Jak pozbyć się teściowej

Zacznijmy od tego, że zaszłam w ciążę po czwartym miesiącu znajomości. Nie żałuję tego, jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi i gdybym mogła cofnąć czas to wybrałabym tą samą drogę. Problem jednak tkwi w teściowej.

Przed narodzinami mojej córki nasze relacje były neutralne, nikt nikomu się nie narzucał, ani my, ani teściowie nie byliśmy w stosunku do spotkań i widzenia się natrętni, jeśli się widywaliśmy to raz, góra dwa razy w miesiącu i to tylko na obiedzie. Zaczęło się od razu po narodzinach córki. Obolała, wymęczona, w połogu musiałam gościć teściową bo koniecznie chciała zobaczyć swoją wnusie, przebolałam to. Przyszła w jeden weekend, drugi, trzeci i tak już leci ponad trzy miesiące, nie pamiętam ani jednego wolnego weekendu od niej.

Kilka dni temu wybuchła awantura w domu właśnie o to, że nie życzę sobie, aby ona pojawiała się u nas co tydzień bo chce w końcu odpocząć od tej kobiety. Jedynym argumentem mojego chłopaka było to, że „ale ona widzi ją raz na jakiś czas, niech się nacieszy chociaż nią jak ma wnuka za granicą”. W sumie ma rację, przymknęłam na to oko a jeden weekend faktycznie był wolny.

Jednak nie podoba mi się jej zachowanie i to jak traktuję moją córkę. Wchodzi jak do siebie, bez pukania w dodatku skradając się za plecami myśląc, że mała śpi, kiedy śpi to rozkłada ręce i mówi „no jak zwykle, je*ne jej”, siada przy stole, czeka aż ktoś jej zrobi kawę lub herbatę i opowiada mi o różnych ludziach o których nawet nie mam pojęcia, że istnieją a ja zamiast odpocząć kiedy córka śpi to wysłuchuje jej żali. Potrafi podejść do kołyski i specjalnie ją budzić. Córkę podrzuca do góry, szarpie, ściska, na chama próbuje już ją sadzać, całuje w usta, gdy ona płacze i chce ją wziąć na ręce to odpycha mnie i ją zabiera, mając 2 miesiące wypadła jej prawie z rąk, na mrozie wyciągnęła ją z wózka.

Po tym córka była chora przez dwa tygodnie przez co nie mogliśmy jej zaszczepić, stwierdziła, że to jest moja wina bo na pewno ją gdzieś przewiało. Już nawet do niej nie mówi „zobacz, mama tam siedzi?” tylko „o zobacz, Twoje cycki tam siedzą” może i banalne ale mnie po prostu teksty tego typu irytują.

Jest wieczne narzucenia swoich poglądów na to, jak mam wychowywać swoje dziecko, w sumie to chyba już „jej dziecko” skoro zaczęła tak mówić. Narzucała mi abym zaczęła używać chustę bo jej córka przy swoim synu używała, córka przy wiązaniu płacze, pręży, wygina się, powiedziałam, że nie będę tego używać bo niepotrzebnie stresuje dziecko dla jej fanaberii a mi chusta nie jest zbytnio potrzebna.

Zaczął się temat nosidełka, miesiąc czasu jej nie mogłam wytłumaczyć, że nosidełko używa się tylko wtedy, gdy dziecko już samodzielnie siedzi, niestety nie dało jej się przetłumaczyć i specjalnie pojechała do galerii szukać nosidełka, jakie było jej zdziwienie, że nie ma takiego od dwóch miesięcy, szok.

Córka w foteliku w aucie dostaje napadu złości, płaczu, ataku, nie można jej później uspokoić i co tydzień jest ta sama śpiewka, „wsadźcie ją do auta i jedzcie, ona się przyzwyczai, mój wnuk taki nie był”, „wy musicie ją przyzwyczajać, jak sobie trochę popłaczę to się jej nic nie stanie”. Mówię teściowej, że na razie nie będę jej męczyć bo co to za przyjemność z jazdy skoro muszę wisieć nad córką, co chwilę uspokajać ją, i stawać na poboczu, chciałam poczekać jeszcze miesiąc czasu i wtedy ją przyzwyczajać na jakieś krótkie dystanse. Oczywiście źle bo co ze mnie za matka, że chce dzikusa wychować.

Chce córce jako pierwsze danie w przyszłości dać ziemniaka, skrytykowała mnie za to bo jej wnuk pierwszy raz dostał jabłko pokrojone w kostkę ale już zapomniała o tym wspomnieć, że jabłko stanęło mu w gardle i jechali do szpitala bo dziecko zaczęło się dusić mając 5 miesięcy.

Już kończą mi się powoli pomysły jak mam skrócić jej widzenia u nas, mam wrażenie, że jeszcze trochę i będzie z nami mieszkać, kąpać się z małą i dawać jej swoją.
Jestem psychicznie zmęczona tą kobietą…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.