Mam już dość takiego traktowania

Jak zachowały byście się w sytuacji, kiedy wasz partner notorycznie was oszukuje, może nie zdradza ale w drobnostkach nie jest z wami szczery. I jest sytuacja -macie kryzys w gruncie rzeczy z jego winy ale, że wina leży po środku sama też się obwiniasz. Chcesz być miła, robisz obiadek pod nos podstawiasz, zbierasz skarpety porozrzucane po sypialni, robisz masaż, kąpiel, opiekujesz się dziećmi chociaż chciałabyś wrócić do pracy.

Mąż zarabia nieźle więc nie chce żebyś wracała i poniekąd Cię utrzymuje i niby jest ok dokąd nie pojawia się temat odkładania pieniędzy i zaczyna się gadka, że fajnie byłoby odłożyć i np kupić działkę. Ale czujesz się oszukiwana i mówisz, że ok ale nie chcesz żeby pojawiały się z jego strony zbędne wydatki, o których nie wspomina np. motocykl. A on nagle wyrzuca Ci, że dostajesz tyle kasy od niego i wgl (mamy sporo zobowiązań od jego grzywn, poprzez raty i rachunki, jego alimenty itd.).

Sama wszystko opłacasz z tych pieniędzy które ponoć są WSPÓLNE, a on Ci mówi, że to Ty nie możesz nic odłożyć i nie dostaniesz już żadnych dodatkowych pieniędzy, bo nie umiesz nimi zarządzać chociaż nie kupujesz nic poza niezbędnymi rzeczami, a on regularnie wyskakuje, że potrzebuję czegoś np elektrosprzętów, których ma cały garaż a nie chce mu się poszukać…

I to Ty wychodzisz na hienę, która czeka na wypłatę jak na padlinę, żeby roztrwonić na nie wiem co?! Tak poczułam się wczoraj po takiej rozmowie z mężem. I ok, on pracuje i nas utrzymuje, zarabia nie mało ale, że jego dziecko bywa u nas często i ja też mam córkę z poprzedniego związku i mamy syna, to razem jest nas 5-cioro. Więc i wydatki są nie małe. Ale poczułam się jak darmozjad, który nie pracuje i tylko czyha na jego (wspólne) pieniądze…

Ja jestem na urlopie wychowawczym, nie mam z kim zostawić dzieci a poszłabym do pracy w jednej chwili, żeby tylko mieć własne pieniądze i nie prosić go już o nic. To takie uwłaczające… Dodam tylko, że mieszkamy w moim rodzinnym domu, nie mamy znikąd pomocy, bo poza długami i bratem alkoholikiem w pakiecie po rodzicach został tylko ten dom.

Urabiam się po łokcie, żeby wszystko było zrobione, poprane, posprzątane, ugotowane, pilnuje dzieci na zdalnym albo jednej albo dwóch nastolatek… Poczułam się jakbym dostała w twarz. Nie uważam, żebym zasłużyła na takie traktowanie. Po urodzeniu syna sporo się zmieniło. Mam spore zaburzenia hormonalne i nie potrafię mieć ochoty na sex na zawołanie. Znamy się już od tyłu lat, ponad 15 l, małżeństwem jesteśmy od 6 l i chyba zbyt mało wiem o swoim mężu…

Każdym takim zachowaniem kopie między nami jeszcze większą przepaść… Mam mętlik w głowie… Przepraszam, może chaotycznie napisałam ale od wczoraj nie mogę zrozumieć jak można być takim gburem. I jednocześnie wypominając mi wydatki sprzed kilku lat, gdzie pracowałam i jeśli kupiłam coś to zapłaciłam sama za to. Sam np gra na STS i trwoni pieniądze na zakłady, bez mojej zgody i wiedzy, a mi wciska kit, że mu się zwraca…

Średnio dostaje od niego ok 3500 zł /msc zarabia znacznie więcej. On nie rozlicza się ze swoich wydatków, mało tego jeszcze bierze na swoje potrzeby pieniądze z tych, które mi dał. I jeszcze pretensje… Chyba mnie to zaczyna przytłaczać…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.