Mój facet uważa, że Bóg stworzył kobietę do sprzątania, gotowania i zajmowania się dziećmi

Cześć. Chciałam zapytać was jak powinien wyglądać prawidłowy podział obowiązków domowych. Osobiście uważam, że w zdrowej relacji obowiązkowi powinny być podzielone 50 na 50. Przykładowo ja dziś gotuje obiad, partner sprząta. Ja wychodzę na spacer z dzieckiem, partner po powrocie daje dziecku kolację/ bawi się. Ja sprzątam kuchnię to on łazienkę itp.

W moim związku 3/4 obowiązków spada na mnie. Rano szykownie dziecka do przedszkola, praca, po pracy odbiór dziecka, zakupy, robienie obiadu, spędzenie czasu z dzieckiem, sprzątanie, przygotowanie kolacji, wieczorna kąpiel itd. Partner pomaga mi „sporadycznie”, gdy ma ochotę. Tak ja to odbieram. Jeśli ma ochotę to bawi sie z dzieckiem, czasem zrobi zakupy i pozmywa naczynia. Pralka, odkurzacz, mop, gotowanie, spacer (samemu) z dzieckiem działa na niego jak ogień.

Przez trzy lata wspólnego mieszkania nie przypominam sobie ani jednej sytuacji, by wyręczył mnie obiadem, posprzątał łazienkę, czy wyszedł na 2h spacer z dzieckiem (jak ja to robię). Wszystko jest tylko na mojej głowie. Czasem czuje się, jakbym miała dwoje dzieci. Różnica jest taka, że te „starsze” ma 31 lat i dużo pyskuje.

Obydwoje mamy lekką pracę i kończymy ją o wczesnych porach koło godziny 14. Odnośnie wszystkich wydatków płacimy równo 50/50. Partner uważa, że rolą kobiety jest sprzątanie, gotowanie i zajmowanie się dzieckiem. Coś w tym stylu „Bóg Was tak stworzył”.

Rozmowy, prośby, groźby nie pomagają. Kończą się ostrą kłótnią, w której słyszę, że jestem złą matką bo ciągle narzekam, że kobiety miały kiedyś gorzej, że jestem beznadziejna, że wymyślam i szukam dziury w całym. Nawet się nie kryje i mówi otwarcie, że nie lubi i nie potrafi gotować a sprzątać, czy bawić się w to samo z dzieckiem mu się nie chce, bo jest zmęczony…

Tak na marginesie, na ćwiczenia na siłowni, bądź gry na konsoli ma siłę. Jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Przez to, że nie mam żadnej pomocy z jego strony oddalam się od niego i czuje, że moja siła i cierpliwość o walkę związku wygasa.

Nie wiem, czy jestem przewrażliwiona. Może przesadzam? Może faktycznie rolą kobiety jest wykonywanie wszystkich obowiązków domowych oraz przy dziecku? Może mój partner ma rację i jestem złą matką i partnerką? Jak to wygląda u Was w domu? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Godzilla pisze:

    Późno, ale lepiej późno, niż wcale – na zmianę. Jedyna opcja – wiem, będzie ciężko, ale innej rady nie ma – przestań obsługiwać pana i władcę. Pierz tylko swoje rzeczy, gotuj dla siebie i dziecka. Nie proś, nie tłumacz, tylko przejdź do czynów. Zakomunikuj że jutro wychodzisz na 2h – niech sie zajmie dzieckiem. Ma problem ze sprzątaniem- albo sam ruszy dupsko, albo niech zarobi na gosposię. Pamiętaj- facet nigdy , NIGDY nie doceni pracy w domu, jeśli sam nie zakosztuje, jak trudna, nużąca, monotonna jest codziennosc i zwykłe domowe obowiazki.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.