Nie chcę żeby moje dziecko miało taką babcię

Wywodzę się z domu w którym mimo, że rodzice pracowali wiecznie słyszałam, że nie ma pieniędzy. Oczywiście na rachunki, jedzenie i papierosy zawsze było ale jak potrzebowałam pieniądze na nowe ciuchy to zawsze słyszałam, że nie ma. Odkąd w sumie pamiętam zajmowała się mną babcia i to z nią miałam zawsze świetne relacje, rozmawiałam o wszystkim, zawsze mogłam liczyć na jej wsparcie. Kochałam ją najbardziej na świecie.

Konflikty między mną a moją rodzicielką zaczęły narastać właściwie w okresie buntu młodzieńczego. Ja sama dość szybko dorosłam i w wieku 16 lat poszłam dorywczo pracować, żeby mieć pieniądze na swoje wydatki. Od momentu zakończenia liceum, poszłam do pracy i w między czasie skończyłam zaoczne studia. Od momentu podjęcia stałego zatrudnienia musiałam się dorzucać do swojego utrzymania.

Z czasem w moim życiu pojawiali się kolejni partnerzy, wyprowadzki z rodzinnego domu (każdorazowe awantury ze strony matki, że zostawiam ich bez pieniędzy, że myślę tylko o sobie, nie patrzę za co oni będą żyć), powroty po rozstaniach. Kilka lat temu poznałam swojego obecnego partnera, zaręczyliśmy się, kupiliśmy mieszkanie, nasza rodzina powiększyła się i tu zaczęły się schody.

Całe życie wysłuchiwałam od matki jaka to jestem niesamodzielna, że daje sobą manipulować, nie mam własnego zdania, dobrze płatną prace mam tylko dlatego, że “głupi ma zawsze szczęście”. Bardzo długo wpuszczałam te obelgi 1 uchem a wypuszczałam 2 bo i tak wiedziałam, że wszystko co mówi nie jest prawdą. Moja cierpliwość skończyła się wraz z początkiem obecnego związku – bo nie dość, że obrażała mnie to zaczęła też obrażać mojego partnera. Zaczęła przytyki, że kupiliśmy mieszkanie bez konsultacji z nią (kredyt spłacamy sami), że jak mogłam kupić tak drogie mieszkanie, etc.

Kiedy zaszłam w ciąże to non stop wysłuchiwałam, że dziecko mi odbierze bo ma się wychowywać w normalnym domu, że nie nadaje się na matkę bo jestem nie odpowiedzialna (powiedziała kobieta, która przez ost. 9 lat nie pracuje). W którymś momencie zaczęłam się po prostu stawiać i mówić co myślę na temat jej zachowania. Skutkowało to tym, że miałam 2 tygodnie ciszy i spokoju, potem przez kolejne 2 tygodnie udawanie, że nic się nie stało i bycia miłym i znowu historia się powtarzała.

Mimo, że mieszkamy w 1 mieście matka czasami przez miesiąc albo więcej nie ma czasu żeby przyjść do nas (oboje z partnerem pracujemy), wydzwania potem do mojej siostry i opowiada jakieś niestworzone historie, że izoluje ją od mojego dziecka). Potrafi przyjść do mojego domu, non stop się o coś czepiać, mówić do mojego dziecka jakie to jest niegrzeczne mimo, że tak nie jest. Że jak to roczne dziecko jeszcze w pampersy się załatwia, że jeszcze nie mówi,etc.

O cokolwiek nie zwróci się jej uwagi to nigdy nie jest jej wina (moje dziecko prawie spadło ze schodów bo przecież ona się tylko na chwile odwróciła a dzieciak bezczelnie wyszedł z pokoju !?). Awantury, że nie chce zabierać dziecka na pogrzeby, stypy, bo to świetne miejsce do spędzania czasu z nią. Po wszystkich tego typu sytuacja stwierdziłam, że nie będę dłużej walić głową w mur i rozmawiam tylko z moim tatą.

Przez kolejne 2 miesiące od tej sytuacji ze schodami była zbyt “zajęta”, żeby przyjść odwiedzić wnuczkę. Umówiłam się pewnego dnia z tatą na godzinę 10.00 bo popołudniu musieliśmy coś załatwić i nie było nas w domu. Zjawili się o 15.30 bez żadnego wcześniejszego telefonu czy chociaż by smsa i kolejna awantura, że się umawiam i wychodzę z domu ! Więc powiedziałam, że umawiałam się ale na 10 a nie na 15.30. Zostałam po raz kolejny obrzucona obelgami, że problemy jej robię i przeze mnie nie widuje wnuczki. Po przytoczeniu argumentów, że to ona nie przyszła bo się źle czuła/nie chciało jej się/etc jak zwykle zamilkła. Spytała kiedy może przyjść, powiedziałam, że następnego dnia – oczywiście nie przyszła.

Od jakiś 6 miesięcy pisze do mnie tylko jak coś potrzebuje – bo jest chora , bo trzeba coś załatwić, wydrukować, sprawdzić w internecie. Zero zainteresowania czymkolwiek i kimkolwiek poza nią samą. Wiem, że moja matka jest typowym przykładem toksycznego rodzica, nie chce iść na leczenie bo uważa, że ona nie ma problemu – to wszyscy dookoła są źli i beznadziejni (bo obraża i obgaduje wszystkich dookoła) ona jest jedyna wspaniała.

Czy ktoś był w podobnej sytuacji i może się wypowiedzieć czy udało mu się zakończyć relacje z toksycznym rodzicem bez wyrzutów sumienia ewentualnie rozwiązać problem toksycznej relacji w inny sposób? Bo ja już mam dość walenia głową w mur. Dodatkowo nie chce, żeby moje dzieci musiały wysłuchiwać obelg i ubliżania bo ktoś jest “chory na głowę”.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.