Mój były zabrał koperty w pieniędzmi z chrztu własnego dziecka

Witajcie mamusie, chciałabym się coś doradzić. Nie jestem z ojcem mojej córki od prawie roku. Na początku przyjeżdżał do małej często, co 2 dzień, później coraz rzadziej. W lipcu, sierpniu, wrześniu i październiku każdego miesiąca przyjeżdżał prawie co tydzień, ale łącznie ok 10-14 godzin w miesiącu. W lipcu wziął urlop ojcowski i wyjechał na dwa tygodnie do małej nie przyjeżdżając.

Od końca września, kiedy był małej chrzest (pomijam fakt tego, że przywłaszczył sobie cztery koperty, jakie dała małej jego rodzina, nie chciał jej oddać ani nawet powiedzieć ile jest tam pieniędzy) jest dla mnie mega miły (wcześniej często ubliżanie, psychiczne wkurzanie, grał mi na nerwach, od chrztu nic).

Podejrzewam, że jego rodzinka poznała moją i przekonywali go, że utracił „dobrą partię”. Ja natomiast po sprawie nieoddania pieniędzy (to chyba finalnie mnie przekonało) założyłam sprawę o to aby mała zamieszkała u mnie jak i o alimenty. Sprawy ruszyły w listopadzie (wiem, że była u niego kuratorka w domu jego rodziców, u mnie też).

W międzyczasie on zaczął przyjeżdżać do małej częściej, dłużej, oskarżał mnie wiele razy o to, że utrudniam kontakty. Kilka razy siedział od rana do wieczora w weekend (8:30-19), nie urywam było to mega wkurzające. Po tym jak w jego odpowiedź w sprawie alimentów napisał, że utrudniam kontakty stwierdziłam, że nie będę chamowi iść na rękę i sama wyznaczam dzień i zakres godzin (niedziela 10-15). Zrobiłam dopiero tak 4 razy.

Dodatkowo kilka razy proponowałam mu aby przyjechał dodatkowo (nie dla tego, że tego chciałam, tylko wiedziałam, że nie będzie się jemu chciało do nas przyjeżdżać, chciałam mieć dowód dla sądu), oczywiście nigdy nie przyjechał (przez rok czasu był dodatkowo zdaje się 2 razy (łącznie proponował przyjazd zdaje się 5 razy, gdzie ja nie mogłam bądź miałam już plany. Czy Waszym zdaniem dobrze robię z tym wyznaczaniem dnia i zakresu godzin? On ma podkładkę, że nie korzysta tyle ile by chciał.

Gdy on jest u nas to mnie trochę przybija, atmosfera jest dość nerwowa, on z małą przebywa przeważnie i ta w pokoju w którym ja siedzę, bo np mała tego chce albo on ją tu przyprowadza.

Czasami też się czepia sposobu w jaki coś przy małej robię (sam kompletnie w niczym mi nie pomógł odkąd się wyprowadził), czasami podnosi głos (wtedy mówię mu, ze jak się nie uspokoi to może w tym momencie wyjść).

Ponadto on ciągle szuka na mnie haka (nawet jak jeszcze mieszkał z nami to knuł, nagrywał nasze rozmowy, cykał zdjęcia moich rozliczeń finansowych, czy nagrywał bałagan w kuchni (!) by później pokazywać moim rodzicom, jak to ja nie sprzątam (to było ok tydzień przed porodem)), także taki typ. jego rodzinka poza jednym razem jak babcia z dziadkiem się ruszyli na 1,5h do małej to ani razu nie byli (mam smsy, że tą babkę zapraszałam wielokrotnie).

Generalnie wymyślił też, że samodzielnie wynajmuje mieszkanie by do sprawy alimentacyjnej było, ze nie ma kasy. Ponadto jeździ od dwóch miesięcy samochodem siostry. Zastanawiam się czy czasem nie sprzedał swojego na rzecz sprawy alimentacyjnej. Ogólnie to psychicznie jestem mega zdołowana, możliwe, że mam nawet depresję (wybieram się niebawem do lekarza, czy to jest przeciwwskazanie do samotnego wychowania?).

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.