Kiedy miłość zamienia się w koszmar part II.

Witajcie dziewczyny! Przede wszystkim dziękuję, za tak duży odzew pod moim postem.
Od czasu mojej ostatniej wiadomości nic się nie zmieniło, a można uznać, że jest gorzej. Tak jak ktoś napisał pod postem raz było lepiej, a na następny dzień jakby zapominał o czym rozmawialiśmy i znów robił awanturę.

Postanowiłam to skończyć, zablokowałam go na tydzień licząc, że może „pójdzie po rozum do głowy”. Wczoraj nie wytrzymałam, skończył mi się Xanax, a mój psychiatra przyjmuje dopiero w poniedziałek (od 6 klasy szkoły podstawowej leczę się na nerwicę, do tego mój organizm ma zaburzoną produkcję serotoniny, więc całe życie jestem na lekach).

Zadzwoniłam. Był zdziwiony, że dzwonie bo uznał, a można powiedzieć nawet, że się ucieszył, że chcę zakończyć tę znajomość. Uznał, że to w sumie moja wina bo nie chciałam do niego przyjechać na stałe (!)-proponowałam, tysiące razy, żebyśmy coś razem wynajęli, za każdym razem słyszałam, że albo zaraz kupi dom i się nie opłaca tracić pieniędzy albo mam na siebie wziąć kontrakt i on wtedy może się wprowadzi, ale najlepiej żebym sama wszystko załatwiła.

Odpowiedziałam, mu że równie dobrze mogę jechać do Zimbabwe skoro on mi nie chce w niczym pomóc, na co usłyszałam, że jemu też nikt nie pomagał i inni ludzie też jakoś przyjeżdżają za granicę, a teraz to już nawet nie chce żebym przyjeżdżała.

Że nie schudłam w odpowiednim czasie, tyle ile sobie założył i przez to nie może wyliczyć ile czasu zajmą mi inne rzeczy w życiu, że nic nie przekażę dobrego dzieciom, skoro dla dziecka jego kolegi kupiłam lalkę barbie a nie edukacyjną zabawkę (dziewczynka 6 letnia). I że jego była dziewczyna, też tak zrobiła(wyprowadziła się po awanturze o to, że nie ugotowała obiadu), zablokowała go i była zdziwiona, że on nie miał żadnych przemyśleń i nie chciał kontynuować związku.

Powiedział też, że on oczekuje kobiety, która nie dość, że będzie zarabiać pieniądze, dokładać się do wszystkiego, to po pracy posprząta, ugotuje, popierze, zajmie się dziećmi, pójdzie na siłownię i będzie miała jakieś hobby, które przyniesie korzyści finansowe (bo przecież to, że ja lubię czytać książki, piec ciasta czy decoupage, to żadne hobby i wstyd o tym mówić) a on jest od tego, żeby pracować i ewentualnie naprawić samochód czy skosić trawę.

Wczoraj podczas tej rozmowy do 3 w nocy czułam się tak, jakby on miał przyjemność z tego, że płaczę i cierpię. Nie umiem się wyplątać z tego, zawsze byłam osobą, która potrafiła się odciąć, cierpieć w samotności i wyjść z dołka z godnością, a teraz czuję się tak, że na jedno jego słowo praktycznie zniosę wszystko i będę to tolerować. Czuję się wrakiem i w sumie nigdy nie miałam tak czarnych myśli jak teraz.

Nawet nie wiem co robić, nie chce mi się szukać pracy i zaczynać wszystkiego od nowa, bo czuje się tak jakby świat się dla mnie zamknął, a wszyscy fajni faceci zniknęli, albo są już zajęci. 😉 Pozdrawiam.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.