Lubię swojego męża, ale już go nie kocham…

Jesteśmy ze sobą ponad 10 lat od 5ciu jesteśmy małżeństwem i mamy dwie wspaniałe córki. Radzimy sobie sami, moja mama mieszka daleko a tesciowa… No cóż. Dojdziemy do tego. I mąż bezapelacyjnie jest wspaniałym ojcem.

Zawsze uchodziliśmy za dość oryginalną parę. Nigdy nie byliśmy związkiem cukierkowym. Potrafiliśmy być razem i być osobno. Każdy z nas potrzebował swojej przestrzeni i wykorzystywał ją wg swoich potrzeb. Kiedy chciałam wychodziła z przyjaciółkami na miasto i szalalam na parkiecie popijać drinki. Po prostu potrzebowałam się wyszumieć. Nigdy go nie zdradziłam, nigdy nie rozgadalam się za innym, po prostu musiałam odreagować ciężki tydzień i poplotkowac. On też mial swój czas. Nigdy się o to nie klocilismy, zawsze to było z szacunkiem dla drugiej osoby. Oboje mamy wybuchowy charakter i w kłótni się szczedzilismy sobie przykrych słów. Godzilismy się też z hukiem.

Potem ślub, ciąża, druga, trzecia.

Przy trzeciej zaczeslimy się kłócic, przestało się układać. I nie chodziło tu u dzieci, że jednak mniej czasu czy coś. Rodzicielstwo nas nie męczyło, seks rowniez był ok. Fakt, może czasem brakowalo wyjścia we dwoje, ale zdawalismy sobie z tego sprawę, że inaczej nie będzie… Mimo to, miałam wrażenie, że coś się zmieniło między nami.

Mimo, że nie mogę złego słowa powiedzieć o nim jako ojcu, coraz częściej jednak tracił w moich oczach jako mąż.

Klocilismy się też o jego rodzinę. Nigdy nie byłam ich ulubienica, raczej teściowa do dzisiaj rzuca w moja podobizne lotkami. Nie chciala, żeby się zenil, załamana była już w dniu, kiedy wspólnie zamieszkalismy. Nigdy nie miałyśmy otwartej wojny a, w towarzystwie zawsze się do siebie usmiechalysmy.

Kiedy dowiedziała się, że poronilam pierwsza ciaze wzięła mnie na bok i stwierdziła, że dlatego, że jestem za chuda. I to moja wina.
Przemilczalam.

Cały czas próbowałam dawać szanse i myślalam, że zmieni to się kiedy urodziłam nasze dzieci, ale nic to nie zmieniło. Nigdy do mnie nie zadzwoniła, nie przyjechała do dzieci i nie mają żadnego kontaktu. Tylko jak wypadają jakieś święta, ale nawet wtedy jestem traktowana jak powietrze i zwraca się tylko do męża, nawet z pytaniem co pijemy.

Wielokrotnie zwracałam uwagę na to mężowi, ale bez rezultatu. Raz nawet z nią rozmawiał, ale stwierdził, że ona problemu nie widzi i to ja robię zamieszanie. I ostatecznie stoi po jej stronie.

Do tego jego praca. Ma dobra, ale wiaze się ze stresem. I coraz częściej odbija się to na mnie. Zaczął przeklinać, dużo. Nawet przy naszych córeczkach. Nie ma już hamulców. Do tego zaczął się do mnie brzydko zwracać, nie używa wulgaryzmów, ale te słowa są dla mnie obraźliwe. Czasem nawet w złości używa okreslen typu: idiotka. Jeszcze na początku walczyłam, potem mi się odechciało. Przestałam zawracać uwagę: niech sobie gada na zdrowie. Jak mam zły dzień, krzyczę,, odwdzięczam się tym samym. Każe się pakować i wracać skąd przyszedł. Jak emocje opadna, przeprosi i dajemy sobie „ostatnia” szansę. I tak w kółko od ponad roku.

Wbrew pozorom maz jest fajnym facetem. Jest przystojny, wysportowany, z poczuciem humoru, ma dobra prace, ale coś pękło i się skończyło. Mam wrażenie, że już zyjemy jak dobrzy kumple. Seks się zdarzy, ale bez fajerwerków. Niby mam ochotę, ale mam wrazenie, że chodzi bardziej o to, żeby to on sobie „spuścił z krzyża”. Orgazm może w przeciągu tego roku mialam raz, może dwa razy. Już mój elektryczny przyjaciel potrafi dostarczyć mi większa satysfakcję seksulna.

Do tego mam wrażenie, że ze wszystkim zostałam sama. W wielu kwestiach decyzję podejmuje sama, on tylko słucha i nic do powiedzenia nie ma. Stracił w moich oczach jako partner, tego partnerstwa już nie ma. Mam wrażenie, że robię za dwóch w tym małżeństwie. Często się mijamy, ale nikomu to nie przeszkadza a czasem wręcz paradoksalnie leżymy na sobie i oglądamy film.
I tyle.

Wielokrotnie rozmawiałam z nim na temat rozwodu. Nie da mi. Mamy dzieci, one je kocha i chce być blisko. Mamy być rodzina że względu na dzieci. Ja tego nie chce. Jestem młoda i chce być szczęsliwa, po prostu. Nie widze przyszłości dla nas… Lubię go i też nie chciałabym iść na wojenna ścieżkę. Ale widzę już sposobu na ratowanie tego. I jestem zmęczona i przestało mi zależeć.
Kiedyś powiedział, że zdrady tylko nie wybaczy. Nie chciałabym sięgać po tego typu rozwiązania.

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Iza pisze:

    Niektóre fragmenty kojarzą mi się z moja historia. Ciekawa jestem czy Twój mąż nie pracuje przypadkiem w branży IT, zawsze miał świetna pamięć i szybko się uczył ale bez przypomnienia w kalendarzu zapomniałby nawet o swoich urodzinach? Jeśli tak to warto rozważyć czy mąż nie ma lekkich zaburzeń ze spektrum autyzmu( asperger). Życzę happy endu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.