On przedstawia mi całą listę głupich argumentów przeciw kolejnemu dziecku

Hej dziewczyny. Chciałabym zapytać was o zdanie w ważnej dla mnie sprawie. Proszę tylko, nie robicie ze mnie tej 'zlej’, która kogokolwiek do czegoś zmusza. Od zawsze chciałam mieć 2 dzieci o czym dobrze wiedział mój mąż. Po ślubie okazało się, że mamy trochę inna wizję przyszłości – ja chciałam żebyśmy zostali rodzicami, on chciał poczekać dwa, trzy lata.

Zgodziłam się poczekać, nic na siłę. Z czasem mąż zaczął zmieniać zdanie, zaproponował abyśmy stworzyli listę rzeczy, które trzeba zrobić przed dzieckiem, a po jej wypełnieniu mieliśmy zacząć się starać. Pomysł mi się spodobał bo pokazywał na czym stoimy.

Gdy połowa listy była zrealizowana, mąż znowu zmienił zdanie i stwierdził, że nie ma sensu czekać, chce dziecka. Po 2 miesiącach byłam już w ciąży, urodziła nam się dziewczynka. Nie miałam jakiś konkretnych wyobrażeń co do macierzyństwa ale przez pierwsze 2 lata życia córki nie wyobrażałam sobie mieć kolejnego dziecka, jednak po 3 urodzinach stwierdziłam, że jestem już gotowa.

Nie wiedziałam jednak jak do tematu podchodzi mój mąż. Mając w głowie jego podejście przy pierwszych staraniach, zaczęłam nieśmiało temat, powiedziałam, że chciałabym drugie dziecko, zapytałam co on na to. Chciał się zastanowić i wrócić do tematu więc powiedziałam, że poczekam. Czekałam dzień, dwa, tydzień, kilka tygodni, aż po kilku miesiącach znowu podjęłam się rozmowy.

Mąż przyznał, że pamiętał ale bał się zacząć bo ma inne wyobrażenia niż ja. Z rozmowy wyszło, że nie chce kolejnego dziecka. Bardzo mnie to zasmuciło, poczułam się źle potraktowana bo zamiast od razu dać mi to do zrozumienia milczał robiąc mi nadzieję. Przepłakałam dwa dni, uznałam, że to nie w porządku, wróciłam do rozmowy aby wytłumaczyć mu jak się czuje.

Mąż mnie wysłuchał po czym oznajmił, że nie jest definitywnie na nie, źle go zrozumiałam. Po prostu nie jest zdecydowany ani na za, ani przeciw. Zaskoczył mnie ale i napawał optymizmem, że nasza rodzina się powiększy, do tematu mieliśmy wrócić. Minęły kolejne miesiące, tematu jak nie było, tak nic nie sugerowało, że się pojawi. Źle się z tym czułam, że jak by się wydawało, normalny temat miedzy małżeństwem kosztuje mnie tyle podchodów jednak znowu zaczepiłam o to męża.

Tym razem był bardziej konkrety jednak przedstawił mi same argumenty na nie, łącznie takie, które mogą się w ogóle nie wydarzyć. Byłam w lekkim szoku bo ostatnio tłumaczył mi, że nie jest na nie, a tu tym razem wyszło, że jednak jest. Poczułam się oszukana, nie poinformował mnie sam z siebie, że widzi to inaczej, ja cały czas się łudziłam. Tym razem pokłóciliśmy się – on doskonale widział, że chce kolejnego dziecka ale wolał to przemilczeć niepytany. Zabolało mnie jego podejście do tematu.

Oczywiście nie zmuszę go do niczego ale raz jest na tak, zaraz na nie i tak w kółko. Miesza mi w głowie. Po kilku cichych dniach, chciałam się pogodzić, męczyła mnie atmosfera w domu. Pogadaliśmy, znów usłyszałam, że on nie jest ani na nie, ani na tak. Lista argumentów przeciw miała mi je uzmysłowić bo lista na tak jest oczywista..

Powiedziałam, że to nie jest tak, że ja się nie boję, że ja nie myślę o tym co może być nie tak. Myślę ale jednocześnie chce tego dziecka, podchodzę rozsądnie do tematu. Zrozumiał. Po raz kolejny nie chcąc wywierać presji, dałam znać, że poczekam aż sam wróci do tematu. Póki co, nie wrócił, a ja nie wiem co myśleć.

I tutaj pojawia się moje pytanie: czy w takiej sytuacji nie lepiej w ogóle odpuścić? Z pierwszym dzieckiem też widzieliśmy to inaczej ale on nagle zmienił zdanie. Tutaj nie sądzę żeby do tego doszło tak po prostu jak wtedy.. Cały czas mam wrażenie jakbym coś na nim wymuszała. Niby mówi, że gdyby zdarzyła się nam wpadka, byłby szczęśliwy ale przecież widzę, że sam z siebie nie myśli o dziecku. Nie wiem czy nie miałabym poczucia, że kolejna ciąża to wynik wymuszenia tego na nim. Sama nie wiem. Mam dość tego zawieszenia..

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.