Moja historia

Witam Zacznę od tego że zdradziłam swojego męża nie jeden raz i z tego tytułu nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Jestem świadoma że wyleje się na mnie fala hejtu ale doczytajcie moje wyznanie do końca, zastanówcie się bo jak jest zdrada to często wina leży po dwóch stronach.

Męża poznałam gdy miałam już roczna córkę, byłam samotna matką. Utrzymywałam się z renty rodzinnej. W międzyczasie dostałam też nie mały spadek więc on nie utrzymywał mnie i mojej córki. On oczywiście przedstawiał się z najlepszej strony, ukrywał swoją prawdziwą twarz. Pół roku później zaszłam w ciążę z której nie byłam zadowolona no i jak to zwykle bywa szybki cywilny ślub.

Najpierw mieszkaliśmy u niego- 300 kilometrów od mojego rodzinnego domu, a raczej mieszkałam bo on pracował w delegacji a mnie zostawił w ciąży z małym dzieckiem samą z jego niezrównoważoną matką. Nie będę już opisywała co była w stanie zrobić bo materiał ten wprost jest idealny na książkę a wy tego punktu kulminacyjnego nigdy byście się nie doczekali.

Ale dobra dla lepszej waszej wyobraźni mogę napisać że mnie tam nie ma już 10 lat a ona dosypuje złośliwie soli do kawy swojego męża… No dobrze działo się dużo złego, on w to nie wierzył. Uwierzył toksycznej mamuśce a ja nie wiedziałam gdzie mam uciec z moim dzieckiem i z drugim w drodze. Myśli miałam naprawdę czarne tak byłam wykończona psychicznie. Ale udało się namówiłam go i wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta wynajęliśmy mieszkanie i nie będzie tu i żyli długo i szczęśliwie…

Urodziłam drugie moje dziecko, ciężki poród zero wsparcia od nikogo, on pracował już na miejscu zamieszkania i zamiast mi pomagać pił i płakał że nie mieszka z mamusia, po tajniacku dzwonił do niej przychodził tylko się wyspać i nażreć.

W pewnym momencie Całkowicie coś w mnie pękło dwójka małych dzieci zero perspektyw a ja chciałam im dać wszystko co najlepsze. Poniosłam porażkę życia, pomyślałam że zakryje/załatam wszystkie dziury w mieszkaniu i odkręce gaz.

I tak jak pomyślałam zmroziło mi krew w żyłach zadzwoniłam na niebieska linie, po czym szybko dostałam niezbędna pomoc. 2 miesiące leczylam się w szpitalu „depresja poprodowa” zrozumiałam tam bardzo dużo, przede wszystkim że mam patrzeć na siebie i dzieci i być szczesliwa. Uwierzcie mi chciałam się rozwieść, podejmowałam próby rozstania, a one różnie się kończyły.

Mój mąż po alkoholu niszczył różne rzeczy w domu, nie jeden raz mnie uderzył nawet z pięści, do czasu. Do czasu gdy zaczęłam pracować i dzieci podrosły były już na tyle samodzielne że mogłam po trzech latach bycia na jego łasce (gdyż nie miałam już renty) wypominania zarobić własne pieniądze. A zaznaczam że nie miałam pomocy a jego nie było od 5 rano do 18 nawet 21 więc odpada praca na zmianę. W domu byłam nie doceniana kurą domową, a w pracy słyszałam komplementy, schudlam, wyprominałam.

Nagle on zaczął się mną bardziej interesować powoli zachodziły w nim pozytywne zmiany, było mi obojętne czy pił i gdzie był. Zaczął mnie trochę bronić. Miałam żal, do dziś mam żal. Brak zaufania, co z tego że się trochę zmienił może na chwilę. Często pół żartem pół serio mówię mu że się rozwiedziemy, łączą nas dzieci, kredyty. Inni myślą że on jest taki cudowny zazdroszczą mu pięknej żony mi takiego opiekuńczego męża. Nic nie wiedzą, on i tak przy ludziach zachowuje się idealnie do rany przyłóż po co będę ich zbijać z tropu?

I gdy mialam ochotę zdradzałam go z premedytacją bez ani jednego najmniejszego poczucia winy np. z o 10 lat młodszym kolegą, lub 15 lat starszym sąsiadem. Nie robię tego codziennie co miesiąc tylko tak okazjonalnie powiedzmy dwa razy do roku.

Dziś go akceptuję, często mnie denerwuje ale już go po tylu latach nawet „wychowałam” że tak powiem. Nie jest to miłość mojego życia, co jakiś czas myślę że jak dzieci podrosną to się rozwiodę bo jest mi obojętny. A tu czym więcej lat upływa tym bardziej się do niego przyzwyczajam choć mnie wk.rwia czasem niesamowicie i zaznałam dużo bólu z jego strony to powiem wam że jednak po latach sytuacja lubi się zmieniać i myślę sobie co nowy idiota będzie mnie wkurzał?

Wolę tego swojego barana. Więc nie oceniające lepiej nikogo bo niezbadane są wyroki … I nie ma ludzi idealnych, związków idealnych ja też nie jestem idealna. Poprostu nie zazdrośćie nikomu bo nie wiecie jakie ktoś koszta poniósł by być dziś i mieć dziś to co MA

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.