Obiecanki cacanki, a głupiemu radość

Dziewczyny, może sprawa jest trywialna, ale chce poznać wasze opinie. Ja i mój partner mieliśmy odłożone trochę pieniędzy – każde po równo , wiec nie wchodzi w grę, że ktoś dał do puli więcej, ktoś mniej. Pojawił się z mojej strony temat kupna samochodu za 1/4 całkowicie odłożonej kwoty czyli do ok 15000. Nic super drogiego czy luksusowego – ot cos na chodzie w miarę sprawny. Mój obecny samochód wymaga napraw, które zdecydowanie przekraczają jego wartość.

Partner narzekał, że po co mi nowe auto i nie wyraził zgody na zakup, dlatego przypomniałam mu, że skoro płacimy jego raty za jego samochód (ok 1,500 tys mies) to również chciałabym mieć auto, na którym mogę polegać bo obecnym swoim autem w trasę dłuższa nie odważyłabym się jechać.

Tu zostało mi poniekąd zaznaczone, że jakie ‘my’ płacimy, przecież ratę za samochód płaci z własnej wypłaty. No tak, rata idzie z jego konta , tylko, że mimo, że mojego dochodu jest więcej niż on zarabia (niewiele więcej ale powiedzmy o ok 1000zl więcej niż jego) to ja na ratę nawet w połowie takiej wysokości co jego nie jestem w stanie sobie pozwolić.

Zaznaczę tu, że ja co miesiąc zajmuje się opłacaniem rachunków i robieniem większych zakupów, partner przelewa mi na to co miesiąc stałą kwotę. Ta kwota pokrywa co prawda polowe rachunków , ale na zakupy nie zostaje nic i musze robić już ze swoich pieniędzy. Także ja opłacam pół rachunków plus praktycznie całość wyżywienia na miesiąc, a partner tylko polowe rachunków. Stad on może sobie pozwolić na ratę, a ja nie.

Ale wracając, gdy nie zgodził się na kupno samochodu, zaoferował, że po prostu ubezpieczy mnie na swoje auto i będę mogła brać jego samochód. Zgodziłam się, bo było to jakieś rozwiązanie. Temat samochodu został zatem zażegnany, a oszczędności spożytkowane w zamian na jakieś inne cele z czasem.

Problem polega na tym, że teraz kiedy chciałam pojechać do przyjaciółki oddalonej o 3h drogi, on powiedział, że samochodu mi nie da. Jego samochód to jego oczko w głowie i powiedział mi, że nie mam na tyle doświadczenia (prawo jazdy tylko 2 lata) żeby on mi to swoje mienie jak to nazywa powierzył.

I teraz zostałam bez samochodu , mimo wcześniejszych zapewnień, że po co kupować nowy skoro mogę prowadzić jego auto. Po ostrej wymianie zdań powiedziałam, że w takim razie cała kolejna wypłatę przeznaczam na zakup swojego auta i nie interesują mnie rachunki jedzenie itd , bo czuje, że postąpił ze mną nie fair.

Jego odpowiedz: jak przeznaczysz cała wypłatę na auto, to będziesz sobie to auto jeść. Dziewczyny jak z nim rozmawiać żeby moje argumenty dotarły, bo mi już ręce opadają. Chciałam kupić z oszczędności – źle, chce pożyczyć jego – źle, chce kupić z wypłaty swój – tez źle. Czuje się zmanipulowana. Kocham go, ale nie mogę ciągle iść na ustępstwa swoim kosztem. Tylko, że do niego nic nie przemawia.

Może ci się spodobać również:
2 Komentarze
  1. Onia pisze:

    Partner bardzie ceni sobie pieniądze i rzeczy materialne niz Ciebie, Twoje bezpieczeństwo i wygodę. Skoro są jakieś odłożone pieniądze to powinnaś po prostu samochod kupic i tyle. Ja mam prawo jazdy 3 lata i gdy moj samovhod się popsuł i byliśmy na etapie szukania nowego, to ja jeździłam jego autem (nowe z salonu) przez 3 msc , a on kupil za 1500zl jakiegoś grata aby tylko się turlał. Jak się okazało że jest moje wymarzone auto, ale przekracza moj budżet to po prostu wyjął swoje pieniądze z oszczędności i dołożył, zasponsorowal tez pierwsza wizytę u mechanika, wymianę drobnych części, OC. Bo dla niego moje bezpieczenstwo jest ważniejsze niż jakiekolwiek pieniądze.

  2. M. pisze:

    Partner to nie mąż. Zlikwidować wspólne oszczędności. Podzielić na pół, a zakupy każde robi swoje, rachunki wspólnie, jeśli chce dalej być z Tobą po takim podziale, to sukces. Jeśli nie, nie jest tego wart. Wzbogaca się Twoim kosztem, a zobowiązań żadnych. Wygodnicki, jak każdy facet.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.