Mąż mnie katował

Witam was kobietki. Zdecydowałam się na napisanie wyznania, aby was uchronić przed podobnymi przejściami w życiu.

Zacznijmy może od tego, że mając 19lat urodziłam wspaniałą córkę- jej ojcem jest o 20lat starszy ode mnie mężczyzna (tak wiem może was to trochę dziwić, jednakże byłam głupią małolatą), oczywiście zamieszkaliśmy razem, lecz dziecko w rzeczywistości wychowywałam sama.

Ojciec dziecka wychodził o 5 rano z domu, zaś wracał późnym wieczorem (niekoniecznie trzeźwy, bo czas na piwko z kumplami mieć przecież trzeba) przez co córka nie widywała go w ogóle. Przeszłam przez depresję i sama się z niej wyciągnęłam dzięki wierze w siebie, a dlaczego w nią popadłam?

Mój skarb był moim pierwszym dzieckiem, nie miałam przy niej żadnej pomocy, wszystko było mi nieznane i cholernie dla mnie ciężkie- zaczęłam wątpić w siebie, sama siebie wyzywałam od najgorszej matki na świecie itp. Jednakże najgorsze było to, że nie miałam wokół siebie nikogo kto, by mnie „chwycił za pysk” i mną potrząsnął (tutaj powinnam była podziękować swojej rodzinie).

W kompletnej samotności wytrzymałam 2 lata (no dobra miałam Facebooka) i zaczęłam potrzebować kontaktów ze znajomymi niczym ryba wody, zaczęły się wyjścia ze znajomymi itp.czego do końca „starszy pan” nie mógł zrozumieć, a ja chciałam pożyć jeszcze w granicach rozsądku, byłam młoda chciałam zaznać życia.

Po jakimś czasie zaczęło się moje piekło, byłam dosłownie katowana przez swojego „partnera”… Nie mówię tutaj o zwyczajnym liściu. Wyobraźcie sobie, że trzymam w obięciach córkę (stoję, gdyż chcę córkę uspokoić) nagle wpada do domu tyran i rzuca się na mnie, okładając z całych sił.

W tym momencie miał w dup** to, że trzymam na rękach dziecko, gdy upadłam kopał mnie po dosłownie całym ciele. W pewnym momencie udało mnie się wstać i uciec do łazienki, niestety zdołał i do niej wejść. Uderzył mnie tak mocno, że wpadłam do wanny- uderzając głową o kran.

Wiecie czego nigdy w życiu nie zapomnę?

Tego jak kilka sekund później przybiegła moja córka z pytaniem „co się stało mamie?”, a on ten ***** odpowiedział „mama jest psychiczna, uderzyła się w głowę”.

Teraz, gdy piszę to wszystko dla was lecą mi łzy, nigdy tego wszystkiego nie zapomnę.

W każdym bądź razie mój niby związek trwał, aż 5 lat,przemoc wobec mnie przemieniła się w ucieczki z domu. Ciężko było mi to wszystko znieść. W roku 2017 poznałam nowego faceta. Na początku było wspaniale, naprawdę idealnie.

Wiedział co przeszłam, nawet płakał, gdy opowiadałam mu o tym przez co przechodziłam. W pewnym momencie zaproponował, abyśmy się do niego wprowadziły i zostawiły całe zło za sobą – tak też się stało. Jakież było me zdziwienie, gdy po raz pierwszy mnie uderzył. Zaczęłam go tłumaczyć sama przed sobą, że jest to wina alkoholu, nerwów, nagłej zmiany w życiu bla, bla, bla.

Jednakże w bardzo szybkim tempie to wszystko zaczęło narastać, do takiego stopnia, że i na mojej córce ten *** się wyżywał. A wiecie jak tłumaczył swą agresję? Tym, że nie chcę iść do pracy, no ale jak mam pozostawić z takim człowiekiem swoje dziecko do jasnej chole**?!

Drugie piekło trwało 1,5 roku, wyniosła się po słowach jakie wypowiedział do mojej córki „wy***rdal** dziecko z tego domu”, mimo 5lat ona rozumiała o dużo więcej. Bolało ją to, płakała tak mocno, że ciężko było mi ją uspokoić – tak więc w dosłownie 20min spakowałam walizki i uciekłam.

Jednakże ta ucieczka była planowana już od dłuższego czasu, miałam odłożenie pieniądze i byłam umówiona z rodziną- chciałam wyjechać do UK. Po ucieczce zaczęłam szczerze pisać z jego EX partnerkami o ich przejściach- Boże to był koszmar.

Cieszę się, że wyrwałam się z tego bagna… Finalizując do wyjazdu nie doszło, ale w zamian zyskałam miłość(w sumie to moją pierwszą, gdyż byliśmy razem zza małolata) i rodzinę. Ja mam wspaniałego mężczyznę, który mnie wspiera, szanuje, pomaga, zaś moja córka zyskała tatę (tak do niego mówi ❤️), który odprowadza ją do przedszkola i odbiera, poświęca każdą wolną chwilę, chodzi na wywiadówki i jest oparciem nawet w błahych sytuacjach. Co do ojca biologicznego, olał dziecko i to dosłownie – od ponad roku córka nie ma z nim kontaktu.

W tym miesiącu (tzn.marzec) złożyłam wniosek o pozbawienie praw rodzicielskich (trzajcie za mnie kciuki) i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to do końca roku będę miała prawdziwą/moją rodzinę, gdyż zamierzamy się pobrać, a partner chce dziecko przysposobić.

Kilka słów na koniec nie pozwólcie na to, by ktoś wami pomiatał. Nie pozwólcie na jakakolwiek przemoc, bo wcześniej czy później odbije się ona na Tobie i dziecku. Nie pozwólcie na to, by was ktoś trzymał w klatce, bo nawet złota klatka nie zapewni wam walności, której potrzebuje każdy człowiek. Nie pchajcie się też w związki z dużo starszymi facetami, gdyż nie ma to racji bytu-teraz to wiem.

Żyjcie tak jak chcecie i korzystajcie z każdego dnia. Carpe diem!!! Pozdrawiam was

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.