Mam 45 lat, cudowne dzieci, wnuka oraz kochającego męża ALE moje życie to wegetacja

Nie wiem od czego zacząć. Zacznę może od tego, że mam 45lat mam trójkę dzieci 15 lat 14 lat 25lat i kochanego wnusia. Mój problem polega na tym, że czuję jak moje życie ucieka mi przez palce, a ja stoję obok i patrzę. Przez problemy ze snem zasypiam ok 5/6 nad ranem. Całą noc nie mogę zasnąć, kręcę się, natarczywie drapie po głowie. Przez to, że późno zasypiam dzień zaczynam ok 12. Ale nie chce mi się wstawać z łóżka mimo to wstaje. Więc tak jak wspomniałam dzień zaczynam ok 12 od kawy. Siedzę w kuchni, oglądam tv, wychodzę zapalić, wracam, robię kolejna kawę tak do ok godziny 14.

Po 14 jadę odebrać dzieci ze szkoły, odgrzewam im obiad, one idą do swoich pokoi a ja ciągle siedzę w kuchni ewentualnie w salonie. Nie mam ochoty się malować ani ubierać cały dzień chodzę w piżamie lub dresach męża. Przebieram się tylko na chwilę gdy jadę odebrać dzieci. Czasem się pomaluje ale zazwyczaj założę czapkę i okulary przeciwsłoneczne by nie było widać, że jestem niepomalowana. Najchętniej cały dzień siedziałabym w domu nie wchodząc nigdzie. I w sumie tak też jest.

Od kiedy pojawiły się dzieci czyli ok 15 lat siedzę w domu. Kiedyś byłam szczupła, ważyłam 45/50kg, zadbana, miałam ochotę chodzić do fryzjera, miałam koleżanki. Po urodzeniu dzieci oddałam się całkiem im. Po ciąży schudłam jednak szybko zaszłam w drugą między dziećmi jest 16mc różnicy . Po niej było mi ciężej schudnąć ale udało się zrzucić chociaż do 70kg. Skupiłam się na dzieciach nie wychodziłam do koleżanek , czasem jakaś koleżanka odwiedziła mnie, przyjechała do mnie z dzieckiem. Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej zazdrościłam, że ona ma czas, że ładnie wygląda, że jest zadbana a ja jestem non stop w dresach z dziećmi na rękach.

Mąż cały dzień był w pracy wiec nie miałam czasu z dwójką maluchów zadbać o siebie i pilnować jeszcze córki, która wtedy była nastolatką, musiałam odrabiać z nią lekcje wtedy całkiem zapomniałam o sobie. Tęskniłam za dawna sobą, starałam się schudnąć, chodziłam na siłownię gdy mąż wracał z pracy, gdy miał wolne jeździłam do fryzjera.

Jednak z czasem odechciewało mi się tego wszystkiego. Na siłownię przestałam chodzić bardzo szybko, wyjście do fryzjera było raz na rok. Czułam, że mimo iż tam idę, wizualnie wcale mi to nie pomaga i wcale nie jestem ładniejsza. Odpuściłam też wizyty u fryzjera. Do koleżanek nigdy nie jeździłam bo z 2 małych dzieci i nastolatką było mi ciężko gdzieś się wybrać, koleżanki przestały tak często przyjeżdżać do mnie bo często wymyślałam coś na szybko mówiąc, że muszę pojechać z dzieckiem do lekarza albo odrobić ze starsza lekcje.

Po prostu czułam się źle w towarzystwie chudszych i ładniejszych koleżanek, które zawsze były wystrojone. Została mi mała garstka koleżanek a z czasem tylko jedna, która przyjeżdżała do mnie codziennie na kawę pod wieczór. Czułam się dobrze w jej towarzystwie mimo iż była szczuplejsza. Wyciągała mnie czasem z domu na zakupy , do galerii , na spacer. Ale ja tam czułam się źle, myślałam tylko kiedy wrócę do domu.

Powracając do teraźniejszości.. Gd już dzieci zjedzą obiad i rozejdą się po pokojach ja nadal siedzę nie mając chęci się pomalować, ubrać nic…od ok 7lat nie wychodzę z domu wgl . Tylko jadę po dzieci i do starszej córki do wnuka. Nie jeżdżę na zakupy spożywcze ani kosmetyczne na żadne. Nie chodzę do sklepu, gdy się coś skończy w domu nie chce mi się wsiąść do auta i jechać bo wiem, że to wiąże się z tym, że będę musiała się pomalować i ogarnąć. Więc czekam aż mąż przyjedzie z pracy i to przywiezie. On też robi zakupy do domu i te spożywcze i kosmetyczne. Dosłownie wszystkie.

