Jego brak zahamowań doprowadzi do rozpadu małżeństwa

Witajcie dziewczyny! Sama nie wiem czy to dobrze, że piszę ten post, ale jestem w kropce…
Jesteśmy po świętach, które w tym roku były szczególnie trudne… Chociaż w sumie nigdy nie było łatwo. Jesteśmy razem prawie 10 lat, w tym 8 po ślubie. Mamy dwójkę dzieci. Jedno z mojego poprzedniego „związku”, bo była to bardzo naciągana i zła relacja- facet był alkoholikiem.

Dobrze nam się powodzi finansowo, baaardzo się kochamy, ale do rzeczy..
Mój mąż zawsze był bardzo toksyczny, ale wychodzę z założenia, że jak się coś psuje to trzeba to przepracować i starać się naprawić, a nie wyrzucać . Nam nie układało się tak naprawdę nigdy. Zawsze gościła u nas zazdrość, bo naprawdę jestem piękną kobietą, a on miał kiedyś mnóstwo kobiet- no i to mega ciacho. Pracuje dodatkowo, często wyjeżdżam w podróże służbowe i wiem, że on wtedy czuję się niepewnie, ale to tylko jego odczucie, bo nigdy nie dałam mu tak naprawdę powodu do zazdrości. Dla mnie to tylko praca, nic osobistego.

Oboje jesteśmy wybuchowi i często potrafimy krzykiem wypomnieć sobie to co nas boli, ale mój mąż nie kontroluje się przy dzieciach.. Co ślina na język przyniesie tak przy chłopcach powie.. Ja przynajmniej staram się żeby tego nie słyszeli, bo mój język też bywa bardzo cięty..
Czasem myślę, że mam ku temu duże powody, bo wiele przeszłam w tym chorobę nowotworową- rak piersi. Stałam się bardziej nerwowa.

Tyle przygotowań, starań, sprzątania i gotowania. A on tak po prostu to zepsuł bo za dużo wypił i pokłócił się o pierdołe z moim szwagrem, bo go nie lubi.. A nie lubi go za to, że kiedyś sam sporo nabroił i chciał mojego męża pouczyć, właściwie po prostu się z nim nie zgodził w kwestii tematu rozmowy. Ja poparłam szwagra, bo mąż nie miał racji- zawsze stoję po stronie prawdy. Stwierdził, że jestem NIKIM, bo go nie popieram.

Taka sytuacja że Szwagrem zdarzyła się drugi raz, a mnie tak naprawdę nie interesuje, że popełnił kiedyś jakieś błędy, ważne, że moja siostra mu wybaczyła prawda? Dlaczego ja mam drżeć z nim koty?
Najgorsze, że każdy nasz wyjazd, spotkanie rodzinne kończy się tak samo… Dzieci wszystko słyszały.. tak mnie boli ten brak szacunku, brak zahamowań.

Pytanie do Was.. Czy próbować to dalej posklejać czy po tylu latach i tyłu złych doświadczeniach, które wiem, że będą się powtarzać w końcu odpuścić? Tak się dzieje tylko po alkoholu, tylko i wyłącznie.. Ile razy próbowałam mu to wytłumaczyć, prosiłam… Co mogę jeszcze zrobić?

Zagroziłam, że wynajmę mieszkanie, bo mam już dość, tym bardziej, że czasem wieczorem lubię wypić 1 piwko z sokiem a usłyszałam, że jestem alkoholiczką i że zabierze mi chłopców przez to… No jak tak można? Jestem dobrą mamą, nigdy dzieci nie zawiodłam, zawsze dotrzymuje słowa, nigdzie nie wychodzę, bo ten czas dla mnie spędzony z nimi jest bardzo cenny.. Nie mówię o kosmetyczce czy zakupach, ale o wyjściach z koleżankami na kawę.

Mam taką ochotę to wszystko zostawić.. Tu mam wszystko poukładane, szkole dla dzieci, stabilizację.. Czy ja sobie poradzę sama?
Mam pracę, wiem, że wokół są ludzie- moja rodzina, która jest w stanie mi pomóc.. Nie wiem.. tak mnie to wszystko boli, mam w sobie tyle zła… Nikomu narazie nic nie powiem, bo nie chce pochopnie podejmować decyzji..

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.