Na pozór ok

Mam 22 lata i 3 dzieci. Jestem z ich ojcem prawie 10 lat, od 2 jesteśmy zaręczeni, ale do ślubu mu się nie spieszy wręcz wychodzi z założenia, że go nie potrzebujemy. Ja natomiast marzę o białej sukni, ale nie naciskam bo to ma być jego decyzja.

Narzeczony pracuje właściwie całe dnie więc jestem sama z dziećmi, ale gdy jest w domu bo ma wolne to nie robi nic. Nawet co rano muszę sprzątać po nim skarpetki z podłogi nie mówiąc już o tym żeby pomógł w obowiązkach domowych. I to nie jest kwestia, że mamusia rozpuściła bo akurat w rodzinnym domu robił wszystko i odkurzał, i zmywał no po prostu wszystko, a u nas w domu palcem nie kiwnie.

Na dodatek nasze problemy finansowe sięgają chyba szczytu K2 bo narobił długów. Sam wychodzi na imprezy praktycznie weekend w weekend, a kiedy ja chcę to robi mi wojnę, że mi się odechciewa wychodzić gdziekolwiek. Już czasami wysiadam.

Nie oczekuję żadnych „złotych rad” typu, że powinnam odejść bo jedyne miejsce gdzie mogłabym iść z 3 dzieci to dom samotnej matki, a po za tym kocham go więc chcę z nim być. Piszę to tylko po to żeby zrzucić to z siebie chociaż trochę. Pozdrawiam.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.