Jak przegrałam moje życie

Cześć. Na wstępie – mam męża, rocznego syna mieszkamy u jego rodziców… Jak wiem z teściami kolorowo nie jest no ale dom na męża to myślałam, że na początku jak było fajnie to i później będzie. Mąż ma 5 sióstr i 3 braci. Duża rodzina, wszystko pożenione, własne domy. Tylko mąż został, najmłodszy.

Do sedna – teściowa ma mnie za nikogo. Obgaduje mnie za plecami, dzwoni do córeczek zdaje wszystkie relacje co się dzieje, co nie tak. Mąż do niej powiedział, a miał co powiedzieć bo przesadza. MAMY WŁASNY póki co pokój, remont zrobiliśmy generalny dachu, pokoju, drzwi, kuchnia, salon, łazienka dlatego, że wyładowaliśmy wszystkie pieniądze przez durnote nie mam gdzie iść.

I moje życie wygląda tak. Z synem wtrąca się w wszystko co nie tak zrobię już pieprzy do córek, mężowi chce matkować mimo, że ma swoje lata. Mnie cale życie pyta się a to ok a to fajne? Mówię, że nie to nie to piękne bo córka jej tak powiedziała. Dodam, że w domu oaza 50 kwiatów W korytarzu 23 w pokoju ma jobla na punkcie roślin… Wszystko bym wytrzymała wiem, że to jest jeszcze jej dom ale ludzie…

Jadę do mamy (jest ciężko chora) to wracam patrzę co ona mi firanki zmieniła albo synkowi zabawki pozbierała. Zmienia nam pościel, a to chore bo chcielibyśmy mieć minimum prywatności. Mówiłam jej to oczywiście telefon do córek jak ja mogę jej uwagę zwrócić… Za nikogo maja mnie w tej rodzinie. Bynajmniej siostry i ta jego szurnięta matka.

Nie mam kasy, nie mam pracy, nie mam z kim zostawić synka, aby podjąć się pracy. Nie stać nas na dom bo mąż też kokosów nie zarabia, a żyć trzeba. Wszystko trzeba, a mąż myśli nad wyjazdem za granicę. Ja durna się boję nie wiem czego. Może tej rodziny, że zostanę sama z dzieckiem. Dam rade wiem o tym ale zostanę tu bez niego i będę wysłuchiwać jacy oni cacy najmądrzejsi, bo przecież to rodzina z katalogu.

Wszystkie siostry mają domy, wszystkie bogaczki, a przez telefon pierdzielą matce, że mój mąż to niedorajda powinien na stancje iść… Ja mam dość, wysiadam. Czuje, że przegrałam życie. Ja serio myślałam, że po ślubie będzie ok jak urodzi się nasz syn.

A Jednak przegrałam to. Żałuję każdej minuty tu z nimi i płacze pisząc to bo mi tak przykro, że nie możemy kupić domu, nie stać nas, kredytu dużego nie weźmiemy, a mały rośnie … męczyć się do śmierci czy co…

Może ci się spodobać również:
2 Komentarze
  1. Anna pisze:

    Sytuacja w której jesteś do łatwych nie należy. Ale może warto pomyśleć o przeprowadzce za granicę, ale z mężem. Nie ważne jest to ile się ma, a najważniejszy jest spokój naszego ducha. To co mówisz do niczego dobrego Cię nie doprowadzi, wpędzi w depresję i kompleksy.

    Nigdy w takiej sytucji co prawda nie była, ale miałam wiele innych problemów. Wiele lat brałam narkotyki, byłam w ciężkiej depresji, miałam myśli samobójcze nawet kilka razy w tygodniu.

    Wtedy błagałam Boga o pomoc. I wiesz co? Pomógł mi! On leczy wszystkie razy, każdą niepewność i smutek. Pomaga podejmować decyzję. Co w tym najważniejsze – nie poznałam Boga przez instytucję, czy to kościół katolicy, świadków jehowy, protestantów czy jakiekolwiek inne denominacje. Poznałam Boga żywego, poznałam Jego wolę – którą poznajemy przez Pismo Święte. I on mnie uratował. Dziś idę według jego woli. Wolny czas poświęcam na studiowaniu Pisma. Chrystus uwolnił mnie od wszystkich smutków, utrapień, od uzależnienia. Tobie też pomoże, musisz mu zaufać i nie szukać Go wśród ludzi – bo On gdy Go przyjmiesz zamieszka w Tobie! Jesteś warta tej miłości. Każdy Jest. On nas kocha, niestety ludzie o tym zapominają – przez to wpadają w pułapkę bez wyjścia. Spróbuj coś zmienić, a zmieni się wszystko! <3 wspaniałego dnia i mnóstwa miłości

  2. Anna pisze:

    Świetnie napisane popieram

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.