Młodzieńcza miłość wywróciła mi życie oraz dotychczasowy 5 letni związek do góry nogami

Mam 22 lata. Od zawsze żyłam i mieszkałam w Polsce. Aż do pewnego dnia. Byłam w związku z chłopakiem 5 lat.

Od roku nasz związek się psuł, rozmowy nic nie dawały, seks wymuszony, później totalny brak bliskości, żyliśmy razem a jednak oddzielnie. Ale do sedna. Wtedy pojawił się pan D. Moja pierwsza młodzieńcza miłość. Całkiem przypadkowo, właśnie przez fb zaczęliśmy że sobą pisać, rozmawiać, odnowiliśmy kontakt. Zaczęłam mu się zwierzać, a on zaczął opowiadać mi o swoich problemach.

Aż wkoncu wyszło jak wyszło. ” Jestem w Londynie , mam dobrą pracę, mam mieszkanie, zapewnie ci wszystko, spokój, dom, ciepło, prace. Odżyjesz, przyjeżdżaj ” A ja, zgłupiałam. Na drugi dzień spakowałam walizki, zostawiłam wszystko tak jak stało i wyjechałam 1800km od domu. Dojechałam.

Jest pięknie. Jest wspaniale. Czuje sie jak księżniczka, emocje ogromne. Bliskośc, czułość, jego dotyk, wspaniały seks, jego uśmiech, boże.. On jest ideałem. Ale nie do końca. Zawsze widziałam, zresztą, on sam mi opowiadał że prowadził bardzo rozbujane życie. Często zmienial partnerki, często wyjeżdżał, brak narkotyki, nadużywal alkoholu. W dodatku powiedział mi wprost że on narazie zakochiwać się nie chce.

Że jest mu ze mną bardzo dobrze, ale narazie nie chce miłości i większych zobowiązań. Dziewczyny, załamka. Ja czuje że się zakochuje….. Wczoraj długo że sobą rozmawialiśmy. Uwielbiam jak patrzy mi głęboko w czoło, głaska delikatnie, całuje w czoło, w nosek.

Ostatnio od niego usłyszałam że bardzo fajna ze mnie kobieta, że codzinnie go zaskakuje, że go zachwycam, że pragnie ze mną namiętności czego nie potrafił z innymi. Dosłownie, opowiadał mi że dla niego seks musiał być ostry, tak żeby kobieta nie mogła wstać z łóżka, aż do bólu.

Ale z nami tak nie jest. Za każdym razem stara się jak najbardziej mnie zadowolić, w delikatny cudowny sposób. Ale no nie ważne. Ja rzuciłam dla niego wszystko, jest wspanialy, tak bardzo chce żeby to wyszło. Co ja mam zrobić?

Nie potrafię mu powiedziec wprost że się zakochuje, że chce być, przy nim, zawsze. Boje sie że to się rozwali. Od zawsze widziałam jakim typem faceta jest. Sama się w to wwaliłam. Co robić? Czekać, pozwolić aby rozkochiwał mnie w sobie dalej, aż zwraiuje, czy uciekać? A może zaryzykować i żyć z myślą że może on również kiedyś mnie pokocha?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.