Odważyłam się spróbować czegoś innego

Kochane pomóżcie. Od dwóch lat mieszkam w Holandii. Jak większość przyjechałam tu za chlebem. Nie jest łatwo, ale też nie tak, ażebym narzekała na pracę. Jest całkiem ok. Prawie wszystkie oszczędności wysyłam do Polski mężowi, który razem ze swoją matką opiekuje się naszymi dziećmi. Jeden mój skarb ma 6, a drugi 4 latka.

Boli mnie to, ale nie ma zbytnio wyboru, bo mąż nie bardzo garnie się pracy, za to lubi oglądać filmy, grać w różne gry na konsoli, a wieczorami, kiedy dzieciaki już śpią, popija z teściową za nasze zdrowie. Wiem, że brzmi to patologicznie, ale wpływ jaki ma nasze dzieci, jest wręcz zbawienny. Uwielbiają go na tyle, że czasami jestem zazdrosna, że wybierają jego, a nie mnie.

Nie odpuszczają go na krok, przebywają z mężem praktycznie cały dzień, nawet kiedy jestem w domu. Wszędzie za nim chodzą, cały czas coś razem robią. Może jakby było inaczej, to mocno bym przemyślała ten wyjazd za granicę. Prawdopodobnie zostałabym w kraju, a nawet dawno byłabym po rozwodzie. Nie wiem, bo ciężko mi to sobie wyobrazić.

Więc mimo wszystko, że mąż nie pracuje, nawet przyznam szczerze, że jest zwykłym nierobem z zadatkiem na alkoholika, to we względu jak bardzo kochają go dzieciaki, to w życiu nie zamieniłabym go na żadnego innego. Ale, no właśnie ale…

Na co dzień pracuje z kimś wyjątkowym. Od początku, a w zasadzie od pierwszego dnia zobaczyłam bratnią duszę. Z nikim wcześniej lepiej się nie dogadywałam. Po jakimś czasie, ta osoba zaprosiła mnie do siebie. Wypiłam drinka, chyba nawet dwa. Kiedy zabawa się rozkręcała, zostałam poczęstowana słynną marihuaną. Nigdy wcześniej nie paliłam, bo bałam się, że zwariuje, ale jak się okazało moje obawy były nad wyraz niepoważne.

Świetnie się bawiłam. Zapaliłam ponownie. Po drugim byłam tak zrelaksowana, że niemalże odleciałam. Śmiechy, chichy, wariacje. Pojawiały się różne myśli, także te niepoważne. Skończyło się na tym, że zaproponowałam obejrzenie jakieś niewinnego świństewka. No i zaczęło się. Jeden, drugi, trzeci seans. Piękne kobiety i wspaniali mężczyźni. Wczułam się tak intensywnie, jakbym to ja się tam kochała. Po jakimś czasie, tak się rozgrzałam, że nawet nie wiem kiedy, wylądowałyśmy na podłodze w miłosnym uniesieniu. Było wspaniale.

Seks jaki miałam wcześniej z moim mężem, to jak pocieranie się dwóch suchych desek w trybie sprintu. Ledwo się zaczęło, a już trzeba było kończyć, a potem on wracał do swojej konsoli czy też innych popierdółek, jakbym była tylko jego zabawką, którą może używać do woli, jak chce i kiedy chce. Tu było zupełnie inaczej. Ta delikatność, czułość, a zarazem niespotykana wcześniej dynamiczność wręcz brutalność, spowodowały, że pierwszy raz doświadczyłam tak potężnego uniesienia.

Jedno po drugim, a potem przestałam liczyć. Zrozumiałam, że o seksie praktycznie nic mi nie wiadomo, a jak się później okazało to dopiero początek. Przecudowne uczucie, aż zaczęłam współczuć osobą, które nigdy tego nie doświadczyły. Potem słodki sen. Do tej pory nie wiem, czy to nowe doświadczenie seksu, seksu z kobietą, czy marihuana dała o sobie znać? A może jedno i drugie? Obudziłam się pierwsza. Czułam, że używka jeszcze lekko płynie we mnie, delikatnie mnie od środka łaskocząc.

Wpatrywałam się w moją partnerkę, widząc w niej samą siebie, a kogo bardziej nie kochać, jak swoje odbicie w lustrze? Od tamtej pory jesteśmy razem. Jest cudownie. I co teraz? W bólu zostawić miłość, wracać i zapomnieć, traktując to jak niewinny wygłup, czy zostać?

Ściągnąć podstępem dzieciaki, licząc na to, że zaakceptują drugą mamę? Serce podpowiada abym wszystko co kocham miała przy sobie, nie patrząc zbytnio na resztę. Ale czy to nie zgubna emocja? Liczę na waszą pomoc.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.