Po co brałam ten ślub…?

Jestem w 6letnim związku. Od początku było pod górkę. Typowa niezgodność charakterów, inne wizje na przyszłość, inne oczekiwania od życia. Cholernie trudne kłótnie, z wyzywaniem się nawzajem, z wybuchami. Awantury od lat o to samo, nie jesteśmy w stanie dojść do kompromisu, bo i tak wszystko musi być jak on chce. Byłoby się bardzo łatwo rozstać, gdyby nie fakt, że naprawdę się kochamy, ale to wszystko wokół przyćmiewa miłość. Po paru latach związku się rozstaliśmy, ale tylko na 3 tygodnie… Teraz mamy wspaniałe dziecko, jesteśmy parę tygodni po ślubie, a ja zamiast się cieszyć, że jestem świeżo upieczoną mężatką to chodzę i płaczę. Są rzeczy na których mi bardzo zależy, on daje zakazy i straszy rozwodem. W odwecie robię dokładnie to samo. Ciężko się z nim dogadać w wielu sprawach. Oczywiście według jego mniemania to ja jestem problematyczna, a on krystaliczny. Poniekąd bym chciała żeby zobaczył, że z inną kobietą nie będzie mu wcale 'łatwiej’, bo w nim też tkwi problem, no chyba, że całkowicie mu się podda- to będą żyli jak w bajce (oczywiście jego bajce). Sama mam sobie za złe, że tkwię w tym związku, że wróciliśmy do siebie, że wzięłam z nim ślub. Gdyby nie było tych cholernych uczuć byłoby dużo łatwiej. Gdyby była możliwość jednokrotnego powrotu w czasie, to bym to wykorzystała do czasu poznania się z nim.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.