Namawia mnie bym pojechała do drogerii chociaż wybrać farbę do włosów ale ja nie chce . Wolę się nie farbować niż jechać do drogerii. Więc kończy się to tak, że to on kupuje mi farby do włosów czy podpaski czy tampony lub proszę o to młodszą córkę. Kilka razy obiecywałam sobie, że chociaż dla niej sobie wstanę rano i się pomaluje i ubiorę bo nie mogę tak dłużej żyć. Ale tak było tylko kilka dni potem twierdziłam, że nie mam dla kogo ładnie wyglądać bo przecież z mężem jesteśmy tyle lat razem …

Nie śpimy razem w jednej sypialni, nie kochamy się. Nie mam ochoty na seks patrząc na siebie w lustro. Więc on na pewno też nie ma na mnie ochoty gdy mnie taka widzi . Przez to, że sama ze sobą źle się czuje krytykuje każdego. Koleżanka, która przychodziła do mnie codziennie na kawę wieczorem przychodzi nadal , jest ode mnie starsza a mimo to szczuplejsza , zawsze ładnie ubrana , zawsze wracając z pracy cos sobie kupi i przychodzi się tym pochwalić. Robi sobie usta ,tatuaże, kupuje nowe buty , kosmetyki a ja siedząc przy niej w tych dresach męża w rozmiarze XXL czuje się jak kopciuch . Oczywiście mówię jej, że wgląda ładnie i że super ze zrobiła dobie Np usta jednak gdy wychodzi ode mnie z domu obgaduje ją do męża, że jest głupia, że na co jej to na stare lata . Nie wiem co się ze mną dzieje z jednej strony zazdroszczę jej tego vigoru , tego że robi coś dla siebie , figury i wgl a z drugiej strony wiem, że również tak mogę ale mi się nie chce .

Więc wolę do męża mówić że Basia jest stara i głupia że bez sensu że to robi . Patrzę wtedy na jego reakcje czy on rzeczywiście myśli jak ja . Chciałabym by tak było jednak wiem, że każdy facet lubi gdy kobieta dba o siebie . Mój mąż mi mówi, że mnie kocha, że mu się taka podobam i że mam się nie przejmować, że tak wyglądam. Ale ja czuję, że przez to właśnie, że tak wyglądam nie mam ochoty na nic .

Mąż zaproponował mi, że mogę iść do pracy i wszystkie pieniądze jakie zarobię będę miała na swoje wydatki ( kosmetyczka fryzjer buty i tp) a on nadal będzie opłacał rachunki oraz całą resztę sam. Ma swoja firmę wiec na brak pieniążków nie narzeka . Jednak zaproponował mi bym poszła do pracy bo chce żebym w koncu wyszła z domu do ludzi . Wiem, że dzieci są na tyle duże, że mogłyby zająć się same sobą po szkole a ja w tym czasie mogłabym pracować.

Ale jest wiele “ale” . Przez problemy ze snem zasypiam o 5/6 a do pracy musiałabym iść zapewne na 8 . Nie dam rady wstać po tym gdy dopiero co zasnęłam. Nie znajdę pracy od godziny 12 chyba, że na hali na nocki ale w nocy nie chce pracować. Kiedyś pracowałam na hali nim poznałam męża i to była okropna praca. I ostatnie – najważniejsze nie chce iść do pracy bo wiem jak wyglądam, mam z tym ogromny problem, czuje się okropnie, ważę 100kg czyli ponad połowę więcej niż kiedyś. Nie chcę by ktoś widział mnie taka zapuszczoną więc nigdzie nie wchodzę bo boję się, że spotkam koleżankę z dawnych lat, która mnie zobaczy i pomyśli, że wyglądam okropnie..

