczną próbuje udawać kumpele, ale jak mówi, że nie ma z kim jechać na wakacje czy iść na kawę to mi idzie po kręgosłupie. Nieprawidłowo reaguje, ale ciężko mi to opanować. Help. Czy jest na sali lekarz?

Aa dodam, że historia trwa prawie rok. Wtf!

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.