Na dwa fronty.

Nie wiem czy oczekuję porady czy chcę się po prostu wyżalić.
W zeszłym roku poznałam Jego. Początki jak zwykle – słodko, motyle.
Pojawiły się rozmowy o wspólnym mieszkaniu, przyszłości, dzieciach.
On dziecko ma, wiedziałam od początku. Z matką dziecka nie był w związku.

Minęło kilka miesięcy i pojawiły się kłopoty. Matka dziecka utrudniała kontakty, wyzywała od najgorszych, skłócała go z rodziną. Nagle powiedziała, że nie ma pieniędzy, ze albo może znów u Niego mieszkać albo on ma jej płacić nie tylko alimenty i uzgodnioną dodatkową kwotę ale również wynająć mieszkanie. Uzgodniliśmy – niech się wprowadzi, dziecko nie będzie cierpiało, poczekamy chwilę aż dostanie zwrot kasy.

Teraz coś we mnie pękło. On ciągle mówił, że kocha, że mu zależy, że zawsze będę tylko jego a on mój, że to tylko dla dziecka, z nią to tylko mieszkanie (jak współlokatorzy).
Żebym jeszcze poczekała bo przez covid rozprawy zostały przełożone. Nagle odezwała się do mnie ona. Wyzywając od najgorszych, życząc śmierci i z jasnym przekazem, że po co wypisuję i dzwonię do niego skoro od dawna mówi, że nie ma ze mną kontaktu.

Ukrywał przed Nią, że każdą chwilę spędzamy razem – widząc się u Niego, u mnie, z moją rodziną, telefony, wiadomości, oczywiście seks (kilka razy w tygodniu) a przede mną to, że jest z Nią, że sypiają ze sobą.

Pękło mi serce. Nie rozumiem po co chciał zatrzymać mnie przy sobie. Po co były te wszystkie bajeczki i kłamstwa.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.