[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"] [advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Pies ważniejszy ode mnie?

czesc dziewczyny. tez mam problem z relacjami z paetnerem. polaczyla nas sympatia do psow. kazde mieszkalo osobno ze swoim. kilka miesiecy po poznaniu zaczelismy sie starac o bobasa. jestem w ciazy, co oboje nas cieszy.

zamieszkalismy u partnera, bo ja wynajmowalam. dogadujemy sie swietnie w prawie wszystkich kwestiach. niestety ta nasza wspolna pasja do psow zaczela nas dzielic. przy jakiejs bojce psow partner stwierdzil ze moj go ugryzl i ze jako jest agresywny to trzeba go oddac i nie ma do niego wstepu.

moj pies odszedl do rodzicow. dodam ze moj to prawie piecioletni maly pies, a on ma szczeniaka owczarka. malutkie mieszkanko, kawalerka przerobiona na 2 pokoje. dziecko w drodze i 40 kilo dlugowlosego szczeniaka. cos tam go szkoli, behawiorysci etc. jednak pies to szczeniak. szczeka w roznych godzinach. nie ma chwili spokoju, pozjadane rozne przedmioty, odgrodzone wypoczynki, buty w miejscu czapek. ciagle sie chce bawic, rzuca czyms zywotna bestia.

doszlo juz do tego ze zaczynam czasami dostawac jakichs atakow histerii po tym jak za dlugo jestem z nim sama. z lazienki sam wychodzi. partner zamontowal kratke w przedpokoju, to troche tam jest spokoju na zmiane z wyciem i szczekaniem. jedyny moj sposob zeby od tego odpoczac jak juz jestem na skraju wytrzymalosci to wyjsc bo nie mam nic innego…

zaczelam coraz czesciej jezdzic do moich rodzicow, bo tam mam swiety spokoj. po urodzeniu dzieciaczka ma go oddac na 3 miesiace, a w miedzyczasie mysli zeby szybko kanadyjke gdzies wybudowac, ale narazie to nawet kredytu nie mamy wiec wiadomo ile to zejdzie…

bylismy z tym u terapeutow. razem i osobno, no i ciagle lipa. probowalam polubic a przynajmniej zaakceptowac, ale jak slysze jego szczekanie to az mnie ciarki przechodza i cala sie spinam. to tak sobie rosnie i rosnie we mnie flustracja. nawet jak widze nasz blok to juz mi sie tak ciezko tam idzie.

juz piaty miesiac, a my sie zremy o psa. ciagle gadamy o tym i szukam jakichs rozwiazan, ale miedzy nami jest fajnie i to coraz lepiej, az do kolejnej klotni o owczarka. mamy po 34 lata a czuje jakbysmy mieli po 15 jak zaczyna sie temat siersciucha. czuje sie cxasem jakby ten pies byl wazniejszy ode mnie, a on mowi ze czuje sie niedoceniony jesli tak mowie bo sie stara. i ja to widze, ale to ja siedze z jego psem na zwolnieniu ?

ehhh… prosze go zeby znslazl miejsce dla niego az nie bedziemy mieli warunkow, ale to nie jest latwe bo to kawal dlugowlosego psa… i zamiast cieszyć sie ciaza ciagle klotnia o psa…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.