Mam już dość mojego stanu chce przestać wegetować i zacząć żyć. Ilekroć nie mogę spać w nocy w głowie układam sobie jak zmienię moje życie, że wstanę, ubiorę się, pojadę na siłownię, do dietetyka , zacznę dietę i wierzę w to bardzo mocno. Ale rano gdy wstaje nie mam chęci na nic i cały plan pryska i tak od kilku lat . Czuję, że jestem więźniem we własnym domu i to jeszcze więźniem samej siebie w złotej klatce. Mąż dowozi mi wszystko od tamponów po farby do włosów, żele, maszynki do golenia , kremy … jest mi wstyd i zawsze obiecuje sobie ze kolejnym razem ja pojadę ale gdy przychodzi co do czego proszę męża…

Starsza córka namawia mnie non stop bym poszła do kosmetyczki , fryzjera bym zrobiła coś dla siebie . Ale ja uważam że nie ma po co skoro i tak siedzę w domu i komu mam się podobać ? Ostatnio przyjaciółka mojej córki zrobiła mi nowy kolor i fryzurę. Na chwilę poczułam się trochę lepiej z sama sobą. Wróciłam do domu czekałam aż mąż zauważy ale on nic nie powiedział, nie zauważył tego .. zrobiło mi się przykro i się poddałam zupełnie.

Czuję się strasznie, że zrobiłam się taka , kiedyś byłam naprawdę atrakcyjna ważąc 50kg wyglądając inaczej . Teraz wolę krytykować inne kobiety jeśli widzę, że są zadbane ja znajdę coś by je skrytykować. Najczęściej mówię że jest Np stara i głupia i że na co jej Np powiększone usta czy doczepione włosy. A w środku krzyczę, że chce również tak wyglądać. Jednak wszystkim do około mówię, że podobam się sobie, że nic bym w obie nie zmieniła.

Moja starsza córka jest trenerem personalnym, zaproponowała mi dietę rozpisana pode mnie i ćwiczenia. Jednak dietę stosowałam max 2 tygodnie i nie widząc efektu zakańczałam ją. A jeśli chodzi o ćwiczenia to po pierwszych ćwiczeniach zawsze odpuszczałam bo za bardzo się męczyłam i miałam zakwasy . Jestem przerażona moim lenistwem i tym, że to mąż gotuje, sprząta, zawozi dzieci do szkoły, robi z nimi lekcje, wychodzi z psami na spacery do lasu , stroi dom na święta, zawsze sam szykuje na jakieś imprezy, sam gotuje, sam szykuje stół a ja siedzę i patrzę i nic mi się nie chce .

Mam dość siebie takiej zapyziałej , nigdy nie wzięłam wnuka na spacer chociaż bardzo go kocham ale wstydzę się chodzić po mieście .. pomóżcie, doradźcie gdzie iść. Gdzie iść by w koncu coś się zmieniło? Bym zaczęła sypiać normalnie i wstawać normalnie by iść do pracy. Gdzie iść by w końcu przestać zazdrościć koleżankom figury i sama dojść do takiej . Gdzie iść by zaczęło mi się chcieć cokolwiek. Chce podobać się sobie i mężowi i przestać udawać że tak nie jest proszę pomóżcie i powiedzcie do kogo się udać by zmienić całe swoje życie? By powróciła dawna ja pełna chęci do życia, szczupła , ciesząca się swoim życiem i spotkaniami z koleżankami.. czuję, że życie ucieka mi przez palce a ja wegetuję…

Może ci się spodobać również:
3 Komentarze
  1. Ala pisze:

    Podejrzewam, ze problemy ze snem sa wlasnie przez brak pracy i nic nie robienie. Gdybys nie szla spac, a poszlabys na 8. do pracy, to moglby ci sie przestawic zegar biologiczny. Tez chodzac do pracy moglabys nabrac poczucia, ze musisz lepiej wygladac w pracy.
    Dla mnie ten post brzmi depresyjnie- izolacja od ludzi, niedbanie o siebie, niska samoocena, ukrywanie uczuc. Psychoterapeuta powinien ci pomoc poukladac mysli

