Ku chwale medycyny

Ku chwale medycyny…
Jestem młodą kobietą po walce z ciężką chorobą. Silne leki, które przyjmowałam, jak się okazało doprowadziły do bezpłodności. Szansa na posiadanie dzieci kiedykolwiek ze 100% spadła do ledwo 10%… Hmm.. Przynajmniej tak było zdaniem 3 różnych lekarzy.

Badałam się specjalnie w różnych klinikach, by mieć pewność co do mojego stanu. Trzy miesiące po badaniach, jak już się pewnie spodziewaliście, zaszłam w ciążę. Oczywiscie zdziwienie było, ale pozytywne.

Podczas ciąży mój lekarz często mówił o cudzie i twierdził, że może być tak, że dziecko urodzi się z jakąś ułomnością przez chemię, którą brałam wcześniej, mówił że mogę całą ciąże źle się czuć – tak bardzo te słowa po mnie spływały, że o jej.. Miałam się świetnie.

W dziewiątym miesiącu dostałam silnego zapalenia, trafiłam do szpitala. Antybiotyk, codziennie mnóstwo witamin. Ok.. Ordynator postanowił wywołać poród. Najpierw cewnik Foleya – nic. Dzień przerwy i kroplówka z oksytocyną – całą przespałam. Dwa dni przerwy kolejna dawka – nic.

W końcu po kolejnych dniach został wstrzyknięty mi żel i po godzinie skórczy urodziłam zdrową córeczkę. Kolejny cud w medycynie? Nie wiem, ale cieszę się, że mimo wszystko się nie poddałam i mała jest cała razem z nami.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.