Jestem rozsypana na milion kawałków

Życie mi się posypało w jednej sekundzie. Mieliśmy stworzyć wspólny szczęśliwy dom, data ślubu, przeprowadzka, a nie ma nic. W przeciągu kilkunastu dni walki o zdrowe relacje, zdrową rodzinę przegrałam tę walkę. Odszedł. Nie chciał podjąć terapii od uzależnienia. Walczyłam kilkanaście dni pod rygorem odejścia aby zaczął walczyć z uzależnieniem i przegrałam tę walkę.

Dziś się dowiedziałam, że to moja wina, że sama doprowadziłam do rozstania. Że sama tego chciałam. Walczyłam kilkanaście dni bo żyłam w nieświadomości, że problem od dawna wrócił. Powiedział mi za późno, jak wszedł do naszego domu. Mojego i dzieci. Ze swojej strony wiem, że zrobiłam wszystko, wszystko co mogłam.

Boli najbardziej fakt, że dla niego nie byliśmy wszystkim jak on dla nas. Niewystarczająco nas kochał aby się z tym zmierzyć. Nie widział problemu, sensu. Wszyscy byli winni tylko nie on. Dziś nie wiem jak się z tego podnieść. Tyle dni płakałam z bezradności, a dziś płacze bo już nic nie jestem w stanie zrobić, nawet go zatrzymać. Porażka czy szczęście, że się tak to rozwiązało?

Chciałabym wierzyć, że szczęście ale tak go kocham, że na dzień dzisiejszy ciężko mi to dźwignąć. Odechciewa mi się myśleć nawet. Jak żyć? Jak funkcjonować?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.