Mąż ma mnie gdzieś, a ja wysyłam zdjęcia facetowi z internetu.

Tak więc jak w tytule.
Z mężem jestem jakieś 12 lat, w tym 7,5 po ślubie. Mamy dwójkę wspaniałych dzieci, ale… Głupia ja?! Zastanawiam się czasami czy dopada mnie codzienność, czy depresja, czy to mój mąż jest taki… nie wiem jak to określić.

Ale od początku, Jest to dość specyficzna osoba, nie stroniąca od alkoholu, ale od dzieci i zony już tak. Wybiera towarzystwo bliższych dla siebie osób, jak mama czy tata ale nie o tym.

Kłócimy się o to często, bo ja walczę jak lwica, żeby jak najwięcej spędzał czasu z dziećmi, ja schodzę na dalszy plan. Ja się nie liczę, o ile Pan i Władca nie ma ochoty na seks, bo na życiowe tematy i w ogóle rozmowy to nie ma czasu, woli po pracy wziąść telefon do ręki i popisać z kolegą. Zawsze mi powtarza, że jeśli mam okazję, to powinnam ją wykorzystać.

Niby to jest w żartach, ale czasami mam wrażenie, że ma mnie zwyczajnie w d*pie i wolałby, żebym zniknęła…. W łóżku układa nam się raz lepiej, raz gorzej, w zależności od jego nastroju.

Jakiś czas temu napisał do mnie facet, Turek mieszkający w Hiszpanii. Niby głupie pisanie, nie biorę tego na poważnie, ale mam wrażenie, że rozmawia mi się z nim lepiej niż z mężem i poruszamy tematy, których w życiu bym z mężem nie poruszyła. Zaraz okrzykniecie mnie p*szczalską, ale od niedawna wymieniamy się dość śmiałymi zdjęciami, choć cały czas gdzieś z tyłu głowy słyszę, że nie powinnam tego robić, bo końcu jestem mężatką.

Czasami w głowie mam różne głupie pomysły, ale reszki moralności chyba we mnie są,

Robimy to raczej sporadycznie, ale jednak pisujemy na różne tematy. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale w jakiś sposób jest to silniejsze ode mnie. Nie wiem, jeśli się wygadam, mam wrażenie, że jakoś mi ulży. On wyznaje Islam, choć mi to jakoś nadzwyczaj nie przeszkadza, bo katolikiem to raczej na papierze jestem niż w rzeczywistości.

Chce przyjechać, spotkać się, ale ja zwyczajnie boję się, że świat mi się zawali i zwyczajnie mówiąc jest mi dobrze chyba tak jak jest. Dopadła mnie codzienna rutyna i zwyczajnie chcę odskoczni, ale nie wiem co mam robić. Nie oczekuję porad życiowych, bo znając życie zostanę zbluzgana od najgorszych, ale myślę, że jeśli w jakiś sposób pojawi się to publicznie to mi ulży.

Jeśli ktoś dobrnął do końca tego żałosnego monologu, to szczerze gratuluję 🙂

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Landi pisze:

    Hej. Nie jesteś jedyna. Ja też poznałam kogoś przez Internet, wysyłamy sobie foty , rozmawiamy czasem dzwonimy. 25 lat po ślubie, podobnie jak u Ciebie. Tomasza traktuje jako odskocznię. Choć w środku mam ochotę to wszystko rzucić i jechać do niego. Dzieci dorosłe, mąż hmmm czy to jeszcze mąż. Na papierze tak. Co robić? Nie wiem. Wiem że przez te chwile z Tomaszem chce mi się żyć. Codziennie czekam na kontakt, jego zdjęcie. Kto powiedział że mamy żyć i poświęcać się całe życie. Kiedy będzie czas dla nas?

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.