Macierzyństwo wcale nie jest takie jak na filmach

Zastanawiam się czemu większość osób tak idealizuje macierzyństwo. Owszem, bywają cudowne chwile ale początki są bardzo trudne…

Moja córeczka ma w tym momencie 2 miesiące.
Gdy wróciłam do domu nie było jeszcze tak źle dopóki tydzień po porodzie nie przestały działać leki…

Czułam się dosłownie zgwałcona przez własne dziecko. Hemoroidy straszne, nie mogłam usiąść, nic nie mówiąc o załatwianiu fizjologicznych spraw. Nacięte krocze zaczęło dokuczać tak, że nie wiedziałam co mam ze sobą robić. Do tego poranione sutki. Przy każdym karmieniu po prostu płakałam jak bóbr. Ciągły płacz, zwątpienie, że to kiedykolwiek się skończy. Gdy patrzyłam na córkę czułam miłość ale też złość, że ten cały ból to wszystko przez nią. Sama siebie karałam w myślach, że jak ja wogóle mogę tak mysleć- że jestem najgorszą matką na świecie.

Później jej ciągły płacz, nieprzespane noce co powodowało, że żałowałam decyzji o chęci posiadania dziecka. Miałam nawet chwile zwątpienia czy ja ją naprawdę kocham. Potrafiłam siedzieć i patrzeć jak płacze bo po prostu nie miałam siły ani fizycznej ani psychicznej by co kolwiek zrobić.

Teraz wiem, że to było przejściowe. Spowodowane nową sytuacją, tym, że nic nie jest według planu, zmęczeniem, poczuciem, że nie robię nic poza zajmowaniem się dzieckiem- że jestem bezużyteczna.

Połóg to bardzo trudny czas. Prośmy o pomoc, nie wstydźmy się swoich uczuć, rozmawiajmy. Nie wymagajmy od siebie, że będziemy pięknie wyglądać, tryskać dobrym humorem a dom będzie ogarnięty tak jak do tej pory. I nie planujmy bo niewykonane czynności tylko wpędzają w zły nastrój i poczucie beznadziejności.

Ja uczę się tego do tej pory, a wy?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.