Mam dość bajkowego życia

Nie wiem nawet, jak mam zacząć pisać. Moje myśli są trochę zagubione, jestem zmęczona, nie jestem pewna. Czytałam wiele wyznań napisanych przez kobiety, które mają dość rutyny.  Siedzą w domu, gotują obiad, narzekają na brak czasu dla siebie, opiekę nad dziećmi i brak wsparcia ze strony partnera. Czuje, że życie może być ironiczne, a nawet zabawne, że coś, co jest męczące dla jednej osoby, dla drugiej byłoby dobrym dopasowaniem.

 

Nie mam jeszcze 30 lat, nie mam dzieci, mam męża, nie mam żadnego zobowiązania finansowego, jestem zdrowa, jestem dość atrakcyjna i świadoma siebie. Mam też dość rutyny, w który wpadłam.

 

Mieszkam w USA od kilku lat, wyjechałam za praca, spotkałam dobrze ustawionego faceta, któremu bardzo na mnie zależy. Nie pracuję, on dobrze zarabia, więc nie muszę martwić się o finanse. Jest lekarzem, często pokrywa zmiany innych lekarzy w różnych miastach, co wiąże się z częstymi podróżami.

 

Zwykle w tygodniu jestem sama ze sobą, wieczorami on wraca, więc z nudów często chodzę do kosmetyczek, fryzjerów, SPA, cokolwiek, żeby mieć jakikolwiek kontakt z ludźmi. Wieczorami w tygodniu wychodzimy do restauracji, nie gotujemy w domu, bo lubimy odkrywać nowe smaki, dodatkowo nie musimy sprzątać po przygotowaniu posiłku. Jeśli oboje chcemy się napić, zamawiamy Ubera, jeśli nie, to on kieruje, więc nie muszę się tym martwić.
Nie sprzątam w domu, bo mamy gospodynię, która przychodzi ze swoim zespołem raz w tygodniu, zajmuje się wszystkim, czasem tylko powiem jej, żeby nie zostawiła mi pranie, żebym miała coś do zrobienia.

 

W każdy weekend podróżujemy, jeśli nie góry – jakieś jezioro, jeśli nie jezioro – plaża, jeśli nie plaża to centrum miasta, najlepszy hotel, znowu restauracje, puby, bary i tak dalej. Czasami zapraszamy znajomych do spotkań towarzyskich. Jeśli dostanie zlecenie na zmianę lub cały tydzień w innym szpitalu, pakujemy się, wsiadamy do samochodu i ponownie jedziemy do wynajętego domu.

 

Zaczęłam się uczyć dodatkowego języka, żeby ten czas jakoś mijał, myślę o rozpoczęciu studiów, przynajmniej się czegoś nauczę. Na męża, nie mam na co narzekać. Dba o mnie, rozśmiesza mnie, rozumie, nigdy się nim nie nudzę, czujemy się wspaniale w sypialni.

 

Mogłoby się wydawać, że takie życie to bajka, dla niektórych marzenie, taka beztroska, totalna wygoda i szczęście. Chciałam tego, kiedy mieszkałam w Polsce. Marzyłam o takim życiu i teraz, jak na ironię, mam je. I nie jest tak wesoło, jak mogłoby się wydawać.

 

Tęsknię za domowym ciepłem, chciałabym być taką Polką z gromadą dzieciaków i hałasem w tle. Chciałabym mieć nieczesane włosy i być zmęczoną przygotowywaniem posiłków i sprzątaniem. Chciałbym mieć na co narzekać, na przykład partnera, który się mną nie interesuje albo, że ma problem, jakieś nałogi, czasem chciałbym płakać, gdy czuję się źle, że komuś będzie przykro, że ktoś powiedziałby mi, że było mu mnie żal. Chciałabym poczuć się potrzebna i niezastąpiona, zobaczyć, jak to jest, gdy nie ma pieniędzy i trzeba się zastanowić, na co kupić śniadanie. Chciałbym zobaczyć, jak to jest mieć jakieś problemy.

 

Czy coś ze mną nie tak? Czy mam prawo tak się czuć, czy narzekam, że nie doceniam tego, co mam? Czasami mam wrażenie, że wymyślam sobie cokolwiek do narzekania przy tak urozmaiconym życiu, żeby poczuć cos innego niż beztroskę. Może jestem za bardzo rozpieczona. W każdym razie ulżyło mi trochę, mam nadzieje, że ktoś wesprze mnie dobrym słowem.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.