Nie umiem pokochać dziecka

Imiona są zmienione
Jestem ojcem rocznego Sebastiana. Cóż, w zasadzie to nie mój biologiczny syn, ale zacznę od początku. Od zawsze byłem tzw. “prolife”. Nie akceptowałem aborcji w żadnym wypadku.

Ewentualnie w przypadku zagrożenia życia kobiety, ale i to w ostateczności. Przez moje poglądy związek mi się rozpada. Z Marzeną jestem już 5 lat. Byłem z nią bardzo szczęśliwy. Kochałem ją do szaleństwa. Jednak przyszedł moment kiedy wszystko zaczęło się walić. Marzena została zgwałcona. Nie zapomnę jak przyszła do domu cała zapłakana w podartych ubraniach.

Roztrzęsiona, przerażona. Od razu zabrałem ją do szpitala. Złożyła zeznania na policji. Poprosiła żebym kupił tabletkę po. Zrobiłem to choć niechętnie. Następne miesiące to był koszmar. Marzena nie mogła dojść do siebie, widziałem jak cierpiała. Ja też się męczyłem Chciałem jej pomóc, ale nie potrafiłem. W dodatku tabletka nie pomogła. Marzena zaszła w ciążę. To był kolejny cios. Uznałem, że muszę zachować się jak mężczyzna i wziąć odpowiedzialność za niewinne dziecko. Marzena była innego zdania. Chciała usunąć. Wszystko zaczęła planować. Ja się na to nie godziłem. W końcu to nie wina dziecka. W akcie desperacji wykrzyczałem jej, że powiem wszystko na policji i rozpowiem całej jej rodzinie, że zabiła swoje dziecko. Pomogło, chociaż nie było lekko. Przestała mi ufać. Teraz gdy o tym wszystkim myślę, stwierdzam że byłem idiotą. Żałuję że nie pozwoliłem jej usunąć. Wiem że to podłe, ale tak jest. W większości to ja zajmuję się Sebastianem, ale nie potrafię mu okazać uczucia. Zawsze w głowie mam to, że to nie moje dziecko. Marzena czasem patrzy na syna z tak ogromną nienawiścią, że boję się zostawić ich samych. Zajmuje się nim mechanicznie, bez uczuć. Nie przytula go, nie całuje. Myślałem, że po urodzeniu będzie inaczej i zaopiekuje się dzieckiem. Niestety stara się go unikać, przez co większość obowiązków spada na mnie. Między nami też się nie układa. Przez swoje durne poglądy zniszczyłem wszystko. Marzena już mi nie ufa i nie dopuszcza do siebie. Psychoterapia nie pomaga. Zastanawiam się ile wytrzymam. Chyba odejdę. Tak wiem, jestem tchórzem, ale nie potrafię inaczej.

Może ci się spodobać również:
3 Komentarze
  1. Fiołek pisze:

    Rozumiem, że to trudna sytuacja.
    Uważam, że to dobrze że dziecko ocalało. I miałeś racje to nie wina dziecka. Fakt, źle się zachowałeś grożąc rozpowiadaniem.
    Z tego wyznania można wywnioskować, że brakuje między wami komunikacji. Moim zdaniem to jedna z najważniejszych rzeczy. Wsparcie, miłość, komunikacja. Może dobrze byłoby wybrać się razem na terapie? Broń Boże, nie uciekaj od nich. Bądź odpowiedzialny. Twoja kobieta cię potrzebuje.

    1. Ewa kwiat pisze:

      Jesli odejdziesz to noe zapomnij zabrac ze soba tego dziecka. To dziecko gwalciciela, ty tego nigdy nie zrozumiesz. Dzieki twoim glupim pomyslom gwalciciel jest zawsze z twoja partnerka. Ona w tym dziecku widzi gwalciciela i slusznie bo to jego dziecko. Zabierz to dziecko ze soba bo to ty ja zmusiles do urofzenia, wiec bierz to na klate. Widok tego dziecka to cofzienne, ciagle przypominanie jej gwaltu. Gratuluje zniszczenia jej psychiki.

  2. Izabela pisze:

    Czy nie myślał Pan żeby oddać chłopczyka np. do rodziny zastępczej lub adopcji ?
    On ma prawo do wychowywania się w rodzinie, która okaże mu miłość.
    W której będzie czuł się ważny i bezpieczny.
    Jest pewna rodzina, która zna historię Sebastianka i nie wykluczone, że mogłaby stworzyć mu wspaniały, pełen ciepła dom.
    Chłopczyk ma prawo do szczęśliwego dzieciństwa.
    Proszę to przemyśleć…
    Poniżej kontakt do mnie:
    iza_szczesna@onet.eu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.