  2. Kryska pisze:

    Proponuję iść najpierw do psychiatry. Masz tak wiele do stracenia. Twój mąż wiecznie nie będzie Ci usługiwać bo jest facetem i tak samo chce dostawać coś w zamian, mieć partnera a nie kolejne dziecko! Kobieto. Idź do psychiatry, zdiagnozuje Cię. Wstań któregoś dnia zadzwoń i idź. Pojedź autem. Pójdź do psychologa. Zabierz się za siebie. Najpierw zrób sobie włosy, brwi, jakiś mejkap na twarzy, wyjdź najpierw do małego sklepu, nie od razu na wielkie zakupy, wychodź tak jakiś czas byle do małego sklepiku, może na krótki spacer. Każdego dnia obiecaj sobie spędzić 30 min na zewnątrz. Pijąc kawę, włącz sobie coś do słuchania i zrób makijaż, nawet taki domowy. Nie musisz robić wielkich kroków. Zrób 1000 małych, zamiast 3 dużych. Śpisz na kartkę co chcesz osiągnąć w każdym tygodniu. Niech będzie to w jednym tygodniu makijaż ust i wyjście do sklepu po mleko nawet. Oswajaj się i po tygodniu czy dwóch zrób krok więcej. Kup sobie kosmetyk kolejny.. Zaplanuj sobie takie mini kroczki na majblizsze 10-12 tygodni. Z każdym tygodniem nabierzesz śmiałości. A to dres zamian na koszulkę też podomowa ale koszulkę! Później wyjdź dalej do miasta nawet jeśli to zwykła drogeria. Ale koniecznie idź do lekarza. Pomyśl o mezu.. Czy jemu nie należy się bliskość, pomoc? A Twoje dzieci? Wnuk? Nie chciałyby pójść do kina czy na pizze? Korzystaj bo umrzesz taka smutna. Powiem Ci wiem jak ciężko schudnąć. Sama schudłam 40 kg i to w ciągu roku! Ciągle coś wraca po paru latach ale walczę! Pomysł o mezu.. Napewno cie potrzebuje a wkoncu znajdzie sobie inna o ile już kogoś nie ma.. Tak nie da się żyć.. Bez seksu, bliskości, pożądania.. Mąż to nie twój brat. Myślisz że nie chciałby gdzieś wyjść z Toba? Zjeść obiadu ugotowanego przez ciebie? Nie śpij do 12! Nawet jeśli nie możesz zasnąć do 5 to i tak wstań o 8..jedna druga 3 doba i zacznie ci się chcieć wcześniej spać.. Póki nie pracujesz to chociaż zmęcz się fizycznie z godzinkę.. Ćwiczyć zacząć możesz w domu. Przysiady, rozciąganie.. Tyle tego w necie. Komu masz się podobać? Mężowi? On już na nic nie zasługuje? Mieć atrakcyjna zadbana żonę? Kup jakieś suplementy, weź sobie kąpiel, napij się winka, zrób sobie w domu mini spa… Co do pracy.. Może znajdź taka na pół etatu? Może jakiś kurs? Jak będziesz musiała gdzieś wychodzić to będziesz miała potrzebę zadbać bardziej o siebie. To że ważysz 100 kog nie sprawia że wszyscy się na ciebie patrzą.. Poćwicz w domu, zapisz się do lekarza, uczesz się, po tygodniu czy dwóch poczujesz że potrzebujesz tego bardziej, kup lakier do paznokci, sproboj chociaż.. A jeśli nie praca to może jakiś wolontariat? Zawsze to będziesz miała o czym myśleć.. Jeśli chcesz to napisz do mnie na mail, możemy pogadać o tym i tamtym, mogę zostać twoja młodsza co prawda internetowa kolezanką. krysinskakrysia66@gmail.com

  3. Magda pisze:

    Bardzo Cię rozumiem, byłam do niedawna w podobnej sytuacji. Można z tego wyjść, to że napisałaś ten “list” jest dużym krokiem naprzód. Teraz musisz się zmusić i powiedzieć to komuś na głos – przyjaciółce, psychologowi, mężowi, komukolwiek. Wyryczeć się porządnie, na głos, zrzucić z siebie wyrzuty sumienia, zazdrość, złość. Porządnie się wyspać. A potem zrobić mały krok, dać sobie najpierw tydzień na jeden dobry nawyk, krótkie ćwiczenia, picie większej ilości wody albo zdrową dietę. Pomału, jak będziesz gotowa dorzuc kolejny, który wyda Ci się ważny dla samopoczucia. Tylko pamiętaj, żeby zacząć od wywalenia z siebie złych emocji, oczyszczenia się, bo będzie Ci ciążyć ta złość i żal do siebie – niepotrzebnie. Nie zawsze można zacząć od jutra, czasem trzeba dziś. Wierzę w Ciebie i mocno trzymam kciuki. Jeśli chcesz, odezwij się na mail magda.jazz na o2.pl

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.